Józef Olszewski, Biurokracja (część druga)

Olszewski przedstawia szczegółową analizę państwa biurokratycznego i biurokracji: Zadanie państwa, pojętego według nowszych zapatrywań, ograniczać się powinno na uregulowanie stosunków między jednostkami i pomiędzy związkami społecznymi, które powstały przez poczucie tych składników do szerszych obowiązków, aniżeli zasklepienie się w sferze samolubnych prywatnych interesów, czyli pomiędzy związkami zawodowymi. Dalej obowiązkiem państwa powinno być uregulowanie celów prawnych całości, jako takiej, a wreszcie unormowanie stosunku do obcych państw.

 

            Jeżeli jednak rząd stoi poza społeczeństwem, poza interesami ludności, a nawet często i przeciw nim, jeżeli ci, co ten rząd i państwo reprezentują, walczą o szablonową formę każdej drobnostki w urządzeniu życia publicznego, jeżeli wszędzie, czy potrzeba czy nie, starają się uwidocznić i dać uczuć swój wpływ i swoją władzę, to państwo tak rządzone musi stać się antytezą instytucji i powołania wyżej wspomnianego.

 

            Przeciw tak zorganizowanemu państwu podnosić się muszą powszechne zarzuty, które sprowadzone następnie do wspólnego mianownika dają w rezultacie definicję państwa biurokratycznego.

 

Zarzuty, jakie podnoszą się przeciw działalności spaczonego przez biurokrację związku państwowego polegają na dwojakiem ocenianiu rzeczy.

 

Albo zdarza się, że państwo zaniedbuje w sposób uporczywy wydanie i stworzenie urządzeń, których domaga się od niego rozwój konstytucyjny lub administracyjny, albo nowe uksztaltowanie się stosunków społecznych i obywatelskich, lub też – i to jest częstszy wypadek – zdarza się, że państwo wykracza poza granice rozumnej i pożytecznej działalności, uważając całe życie publiczne za swoją wyłączną własność i dziedzinę i siebie tylko za czynnik uprawniony do inicjatywy i do pracy na tym polu, i w ten sposób samo chce spełniać zadania, które nie należą do powołania państwa, lecz z natury rzeczy pozostawione być winne inicjatywie prywatnej jednostek i związków społecznych.

 

Prócz tych dwóch, wprost przeciwnych sobie rodzajów fałszywego zakreślenia sobie przez państwo granicy działalności, z których jeden grzeszy zbytnią skromnością i bojaźliwością, a drugi przesadną zarozumiałością w swoje siły, błądzi najbardziej państwo biurokratyczne przez oddanie nieograniczonego kierownictwa rozbujałym do nieznanych dawniej granic życiem publicznym w ręce urzędników, którzy z rządzenia robią sobie zawód i tylko do tego zawodu specjalnie bywają kształceni, a konserwując w organizmie skomplikowanym, od reszty świata murem chińskim odgrodzonym, ducha odrębności i kastowości, stają się rządem w rządzie, państwem w państwie.

 

Żeby choć przywilej rządzenia w ten sposób dostawał się przynajmniej z reguły w ręce ludzi o wybitnych talentach, swobodnych zapatrywaniach i wysokich, szczytnych dążeniach, rezultat nie byłby tak ujemny – tymczasem wobec zapotrzebowania do szeregów armii urzędniczej idącego w setki tysięcy zdarzać się muszą i zdarzają się w tej licznej armii ludzie mierni, prawdziwi wyrobnicy w rzemiośle rządzenia. Tacy rzemieślnicy urzędowi trzymają się suchej czczej formy, nie badając treści urządzeń państwowych i ich właściwego celu, raz dlatego, że nie rozumieją ich ducha, po wtóre, bo to dogadza i odpowiada ich umysłowej ospałości i etycznej obojętności, a nadto uwalnia ich od związanej z każdym samodzielniejszym działaniem odpowiedzialności.

 

Biurokracja nie zna co to jest wola ludności, choćby najpowszechniej wyrażona, której przecież zawsze jakaś rzeczywista potrzeba musi służyć za podstawę, a której zaniedbania i ryczałtowe odrzucanie przynieść musi szkodę interesom państwa bezpośrednio lub pośrednio. Zamiast uznać opinię rządzonej ludności i jej prawnie objawioną wolę za podstawę i punkt wyjścia do nowego ukształtowania stosunków, lub do porzucenia dotychczasowych nawyczek, biurokracja prędzej uważać ją będzie jako skierowany przeciw sobie wyrzut i jako wpływ ducha opozycji.

 

Biurokracja zatem nie jest niczym innym, jak twierdzi w swej definicji Mohl, jak „fałszywym pojmowaniem powołania instytucji i idei państwa, spełnianego przez olbrzymią armię urzędników, złożoną po największej części z miernej wartości elementów, poprzestającą na formalistycznej manipulacji, dotkniętą różnorodnymi przywarami i traktującą zawód swój jako rzemiosło” („Politik”).

Czytaj dalej „Józef Olszewski, Biurokracja (część druga)”

Reklamy