Planowanie i zabezpieczanie finansów osobistych w dłuższym okresie (edukacja, zdrowie, emerytura)

Celem długoterminowych planów finansowych jest zabezpieczenie środków na realizację potrzeb własnych i swojej rodziny. Potrzeby te mogą być bardzo różne (kupno własnego mieszkania, domu, samochodu, wymarzona podróż dookoła świata), ale przede wszystkim warto zabezpieczyć finansowo podstawy egzystencji własnej i najbliższej rodziny. Chodzi tutaj o aktywa, które będziemy mogli zamienić na pieniądze w razie własnej choroby, utraty pracy lub innego źródła dochodów, czy wreszcie w okresie jesieni naszego życia, w którym zmniejszy się możliwość generowania przez nas dochodów (tzw. okres emerytalny). Chodzi również – o ile czujemy się odpowiedzialni za naszą rodzinę – o zabezpieczenie bytu naszej żony, męża, czy dzieci. Szczególnie istotną sprawą jest tutaj zgromadzenie środków dla własnych dzieci. Dotyczy to przede wszystkim zapewnienia im możliwości takiej edukacji, która pozwoli im na samodzielny start w dorosłe życie. Nie możemy przy tym za bardzo liczyć na świadczenia socjalne ze strony państwa. Te czasy już niestety minęły. Nawet, jeśli jesteśmy zatrudnieni na etacie (a to już dzisiaj dotyczy coraz mniejszej liczby osób) lub prowadzimy własną działalność gospodarczą, to uzyskane świadczenia w razie poważnej choroby czy inwalidztwa (renta), utraty pracy (zasiłek dla bezrobotnych lub pomoc opieki społecznej), osiągnięcia wieku emerytalnego (emerytura) są tak niskie, a będą jeszcze niższe, że nie zapewnią nam godnego życia. To samo dotyczy świadczeń należnych małżonkom, czy dzieciom (renta rodzinna). Także studia w przyszłości mogą być bez wyjątku płatne. O zabezpieczenie środków na edukację dzieci, na życie, a być może i leczenie, w czasie poważnej choroby, czy na tzw. emeryturze, musimy zadbać sami. Można liczyć na świadczenia socjalne, o ile będą one nam przysługiwać, ale bezpiecznej będzie przyjąć, że będą one daleko niewystarczające.

Podstawą zabezpieczenia finansowego życia naszego i naszej rodziny powinno być tworzenie oszczędności, rezerw finansowych, majątku czy kapitału, czyli aktywów, które będą nie tylko przeliczalne na pieniądze, czy raczej – będą mogły być spieniężone, ale będą przede wszystkim generować dochody, które uzupełnią lub zastąpią dochody czerpane z pracy. Do tych aktywów należeć mogą przykładowo: środki pieniężne (np. w postaci lokat generujących odsetki), obligacje (zapewniające dochód w podobny sposób), akcje (przynoszące dochód w postaci dywidend, bądź sprzedaży tych papierów wartościowych z zyskiem w wyniku wzrostu ich wyceny giełdowej), jednostki funduszy inwestycyjnych (dochód w chwili ich umorzenia, z wyższej wyceny jednostek w stosunku do ceny zakupu), udziały w firmach (zapewniające udział w zyskach tych firm), nieruchomości (dochód z ich wynajmu, dzierżawy, bądź sprzedaży po cenie wyższej od ceny nabycia), wszelkiego rodzaju inwestycje alternatywne (kolekcje antyków, obrazów, księgozbiory, itp., przynoszące dochód płynący ze wzrostu ich wartości i sprzedaży z zyskiem).

 

 

Oprócz generalnej dbałości o tworzenie swojego majątku, kapitału, aktywów, warto zaplanować specjalne rezerwy na określone cele, czyli fundusze celowe np. na edukację dzieci, a także zadbać o zabezpieczenie bytu w sytuacjach określonych zagrożeń, np. ciężkiej choroby, czy śmierci. W tym pierwszym przypadku można skorzystać z różnego rodzaju instrumentów i produktów finansowych o charakterze inwestycyjnym, w drugim – z instrumentów i produktów ubezpieczeniowych.

Konkretne zdefiniowanie naszych celów, a także przyporządkowanie do nich określonych aktywów oraz instrumentów i produktów finansowych i ubezpieczeniowych zapewni nam przejrzystość naszych finansów oraz ułatwi niezbędną dywersyfikację. Powinniśmy tworzyć różnego rodzaju aktywa, aby ograniczyć ryzyko nieodłączne związane ze wszelką aktywnością finansową. Gotówka oraz jej zamienniki (np. pieniądze trzymane na rachunkach bieżących, na lokatach, które można w każdej chwili zakończyć bez utraty odsetek, obligacje, które można natychmiast sprzedać, itp.) zapewnią nam płynność finansową (natychmiastową dostępność pieniędzy w sytuacjach, tego wymagających). Akcje, jednostki funduszy inwestycyjnych w akcje, czy udziały w firmach zapewnią nam duże zyski w czasach dobrej koniunktury. Nieruchomości, czy inwestycje alternatywne mogą uchronić nas przed znaczną utratą wartości aktywów w sytuacjach kryzysowych, dotykających instrumenty i produkty finansowe, czy określoną walutę.

Nie warto też z reguły realizować różnego rodzaju celów za pomocą jednego instrumentu lub produktu. Raczej nie jest wskazane łączenie inwestycji z ubezpieczeniem. Lepiej zamiast jednej polisy ubezpieczeniowej, która łączy ochronę życia (zapewnia rodzinie środki finansowe w razie śmieci osoby ubezpieczonej) z inwestowaniem (przekazuje część składki ubezpieczeniowej do funduszu w celu pomnożenia środków) kupić dwa produkty: jeden, który będzie zapewniał odszkodowanie z tytułu śmierci ubezpieczonego (składka ubezpieczeniowa w całości będzie wtedy kosztem ochrony życia) i drugi – inwestycyjny w postaci np. tzw. polisy inwestycyjnej, czyli instrumentu, za pomocą którego inwestujemy w jednostki funduszy inwestycyjnych „opakowane” w produkt ubezpieczeniowy (składka prawie w całości będzie inwestowana w fundusze, koszty ochrony życia praktycznie będą marginalne). Gdybyśmy zdecydowali się na polisę ubezpieczeniową z częścią inwestycyjną, zostałyby pomieszane zyski z inwestycji z kosztami ubezpieczenia na życie, produkt okazałby się zapewne drogi i z dużym prawdopodobieństwem po kilku latach mielibyśmy pretensje, że polisa jest mniej warta, aniżeli suma wpłaconych składek (całkiem niesłusznie, ponieważ koszty ochrony życia prawdopodobnie byłyby większe od zysków generowanych przez część składek przeznaczonych na inwestycje). Takie pretensje klientów są nagminne w sytuacjach, w których agent ubezpieczeniowy sprzedaje polisę jako inwestycję, nie wspominając o kosztach ubezpieczenia na życie.

Aby przedstawiane zagadnienia uczynić bardziej zrozumiałymi, przedstawmy kilka przykładowych sytuacji życiowych wymagających zabezpieczenia finansowego. Do konkretnych sytuacji przyporządkujmy cele działań, fundusze celowe oraz aktywa, bądź instrumenty finansowe lub ubezpieczeniowe, za pomocą których będziemy nasze potrzeby zabezpieczać.

Przykład

Panu Markowi i Pani Basi, młodemu małżeństwu na dorobku, urodziła się upragniona córeczka Weronika. Na szczęście małżonkowie mają gdzie mieszkać – Pani Basia odziedziczyła mieszkanie po swojej babci. Powodzi im się też nie najgorzej finansowo, obydwoje pracują. Dochody Pana Marka z pracy stanowią 60% dochodów rodziny, Pani Basi, także z pracy – 40% (w tej chwili przebywa ona na urlopie macierzyńskim). Innych dochodów małżonkowie na razie nie mają, aktywów nie posiadają (z wyjątkiem niewielkich sum na rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym). Jedynym obciążeniem jest niespłacona jeszcze część kredytu konsumpcyjnego (12.000 zł), który był wzięty na remont odziedziczonego mieszkania.

Pan Marek wraz z narodzinami córki dojrzał do myślenia o finansowej przyszłości rodziny, poczuł się także odpowiedzialny za dziecko. Zaczął poważnie myśleć o tworzeniu aktywów finansowych, w pierwszej kolejności postanowił jednak zabezpieczyć córkę. Pan Marek w ogóle nie miał pojęcia ile może kosztować wychowanie dziecka, ale na szczęście trafił na artykuł poświęcony temu tematowi (http://www.finanse.egospodarka.pl/31376,Ile-kosztuje-wychowanie-dzieci-w-Polsce,4,48,1.html), w którym przeczytał, iż koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia dwudziestego roku życia) to 160 tys. zł. Do tego kosztu należałoby doliczyć koszt studiów dziecka. Nawet gdyby, jakimś cudem, za kilkanaście lat można by było studiować za darmo na państwowej uczelni, to i tak ewentualna stancja, wyżywienie, podręczniki i inne materiały dydaktyczne sporo kosztują. Z oszacowaniem kosztów studiów Pan Marek miał mniej problemów. Po przejrzeniu kilku artykułów w necie i przypomnieniu sobie swoich doświadczeń (w końcu nie tak dawno studia skończył) stwierdził, że studia to wydatek kolejnych 80 tys. zł. Po krótkim namyśle, utwierdził się też w przekonaniu, iż gdyby córka w przyszłości nie chciała studiować, to i tak warto zapewnić jej te 80 tys. zł. na start życiowy, np. otwarcie własnej działalności gospodarczej.

Po dokładnym przeanalizowaniu tematu Pan Marek stwierdził, że koszty wychowania dziecka będzie ponosił z bieżących dochodów swoich i żony (na razie z pracy, ale jeśli stworzy jakieś aktywa – co ma w planie – także z innych źródeł), więc odkładanie pieniędzy na ten cel jest niepotrzebne, ale musi stworzyć fundusz edukacyjny dla swojego dziecka i zgromadzić w nim w ciągu 18 lat 80 tys. zł. Po dalszych lekturach i krótkich przeliczeniach Pan Marek doszedł do wniosku, że odkładanie 200 zł miesięcznie i inwestowanie ich z zyskiem na poziomie 5% w stosunku rocznym powinno po 18 latach przynieść mu w przybliżeniu zakładana kwotę. Po tej konstatacji Pan Marek podjął decyzje o stworzeniu funduszu edukacyjnego dla córki i finansowaniu go przez siebie. Postanowił, że na razie będzie odkładał na ten cel 100 zł miesięcznie, od czasu do czasu dorzuci jakąś premię z pracy lub kasę z dodatkowego zlecenia, a także namówi żonę, aby wpłacać na fundusz edukacyjny coroczny zwrot z podatku dochodowego wynikający z ulgi podatkowej na dziecko. W ten sposób bezboleśnie i naprawdę małym kosztem powinien osiągnąć zakładany cel. Pozostała jedynie kwestia wyboru instrumentów lub produktów finansowych, bądź ubezpieczeniowych, za pomocą których pieniądze będą odkładane i inwestowane.

Po przemyśleniu Pan Marek odrzucił lokaty bankowe (za dużo bawienia i zbyt mała dochodowość, zapewniająca, w co najlepszym razie, doścignięcie inflacji), samodzielne inwestowanie w obligacje państwowe (podobnie, a poza tym Pan Marek jakoś stracił ostatnio zaufanie do państwa), produkty ubezpieczeniowe (no przecież chodzi w tym wypadku o czystą inwestycję), ale stwierdził, że idealnie będą się tu nadawały fundusze inwestycyjne. Przecież można wpłacać do nich co miesiąc niewielkie kwoty i dorzucać od czasu do czasu jakąś pokaźniejszą. Można za część pieniędzy kupować jednostki w funduszach bezpiecznych, rynku pieniężnego lub obligacji, część w fundusze bardziej ryzykowne, akcyjne. Poza tym też przez te kilkanaście lat będzie co najmniej kilka okresów hossy i kilka okresów bessy na rynku kapitałowym, tak że systematyczne wpłaty to wszystko uśrednią i zoptymalizują. Można wreszcie wykazać się odrobiną sprytu i w czasach rozwiniętej hossy oraz ewidentnego przewartościowania akcji (będą wtedy nadawane w telewizjach reklamy funduszy akcyjnych, mówiące o sowitych zarobkach na tych funduszach) przenosić pieniądze z funduszy akcyjnych do funduszy bezpieczniejszych, aby realizować zyski i nie dopuszczać do strat. Można także odwrotnie – w okresach pogłębiającej się dekoniunktury i zapaści giełdowej przenosić część środków z funduszy bezpiecznych i kupować tanie jednostki funduszy akcyjnych lub, jeszcze lepiej, zacząć wtedy wpłaty do funduszy akcyjnych (należy tylko pamiętać o tym, że można te działania rozpocząć dopiero w momencie, gdy zaczną się ukazywać się na pierwszych stronach gazet artykuły o krachu lub główne wiadomości w telewizji publicznej nagle zaczną się od relacji giełdowych). No dobrze – dwa ostatnie zdania można potraktować trochę w kategoriach żartu. Przecież wiadomo, że nikt tak nie robi! Nikt? No tak nie do końca, ale są to działania dla zaawansowanych znawców giełdy i funduszy inwestycyjnych. W każdym razie pan Marek zdecydował się na fundusze inwestycyjne, przeszedł się następnego dnia osobiście do znanego sobie Biura Maklerskiego, przy Banku, w którym miał już swój główny rachunek, otworzył odpowiedni rejestr, przelał pierwsze pieniądze i nabył pierwsze jednostki uczestnictwa, na razie w bezpieczniejszym funduszu rynku pieniężnego, bo pomyślał, że akcje są w tej chwili niezbyt dobre na dłuższą metę. Tym samym otworzył fundusz edukacyjny dla swojego dziecka. Maleńka Weronika nawet się nie uśmiechnęła. No niestety nie wie jeszcze dzisiaj o tym, że jej studencka dola nie będzie taka zła. A jak wiadomo wszystkim lepsza dola, niż niedola.

Zadowolony Pan Marek wrócił do domu, po czym nagle uświadomił sobie, że jego misterny plan ma niestety jedną, sporą lukę. Z pewnością wpływ na to miało zdarzenie, którego Pan Marek był świadkiem w drodze z Biura Maklerskiego do domu. No cóż wypadki ponoć chodzą po ludziach, a ten, którego był świadkiem okazał się naprawdę tragiczny. Młody człowiek, można by powiedzieć rówieśnik Pana Marka, zagapił się i nagle wtargnął na jezdnię wprost pod nadjeżdżający samochód. Poniósł śmierć na miejscu. Mnie chyba coś takiego nie może spotkać. A jednak – „wypadki chodzą po ludziach”… Pan Marek uświadomił sobie, że cały jego plan opiera się na założeniu, że będzie pracował, tworzył aktywa, zarabiał na nich, tworzył fundusze, wpłacał na nie pieniądze. A jeśli zabraknie jego samego? No tak, ale od czego są ubezpieczenia, przypomniał sobie Pan Marek. „Póki nie mam żadnych znaczących aktywów, pokaźnego majątku, stworzonego kapitału, muszę się ubezpieczyć”- pomyślał. Wyjął kalkulator i zaczął liczyć: 160 tys. zł (koszty wychowania dziecka) x 60% (mój udział w dochodach rodziny) + 80 tys. zł (fundusz edukacyjny) + 12 tys. zł (niespłacona część kredytu konsumpcyjnego) = 188 tys. zł. „Na taką kwotę powinienem się ubezpieczyć” – zadumał się – „Jestem młody i zdrowy, więc czyste ubezpieczenia, bez inwestycji i innych bajerów, nie powinno być drogie”. Włączył komputer, w wyszukiwarce wpisał „tanie ubezpieczenie na życie”, odnalazł forum, na którym toczyła się dyskusja na ten temat, przeczytał opinie internatów, po czym przeszedł do strony polecanego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych. Na stronie szybko odnalazł odpowiednie ubezpieczenie i kalkulator „OCHRONA dla mężczyzny”, wpisał datę swoich urodzin, kwotę 190 tys. zł (należało zaokrąglić sumę do pełnych dziesiątek tysięcy zł) i spojrzał na wynik: „Składka roczna 577.60 PLN”. „Rewelacja” – pomyślał – „W następnych latach może być troszeczkę drożej, będę starszy i wzrasta ryzyko ubezpieczeniowe, co przecież kosztuje, ale przecież będę mógł obniżyć kwotę ubezpieczenia, bo w funduszu edukacyjnym będzie już część pieniędzy, wychowanie Weroniki będzie opłacane na bieżąco, spłacę już kredyt, zapewne będę już dysponował jakimiś aktywami”. „Rewelacja” – uśmiechnął się – „Błogosławiony Internet! Dawniej musiałbym się spotkać z kilkoma agentami ubezpieczeniowymi. Zapewne większość z nich próbowałaby wcisnąć mi jakieś wypasione ubezpieczenie na życie z częścią inwestycyjną, tylko po to, aby zgarnąć większą prowizję”. Zadowolony, poszedł pocałować śpiącą córeczkę, przytulił żonę i jeszcze raz się uśmiechnął – „Przecież to wszystko, nie jest takie trudne!”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s