Jak pomnożyć swoje pieniądze? (4)

Z dotychczasowych naszych rozważań wynika, że warto pomyśleć o samodzielnym inwestowaniu m.in. w takie instrumenty, jak akcje spółek notowanych na giełdzie papierów wartościowych. Oszczędzanie, bo nie można tu właściwie mówić o inwestowaniu, na rachunkach i lokatach bankowych, nie jest zbyt atrakcyjne, ponieważ stopy procentowe w najlepszym przypadku niewiele przekraczają oficjalny poziom inflacji i co najwyżej mogą nam zapewnić zachowanie realnej wartości aktywów finansowych. Podobnie jest z obligacjami, które również nie gwarantują wyższego zysku, a co więcej w dobie kryzysu zadłużeniowego państw, wcale tak do końca nie są pozbawione ryzyka. Z kolei inwestowanie za pomocą funduszy inwestycyjnych jest dosyć kosztowne, trudno niekiedy we właściwym momencie zamknąć w nich inwestycję (od momentu podjęcia decyzji o sprzedaży jednostek uczestnictwa do ich rozliczenia upływa pewien czas, co przy dużej zmienności rynku może nas narazić na straty), jest obarczone ryzykiem podatkowym (od zysku musimy zapłacić podatek, ewentualnej straty nie możemy rozliczyć), a przede wszystkim jest niesamodzielne – poprzez inwestowanie za pomocą funduszy nie nauczymy się nigdy sztuki inwestowania!

Wszystko to sprawia, że warto spróbować samodzielnego inwestowania na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Inwestowanie na giełdach zagranicznych w przypadku osoby początkującej raczej odpada. Wyższe koszty transakcyjne, element ryzyka walutowego, nieznajomość realiów i specyfiki rynków zagranicznych są tutaj wystarczającymi przeszkodami. Przygodę z warszawską GPW rozpocząć natomiast łatwo i w znakomitym stopniu, poprzez swą specyfikę, zapewnia ona moc wrażeń i szybkie zdobywanie doświadczeń, co przy nauce samodzielnego inwestowania, jest sprawą najważniejszą. O tej specyfice GPW dużo można by pisać, ale to raczej wiedza dostępna dla osób bardziej wtajemniczonych (specyfika ta wynika z relatywnie dużej obecności inwestorów indywidualnych na parkiecie). Na razie ograniczmy się do prostej analogii: bycie inwestorem na GPW w Warszawie to prawie tak, jak bycie przedsiębiorcą w Polsce. Prawdziwa szkoła życia, której nie zapewnią żadne uniwersytety i żadne książki pisane przez zagraniczne „białe kołnierzyki”. Kto nie zna tematu i nie potrafi powiedzieć, czym różni się bycie przedsiębiorcą w Polsce od bycia przedsiębiorcą dajmy na to w Anglii to szczęściarz, któremu nie należy burzyć dotychczasowego „stanu niewinności”! Zapewne spotka go szybsza droga edukacyjna na warszawskiej GPW, ale uwierzcie: to nic wstydliwego być na początku jeleniem, czy jak to mówią bardziej obeznani – „prostym dawcą kapitału”! Jeśli na początku naszej przygody z samodzielnym inwestowaniem na giełdzie doznamy strat, to dziękujmy za to Bogu gorącą modlitwą! Nic lepszego nie może nas spotkać. Zapłacimy swoje frycowe, opłacimy uczciwie naukę i z pewnością staniemy się dobrymi inwestorami, których doświadczenie zaprowadzi do sukcesu już nie tylko na GPW! Jeśli, jako początkujący, odnotowywać będziemy tylko zyski – to bójmy się! To uśpi naszą czujność. Po serii sukcesów przyjdą dotkliwe porażki. Stracimy wszystko, odejdziemy mówiąc, że giełda to oszustwo, nie nauczywszy się niczego, nie odniesiemy sukcesu również na żadnym innym polu (inwestycyjnym, rzecz jasna)!

 

 

Po tych słowach ostrzeżeń przechodzimy do konkretów. Przede wszystkim musimy założyć rachunek inwestycyjny w jednym z biur maklerskich. Niektórzy, co prawda rozpoczynają od różnych symulacji giełdowych, ale nie jest to dobre wyjście – nic nie zastąpi rzeczywistości, emocji związanych z realnymi stratami i realnymi zyskami. Tylko w rzeczywistości nauczymy się kontrolowania własnych emocji, ograniczania ryzyka, panowania nad sytuacją. Lepiej więc założyć rachunek inwestycyjny, wpłacić niewielką gotówkę i zacząć „bawić się w giełdę”.

Nie polecamy tu konkretnego biura maklerskiego (jest ich trochę w Polsce), ale sugerujemy porównanie co najmniej kilku ofert tych najbardziej liczących się biur. Przejrzyjmy strony internetowe biur maklerskich, poczytajmy opinie na grupach dyskusyjnych i blogach, popytajmy znajomych. Zorientujmy się także, jakie biura maklerskie mają ewentualnie swoje oddziały w naszej najbliższej okolicy. Wybieramy i tak internetowy rachunek maklerski, ale niektóre czynności (rzadko, ale jednak) być może będą się wiązały z fizyczną obecnością w biurze maklerskim.

Ze względu na dostępność (nikt nie będzie dzisiaj latał o różnych porach do biura maklerskiego lub siedział w nim klika godzin, obserwując notowania), koszty (prowizje od transakcji kupna i sprzedaży papierów wartościowych przez internet są o wiele niższe od prowizji od zleceń składanych fizycznie w biurach maklerskich, czy telefonicznie) oraz szybkość wykonywania zleceń (jedno kliknięcie zamiast podawania wielu informacji maklerowi osobiście lub poprzez telefon) jedynym sensownym rozwiązaniem jest dzisiaj założenie internetowego rachunku maklerskiego. W ten sposób inwestowanie na giełdzie maksymalnie sobie ułatwiamy, ograniczając przy okazji koszty. Jeśli mamy komputer z dostępem do internetu (konieczne stałe łącze), internetowy rachunek inwestycyjny w wybranym biurze maklerskim, pewną sumę pieniędzy i minimalną choćby wiedzę, możemy zaczynać!

Nie bójmy się kosztów. Roczna opłata za prowadzenie internetowego rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim to z reguły około 50 złotych. W pakiecie otrzymujemy bezpłatny dostęp do obserwowania w czasie rzeczywistym jednej najlepszej oferty kupna i sprzedaży każdego notowanego waloru oraz niższą, „internetową” prowizję od transakcji kupna i sprzedaży (np. 0,3-0,4% od sumy transakcji akcjami, ale nie mniej niż np. 6 złotych, zamiast 1-2 % od zleceń osobistych lub telefonicznych). Przy umiejętnym postępowaniu takie koszty można zaakceptować i nie są one znaczące.

Nie róbmy także problemu z wysokością naszych środków na rachunku inwestycyjnym. Wiadomo, że im więcej, tym lepiej, ale na początek wystarczy kwota od 2 do 5 tysięcy złotych. Warto mięć gotówkę, choćby na kilka transakcji. Ogranicza tu nas wysokość prowizji. Jeśli minimalna prowizja wynosi np. 6 złotych, to minimalna wartość naszej transakcji powinna wynosić np. 600 złotych (akceptujemy prowizję około 1% wartości zlecenia). 2000 zł powinno wystarczyć na 3-4 transakcje kupna akcji. Wbrew pozorom zlecenie o wartości 500-600 zł nie jest pozbawione sensu, bowiem płynność niektórych akcji jest bardzo niska, a wartość transakcji np. na walorach notowanych na rynku NewConnect nie przekracza kilku tysięcy, a niekiedy kilkuset złotych dziennie!

Jeśli podpisaliśmy już umowę z wybranym biurem maklerskim, otrzymaliśmy identyfikator oraz kody dostępu do rachunku oraz hasło, a niekiedy i token (warto posiadać, bowiem nie można zapominać o bezpieczeństwie rachunku), przelaliśmy pierwsze środki, za które będziemy mogli kupować interesujące nas walory, możemy zaczynać!

Aha, abyśmy mogli kupować interesujące nas walory musimy dysponować jeszcze odrobiną wiedzy. Musimy umieć dokonać ich wyboru! Ale, aby posiąść tę umiejętność, wystarczy jedynie dalej zaznajamiać się z naszymi tekstami zamieszczanymi na stronie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s