Adolf Kliszewicz, Współczesny kryzys państwowości

Mottem książki Współczesny kryzys państwowości Adolfa Kliszewicza, wydanej nakładem „Przeglądu Powszechnego” przez Wydawnictwo Księży Jezuitów w 1929 r., jest znamienny cytat z Włodzimierza Sołowjowa: Państwa, jako całość zbiorowa, giną tylko z powodu grzechów zbiorowych i mogą być ratowane tylko przez naprawę ustroju społecznego, czyli przez zbliżenie go do wymogów porządku moralnego. Celem pracy tego niemal kompletnie dzisiaj zapomnianego autora jest wykazanie, skonkretyzowanie i wyświetlenie związku kryzysu państwa współczesnego z moralnym rozkładem społeczeństw europejskich, czyli zasadniczym odstępstwem ich od objawionego ludziom porządku moralnego (s. 8).

 
Kliszewicz twierdzi, iż kryzys współczesnego państwa (pisze po I wojnie światowej) nie jest wywołany chwilowymi, przejściowymi czynnikami, ale pozostaje w związku z głębszymi przyczynami i defektami całego życia i całej cywilizacji europejskiej – charakterystykę jej życia wewnętrznego stanowi nieuczciwość i brak wszelkich zasad w polityce, dziki egoizm i skąpstwo klas posiadających, powszechna żądza używania, rozwiązłość i rozluźnienie obyczajów, jednym słowem brutalny egoizm i chęć używania bez oglądania się na względy etyczne dominują w życiu cywilizowanej ludzkości współczesnej (s. 7-8). To, co widzimy obecnie (…) posiada – podkreśla we wstępie do książki – wszelkie cechy jakiegoś głębszego przełomu, cechy kryzysu cywilizacji współczesnej w ogóle, wywołanego trwającymi już od dłuższego czasu podkopami pod same jej podstawy, to znaczy pod chrześcijaństwo. Obecnie jesteśmy bezsprzecznie świadkami stopniowego załamywania się do niedawna jeszcze tak świetnej cywilizacji rasy białej (…) Europa zaczyna schodzić stopniowo na drugi plan historii, zaczyna zatracać swe dawne cechy metropolii świata, stawać się już natomiast tylko zaściankiem, tylko jedną z jego prowincji. Następuje zmierzch Europy, a na tym ponurym tle, jako jeden z głównych przejawów ogólnego kryzysu naszej cywilizacji wstaje groźne widmo rozstroju i rozkładu państwa, które na próżno już sili się godzić autorytet z wolnością na podstawie poszanowania praw osobowości ludzkiej, a staje przed widmem anarchii albo tyranii w tej lub innej formie (tamże).

 

 

Autor Współczesnego kryzysu państwowości w swym dążeniu do dogłębnego naświetlenia i skonkretyzowania problemu kreśli teorię państwa oraz daje – w jej świetle – przegląd historyczny zagadnienia od czasów najdawniejszych do współczesności (posiłkuję się tu streszczeniem zawartym w XX rozdziale książki).

 

 

Państwo – zdaniem Kliszewicza – jest organizacją przymusowo-solidarystyczną, w ramach której dokonuje się z jednej strony proces tworzenia zbiorowości z jednostek i wznoszenia zbiorową pracą gmachu kultury ludzkiej, a która z drugiej strony staje się sama na gruncie organizacyjnym narzędziem ucisku i wyzysku jednych jednostek i grup społecznych przez drugie. Państwo nie tylko organizuje współżycie i broni jednostkę przed jawnym złem, ale samo sankcjonuje w mniejszym lub większym stopniu ucisk, dokonywany na jednostce, jest ono przeto nie tylko wyrazem organizacji zbiorowości w swym obrębie, ale również i wyrazem władztwa. Tu leży od początku tragizm państwowości, który jest jednak tylko szczegółem tragizmu bytowania ziemskiego w ogóle.

 
To przymusowo-solidarystyczne skupienie ludzkie, jakim jest państwo, tworząc pewien odrębny, zamknięty w sobie byt, opiera się normalnie na podstawach irracjonalnych. Bo państwo nie jest w żadnym razie zbiorowością ludzi, dobrowolnie i z wyrozumowania jednoczących się, zawierających niejako milczącą umowę społeczną w myśl doktryny Rousseau, lecz zbiorowość ta tworzy pewną określoną całość pod działaniem czynników irracjonalnych, władztwa, sankcjonowanego przez religie, często potworne i krwawe, oraz więzi narodowej nie mającej również korzeni i podstaw w indywidualnym rozumie jednostki. Odrębne państwo, państwo uniwersalne, może posiadać realny byt tylko w oparciu o oba wskazane czynniki irracjonalne lub przynajmniej o jeden z nich. Zewnętrznym uosobieniem tego odrębnego bytu staje się autorytet rządzący, który jako taki, reprezentuje sobą całość, jest narzędziem organizacji, a jednocześnie ucisku i ograniczenia jednostki, nie ma przeto i nie może być państwa bez autorytetu, który jest niejako jego sercem i mózgiem.

 
Państwo, jako forma zbiorowości, opierającej swój byt na ograniczeniu swobody jednostki, staje się z natury rzeczy przede wszystkim areną ucisku jednych warstw społecznych przez drugie, areną ucisku jednostki w ogóle, ponieważ zaś autorytet rządzący, jako uosobienie państwa, sankcjonuje ten ucisk w celach organizacyjnych i własnych, przeto autorytet i wolność jednostki stają się od początku dziejów dwoma, niejako skrajnie przeciwstawiającymi się sobie pierwiastkami życia państwowego.

 
Ucisk jednostki, dokonywany w ramach zbiorowości państwowej, sprowadza stopniowo rozkład tej ostatniej. Jest to jeden z głównych czynników, powodujący rozkład danych form państwowości. Drugim zaś destrukcyjnym czynnikiem, wręcz odwrotnym do pierwszego, jest egoizm jednostki, to jest jej przeciwstawienie się interesom ogółu, jej zamachy na dobro zbiorowości. Państwo wreszcie, jako byt odrębny, stykając się z innymi państwami, dąży zwykle w miarę swych sił do zniszczenia tych obcych i wrogich mu bytów przez narzucenie im swego władztwa. Walki na tym gruncie są trzecim czynnikiem rozkładowym, który podkopuje byt odrębnych państw od zarania dziejów (s. 376-377).

 

 

W czasach antycznych – analizuje autor Współczesnego kryzysu państwowościRzym tworzy uniwersalne państwo, w którego żelaznych kleszczach znikają wszystkie trzy wskazane czynniki, podkopujące do tego czasu byt odrębnych państw, a więc jednostka i jej egoizm zostają zupełnie zniwelowane już przez samo imię Romy, w obliczu którego jednostka staje się zupełnym zerem; ucisk i antagonizmy klasowe zatracają swe ostrze, bo władztwo jednych nad drugimi posiada tu już bezwzględną sankcję wszechpotężnego państwa; wszelkie antagonizmy państwowo-narodowościowe znikają również pod żelazną stopą Rzymu. Świat czasowo osiąga równowagę mechaniczną, samo zaś państwo antyczne przeobraża się z tworu irracjonalnego [sankcjonowanego przez religie, objawienie], jakim było dotąd, w twór rozumowy, w którym zanika zupełnie drugi czynnik życia państwowego, solidaryzm, pozostaje natomiast tylko gołe rozumowe władztwo, oparte na twardym, bezdusznym prawie.

 
W uniwersalnym państwie rzymskim, będącym niejako zaprzeczeniem i antytezą dawnych form państwowości, osiąga swe zakończenie cykl antycznej historii świata. Bo państwo to, oparte na samym tylko pierwiastku rozumowym, ludzkim, ulega stopniowo oddziaływaniu irracjonalizmu chrześcijańskiego, ugina się przed irracjonalną potęgą chrześcijaństwa, państwo antyczne umiera wraz z bogami antycznymi, a ludzkość wstępuje w okres nowego irracjonalizmu, opartego na idei bogoczłowieczeństwa, czyli ścisłej łączności obu pierwiastków: ludzkiego i boskiego. Państwo w dawnym tego słowa znaczeniu przestaje istnieć, a nowe formy życia z państwem włącznie mają być dopiero budowane na podstawach irracjonalizmu chrześcijańskiego, głoszącego suwerenność Boga w świecie i bezwzględną wartość każdej jednostki ludzkiej. Zaczyna się okres średniowiecza.

 
W myśl przewodniej idei tej epoki, państwo nie może być już wyrazem organizacji i władztwa z własnego prawa, które wytwarza i sankcjonuje ucisk i tyranię, lecz władztwo państwowe, o ile jest nadal niezbędnym ze względów praktycznych, winno opierać się jedynie na idei suwerenności Boga w świecie, wytyczną przeto dla wszelkiej władzy państwowej muszą być jedynie nakazy Boga, objawione w chrześcijaństwie.

 
Taką jest zasadnicza koncepcja państwa w średniowieczu, w praktyce jednak w świecie chrześcijańskim powstaje wkrótce rozdwojenie, wynikające z zasadniczej rozbieżności poglądów co do kwestii, czy władza państwowa czerpie swe prawa do rządzenia bezpośrednio od Boga, czy też od namiestnictwa Chrystusowego, czyli Stolicy Apostolskiej, innymi słowy, czy oba miecze świecki i duchowny są równorzędne, czy też prymat należy się władzy duchownej, jako właściwej przedstawicielce Boga w świecie. Pomijając tę zasadniczą rozbieżność poglądów, możemy stwierdzić jednak, że bez względu na nią całe życie średniowiecza, przynajmniej w jego klasycznym okresie, przeniknięte było w ogóle ideą suwerenności Boga, społeczeństwa były związane więzią chrześcijaństwa, a Kościół posiadał przeważający wpływ na życie ludzkie, który ograniczał znaczenie i funkcje państwa. W średniowieczu mamy więc zwrot od absolutnego państwa antycznego ku społeczeństwu, opartemu na więzi chrześcijańskiej.

 
Jednakowoż wskazana rozbieżność doprowadza stopniowo do wyraźnych konfliktów władzy świeckiej z duchowną. W następstwie tego władza świecka wyzwala powoli swe władztwo nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie spod zależności względem Kościoła, by po reformacji uczynić je już otwarcie władztwem z własnego prawa, któremu się tylko obłudnie nadaje miano „z łaski Bożej”. Władztwo państwowe koncentruje się wówczas w rękach absolutnych monarchów przy jednoczesnym upadku i zaniku sił społecznych, które występowały w średniowieczu. Państwo staje się ponownie na wzór antyczny przeważnie wyrazem ucisku i przymusu, istniejący zaś w jego łonie solidaryzm ma wówczas źródło nie tyle w więzi narodowej, która do XIX wieku nie odgrywa jeszcze nigdzie znaczniejszej roli, ile w więzi chrześcijańskiej, przekazanej Europie przez średniowiecze. O państwie przedrewolucyjnym można przeto powiedzieć, że opiera się ono na normalnych podstawach, z jednej strony bowiem władztwo państwowe ma wówczas swe wyraźne, przez nikogo nie kwestionowane, uosobienie w królu, który z czasem identyfikuje się zupełnie z państwem, a z drugiej strony sama ludność państwa związana jest więzami hierarchii, dyscypliny i tradycji chrześcijańskiej, jednostka zaś zadawala się na ogół dzięki swemu chrześcijańskiemu światopoglądowi wydzielonym jej przeznaczeniem życiowym, do czasu więc nie ma wyraźnych sił odśrodkowych, mogących zagrażać bytowi ówczesnego państwa i społeczeństwa.

 
Państwo przedrewolucyjne, powtarzamy, oparte jest na normalnych podstawach, to też trwa ono dłużej, bo przez kilka wieków. Ale ucisk stanowy wewnątrz państwa rozkłada stopniowo istniejącą formę państwowości przedrewolucyjnej, podkopując znaczenie pierwiastka irracjonalnego, na którym się ono wspiera. Bo ucisk i wyzysk klas niższych w ówczesnym państwie stoi w rażącej sprzeczności z tymi irracjonalnymi podstawami, na których jest ono zbudowane, a z którymi mogłoby pozostawać w zgodzie tylko państwo, dążące do urzeczywistnienia chrześcijańskiej zasady bezwzględnej wartości jednostki ludzkiej.

 
Inaczej się rzecz przedstawiała w czasach antycznych, bo wówczas przymus i ucisk były zjawiskiem zupełnie naturalnym, ponad wszystkim górował autorytet, który się nie liczył zupełnie z oderwanymi prawami jednostki, nie było bowiem żadnej ideologii, która by dopuszczała obronę praw tych. Dlatego też czasy antyczne nie znają rewolucji w obronie praw jednostki, jako takiej, dlatego również nie można uważać ucisku za właściwą przyczynę upadku państwowości antycznej, który przyszedł jedynie jako nieubłagana konieczność, poprzedzająca następną chrystianizację świata.

 
W okresie chrześcijańskim państwo miało się stać organizacją współżycia, w której autorytet miał być oparty na idei suwerenności Boga w świecie, wolność zaś na uznaniu zasady bezwzględnej wartości jednostki. Autorytet i wolność jednostki, te dwa odwieczne przeciwstawiające się sobie pierwiastki życia państwowego, miały znaleźć syntezę na gruncie chrześcijańskim, bo oba miały swe źródło w Bogu i ustanowionych przez Niego prawach. Autorytet, wywierający swą władzę w imię praw Bożych, nie może wywierać ucisku, jak władztwo z własnego ludzkiego prawa, ale może i musi posiadać dostateczną siłę do poskramiania tych, którzy tym prawom nie chcą ulegać. W warunkach takich będzie istniał w państwie autorytet, lecz nie będzie władztwa, odczuwanego jako ucisk i niewola, pozostanie więc domena niczym nie krępowanej wolności osobistej, ograniczonej tylko równymi prawami cudzej wolności (s. 377-380).

 

 

Adolf Kliszewicz widział praźródło kryzysu państwowości w odejściu od idei opartych na chrześcijaństwie i ich średniowiecznych realizacji, zapewniających równowagę między autorytetem (odwołującym się do źródeł irracjonalnych, pozaludzkich – Boga) i wolnością jednostki (zasadzonej na chrześcijańskim uznawaniu wartości każdej jednostki ludzkiej): Monarchowie absolutni, przywłaszczając sobie autorytet z własnego prawa, naruszyli harmonię między obu wyżej wskazanymi pierwiastkami życia państwowego, jaka musiała istnieć w chrześcijańskim okresie historii, pogrzebali zupełnie wolność i stworzyli tym samym podstawy od buntów i rewolucji. To też w XVIII wieku pojawiają się już wyraźne kierunki myśli, kwestionujące sprawiedliwość istniejącego ustroju państwowego, sankcjonującego władztwo, nie mające na względzie dobra narodu całego, lecz tylko dobro pewnych warstw uprzywilejowanych. Przy tym kierunki te poddają krytyce nie tylko niesprawiedliwości ustroju społecznego, nierówności socjalne i majątkowe, ucisk klas niższych przez wyższe, ale również same dogmaty chrześcijańskie, które mają rzekomo sankcjonować istniejące niesprawiedliwości społeczne, poddają krytyce i podkopują same irracjonalne podstawy państwowości ówczesnej. Rewolucja francuska, która wybucha w rezultacie tego przygotowawczego procesu, występuje w obronie praw i wolności jednostki przeciw istniejącemu autorytetowi, jako wrogiej jej sile, zakuwającej ją w kajdany niewoli (s. 380-381).

 
Dalej autor Współczesnego kryzysu państwowości opisuje narodziny nowożytnej demokracji i przeprowadza zasadniczą jej krytykę: Jednostka, w myśl ideologii ówczesnej, nie może być w żadnym razie obiektem władztwa, wstępuje ona bowiem w związek państwowy jakby dobrowolnie, suwerenne prawa nad zbiorowością nie mogą przeto przysługiwać żadnej jednostce, lecz tylko narodowi całemu, jako arytmetycznej sumie autonomicznych jednostek, z których każda posiada niejako cząstkę suwerenności, którą może przekazywać swym wybrańcom, przeznaczonym do sprawowania funkcji prawodawstwa i rządzenia.

 
W koncepcji tej mamy narodziny demokracji, która irracjonalne wyraźne władztwo państwowe, skoncentrowane w jednostce, zamierzała zastąpić racjonalną warunkową władzą, będącą rzekomo emanacją woli suwerennego narodu, jako arytmetycznej sumy składających go jednostek. Nie ma tu już władztwa ani w jednostce fizycznej, ani w narodzie jako jednostce zbiorowej na wzór antyczny, bo demokracja nowoczesna występując na ogół wrogo przeciw irracjonalizmowi chrześcijańskiemu, akceptuje jednak w zasadzie nieznaną światu antycznemu chrześcijańską ideę bezwzględnej wartości jednostki, przy tym akceptuję ją w swym mniemaniu zupełnie samodzielnie, odrzucając jednocześnie doktrynę chrześcijańską, jedyną trwałą podstawę tej zasady.

 
Demokracja, usuwając z życia państwowego wszelkie wyraźne władztwo i wszelki autorytet, jako czynnik irracjonalny, dokonała zasadniczego przewrotu w dziedzinie państwowości, bo podkopała same podstawy, na jakich wspierało się zawsze państwo, przeobrażając dotychczasową irracjonalną zbiorowość państwową w skupienie racjonalne, oparte na rozumowym uzgodnieniu interesów poszczególnych jednostek, innymi słowy czyniąc państwo w pierwszym rzędzie tworem racjonalnym. Taka racjonalna zbiorowość mogłaby posiadać trwalsze podstawy bytowania tylko w tym wypadku, gdyby interesy jednostki stały się rzeczywiście niejako identycznymi z interesami zbiorowości, to znaczy gdyby wraz z triumfem demokracji państwo przestało być między innymi również wyrazem władztwa jednych klas nad drugimi, a przeobraziło się w społeczeństwo jednostek o uzgodnionych interesach, zdolne do rządzenia same sobą i mogące przeto obchodzić się bez czynnika zewnętrznego władztwa, uosobionego w państwie, stojącym ponad społeczeństwem.

 
Idee demokracji, którym nie bez słuszności można dać miano ześwieczczonego chrystianizmu, mogłyby się okazać rzeczywiście płodnymi w życiu państwowym, gdyby cały rozwój życia po rewolucji sprzyjał tworzeniu się społeczeństw o uzgodnionych interesach. Stać by się to mogło na trwale tylko drogą ogólnego samoograniczenia się wszystkich w interesach zbiorowości na gruncie przywrócenia zasad światopoglądu chrześcijańskiego w życiu, czasowo zaś drogą wzmożonego udziału wszystkich warstw społeczeństwa w używaniu dobrodziejstw pracy zbiorowej, to znaczy pod warunkiem wzrastania ogólnego dobrobytu, jak to widzimy na razie na przykładzie Ameryki.

 
Rozwój demokracji w Europie zbiega się jednak fatalnie z jednej strony z upadkiem światopoglądu chrześcijańskiego, a rozwojem światopoglądu materialistycznego, który rozluźnia stopniowo wszelkie więzi społeczne i odbiera de facto wszelkie podstawy świeckiemu chrystianizmowi XIX wieku, a z drugiej zaś strony z potężnym rozpętaniem sił wytwórczych na zasadach kapitalistycznych, które sprzyjając koncentracji bogactw w nielicznych rękach, doprowadza do nieznanych poprzednio antagonizmów i nienawiści klasowych oraz imperializmu, terenem którego stają się narody Azji i Afryki.

 
Demokracja, rozwijając się na gruncie antychrześcijańskiej ideologii, nie tylko niweczy wszelki trwały autorytet polityczny zgodnie ze swym podstawowym założeniem, ale rozluźnia również wszelką trwałą więź społeczną, a na gruncie światopoglądu ewolucyjno-materialistycznego dochodzi stopniowo do podświadomego akceptowania zasady egalitaryzmu jakościowego, która przeniesiona na grunt polityczny doprowadza z czasem do zupełnej prawie bezjakościowości ciał prawodawczych, mających być rzekomą emanacją i czynnikiem woli suwerennego narodu, powołanym do czasowego sprawowania, a właściwie kontrolowania funkcji rządzenia. Proces usuwania wszelkich trwałych autorytetów z życia państwowego rozwija się przez cały wiek XIX wraz z postępem demokracji i dochodzi do szczytu po wojnie światowej, gdy jednocześnie ideologia walki klasowej, reprezentowana przez bolszewizm, rozluźnia w największym stopniu więzi społeczne, a zasada egalitaryzmu i bezjakościowości święci swe triumfy.

 
Takie jest oblicze współczesnej demokracji, która na próżno szuka racjonalnych dróg do ratunku autorytetu zbiorowości na gruncie nieustannych walk klasowych oraz egoistycznego rozpasania jednostki z jednej strony, a ekonomicznej jej zależności, graniczącej z niewolą, z drugiej strony. Obecnie staje się już zupełnie jasnym, że nadmierna wolność jednostki, nie krępowana żadnymi normami etycznymi, a przechodząca w samowolę, może stać się czynnikiem, podkopującym same podstawy bytu zbiorowości, poprzednio jednak w swym wiosennym okresie demokracja, zwalczając wszelki trwały autorytet, jako narzędzie ucisku i ograniczenia jednostki, wysunęła wolność, opartą jednak nie na chrześcijańskiej zasadzie bezwzględnej, bo transcendentalnej wartości jednostki ludzkiej, lecz na racjonalnym uznaniu jej praw, jako jednostki fizycznej wyłącznie.

 
Wolność demokratyczna nie stała się jednak rzeczywistą wolnością dla wszystkich, bo wyzwalając jednostkę z pęt dawnego feudalnego ustroju, demokracja rzuciła ją na łup kapitału, to jest tych, w rękach których były skoncentrowane środki produkcji. Ci przeto, co nic nie posiadali prócz własnych rąk, musieli stać się helotami, pracującymi dla wzbogacenia nielicznych szczęśliwców, którzy się mogli uważać za rzeczywiście wolnych (s. 381-383).

 
Następnie Kliszewicz kreśli analizę socjalizmu: Tak pojęta demokracja, nie realizując w rzeczywistości wolności jednostki, wydaje się być tylko zamachem na wielką skalę, dokonanym na autorytecie, jako reprezentacji zbiorowości w imię praw i interesów nielicznych jednostek tylko. To też, jako naturalna reakcja przeciw niej, występuje w połowie XIX wieku socjalizm, który, stając już wyraźnie na gruncie światopoglądu ewolucyjno-materialistycznego, odrzuca zupełnie wszelką transcendentalną wartość jednostki, stawia natomiast na piedestale jednostkę fizyczną i jej prawa, nie tylko polityczne, lecz gospodarcze w pierwszym rzędzie, które, w myśl ideologii socjalistycznej, mogą być realizowane tylko na podstawach kolektywizmu drogą wywłaszczenia obecnych właścicieli środków produkcji poprzez dyktaturę proletariatu, po czym gdy prawa zbiorowości, jako arytmetycznej sumy jednostek, zostaną przez kolektywizm przywrócone, ustrój państwowy ma wrócić ponownie na tory demokratyzmu.

 
Taką jest zasadnicza ideologia socjalizmu, która jest właściwie rozszerzeniem racjonalistycznej ideologii demokracji, obejmując nie tylko polityczne, ale i materialne prawa jednostki. W rozumowaniach swych jednak popełniał socjalizm podwójny błąd, wierząc z jednej strony w szybki triumf kolektywizmu wskutek nieuniknionej koncentracji bogactw w nielicznych rękach i wzrastającej pauperyzacji szerszych warstw ludności, a z drugiej strony dopuszczając, że po dokonaniu niwelacji majątkowej drogą rewolucji społecznej będą mogły społeczeństwa ponownie wrócić na tory rządów demokratycznych.

 
Pierwszy błąd socjalizmu ujawnił się dość prędko, albowiem na skutek nadzwyczaj pomyślnej koniunktury dla przemysłu europejskiego w drugiej połowie XIX wieku wraz ze wzbogaceniem się kapitalistów, zaznaczyła się również duża poprawa bytu klas pracujących, nie ma więc mowy o pauperyzacji mas i ogólny dobrobyt utrwalił na razie byt demokracji na podstawach prawa własności. Wobec tego sami nawet wrogowie imperium klasowego i indywidualnego prawa własności, socjaliści, ujrzeli się zmuszonymi porzucić wyraźnie rewolucyjną drogę i wziąć udział w rządach demokratycznych w ramach istniejącego ustroju społecznego, tym bardziej, że demokracja w ogóle, jako taka, walczy w dalszym ciągu z resztkami dawnych autorytetów w osobie królów.

 
Drugi zasadniczy błąd socjalizmu stanowi wiara w możliwość obalenia przez dyktaturę proletariatu obecnego ustroju społecznego, a następnie restytucję współżycia na podstawach demokratycznych. Jest to podstawowy błąd w ideologii socjalistycznej i na tym gruncie musiał nieuniknienie nastąpić rozłam w partii socjalistycznej na tych, co wierzą w możliwość takiej ekwilibrystyki i nie zamierzają wyodrębniać się na stałe ze społeczeństwa, i na tych, co odseparowują się wyraźnie od społeczeństwa, dążą do obalenia demokratycznego współżycia ludzi i do przeobrażenia ludzkości w potworny kolektyw, w którym mają zniknąć wszelkie antagonizmy nie tylko klasowe, ale i narodowościowe na gruncie zupełnej niwelacji i obezjakościowania wszystkich i wszystkiego. Musiał nastąpić podział na socjalistów umiarkowanych i komunistów, czyli bolszewików.

 
Bolszewicy, według Lenina, mają jako swój cel na pokaz zniweczenie państwa w ogóle i wytworzenie nowego społeczeństwa, opartego na zasadach kolektywistycznych, i nie potrzebującego zewnętrznej państwowej nadstruktury, w rzeczywistości jednak celem bolszewików jest przeobrażenie się we władczą oligarchiczna grupę, która stworzy stałą nadstrukturę dla zdechrystianizowanych, zdemoralizowanych i ostatecznie zniwelowanych przez przyszłą rewolucję komunistyczną społeczeństw. Bolszewizm jest wyraźnym zaprzeczeniem demokracji i praw jednostki, która się roztwarza zupełnie w komunistycznym kolektywie. Bolszewizm następnie, jako ruch dążący do zupełnego zniwelowania współczesnego państwa, musi być z natury rzeczy ruchem uniwersalistycznym, zmierzającym do rozszerzenia swego władztwa na całą kulę ziemską; jest to ruch uniwersalistyczny naszych czasów, który w przeciwieństwie do czasów antycznych stoi nie pod znakiem państwowości uniwersalnej, lecz pod znakiem ludzkości, jako jednostki zbiorowej, pochłaniającej całkowicie indywidualność jednostek i narodów (s. 383-385).

 

 

Diagnoza współczesnego państwa i demokracji oraz ich perspektyw, dokonana przez Kliszewicza, może pozbawić resztek optymizmu i nadziei: Demokracja współczesna, jako forma państwowości o niestałej równowadze, zdradza tendencje rozwojowe w kierunku przeobrażenia się w formy o równowadze stalszej. Takie trwalsze formy poza chrześcijaństwem, wyobrazić sobie można tylko na gruncie niwelacji jednostki, to jest ujęcia jej ponownie w ramy trwałego ograniczenia, które zostało ongiś zniweczone przez rewolucję francuską i demokrację. Droga ku temu prowadzić może w zasadzie dwoma etapami: albo przez zniwelowanie jednostki w imię narodu, który jest jeszcze formą zbiorowości o pewnym określonym obliczu, zbiorowością, opartą o pewne wewnętrzne irracjonalne podstawy, albo też przez ostateczne zniwelowanie nie tylko jednostki, ale i narodów w imię ludzkości, jako jednostki zbiorowej, nie mającej poza chrześcijaństwem żadnych wewnętrznych i irracjonalnych podstaw, nie posiadającym poza nim żadnego realnego bytu, mogącej przeto istnieć tylko mechanicznie pod bezwzględnymi rządami tyrańskich grup.

 
Pierwszy etap prowadzi przez sztuczne wzmocnienie więzi narodowej, które by przeobraziło naród niejako w jednostkę zbiorową, a poszczególną jednostkę fizyczną uczyniło służebnicą tej jednostki zbiorowej, przy czym organizacja produkcji opierałaby się nadal na prawie własności przy podporządkowaniu jej jedynie interesom całości. Mielibyśmy w tym wypadku przeobrażenie państwa liberalno-demokratycznego w państwo narodowe, zbliżone do typu antycznego o trwałym autorytecie, mającym swe źródło w idei narodu, jako najwyższej kategorii i jednostki zbiorowej, pochłaniającej wchodzące w jej skład jednostki fizyczne. Drogę tę reprezentują obecnie kierunki nacjonalistyczne, dążące do podziału świata na państwa narodowe, trwale przeciwstawiające się sobie, i w tym wzajemnym przeciwstawieniu się czerpiące niejako podstawy dla swej wewnętrznej organizacji i bytowania.

 
Drugi etap prowadzi przez ostateczne rozluźnienie istniejącej więzi narodowej oraz podkopanie i obalenie istniejącej organizacji produkcji, co musiałoby spowodować niechybnie upadek współczesnego państwa liberalno-demokratycznego, a następnie uniwersalizację ludzkości na podstawie mechanicznego zjednoczenia jej na tych lub innych zasadach pod rządami grup, wyłonionych z międzynarodowego proletariatu, będącego niejako siłą destrukcyjną i taranem burzącym ostatecznie więź narodową i kapitalistyczną organizację produkcji. Kierunek ten reprezentuje bolszewizm, który wykorzystuje wszelkie sposoby i środki w celu wywołania fermentu i chaosu w państwach demokratycznych, by przyśpieszyć proces ich rozkładu i upadku.

 
Niebezpieczeństwo zaś rozkładu współczesnego państwa demokratycznego wynika już z samego faktu, iż jest ono tworem zasadniczo słabym, jako nie oparte ani na władztwie irracjonalnym, ani na prawdziwym solidaryzmie, tworem, którego niestała równowaga zależną jest od siły istniejącej jeszcze więzi narodowej, a przede wszystkim od stopnia zadowolenia mas z istniejącej organizacji produkcji. Niebezpieczeństwo to potęguje w naszych czasach kryzys gospodarczy Europy z jego rzeszami bezrobotnych i pauperyzacją szerszych warstw, dyskredytując w ten sposób istniejącą organizację produkcji i tworząc podatny grunt po agitację komunistyczną. Następnie światu zagraża możliwość nowych konfliktów międzynarodowych w niedalekiej przyszłości, które, wobec okropności przyszłej wojny, dyskredytują ostatecznie więź narodową jako siłę destrukcyjną, ponoszącą odpowiedzialność za nieszczęścia świata, i tym samym przygotowują podłoże pod niwelację bolszewicką. Istnieniu demokracji współczesnych zagraża wreszcie jakiś podświadomy prąd cezarystyczny, który szerzy się po świecie, a który nie szuka dróg do naprawy ani w irracjonalizmie chrześcijańskim, ani nawet w racjonalizmie ludzkim, lecz jedynie w irracjonalnej wierze w zbawcze i opatrznościowe rządy wyjątkowych jednostek (s. 386-387).

 
Kliszewicz przedstawia dalej analizę tendencji dyktatorskich i, jako jeden z pierwszych, faszyzmu (włoskiego): Prąd ten [cezarystyczny] jest z jednej strony naturalnym wynikiem i wskaźnikiem zanikania jakościowości i zróżniczkowania jakościowego w świecie, tworzenia się natomiast masy egalitarystycznej, będącej zawsze niezbędnym podłożem do przejawiania się cezaryzmu, a z drugiej strony jest on również przejawem zaznaczającego się ogólnie rozczarowania liberalizmem i racjonalizmem. Bo demokracje współczesne dzięki obu tym czynnikom pozostają obecnie bez wszelkiego trwałego autorytetu, do którego w głębi duszy wzdychają zawsze szersze masy ludności, wolność polityczna traci coraz więcej na znaczeniu wobec wzrastającej pauperyzacji i zależności ekonomicznej mas i wobec tego, że całe zdechrystianizowane przez racjonalizm życie współczesne usuwa coraz więcej pierwiastek sprawiedliwości ze świata i uprawnia do deptania wszystkich słabszych i bezbronnych. W warunkach takich wolność polityczna przestaje już być odczuwaną przez masy, jako wielka zaleta ustroju demokratycznego, widzą one tylko wolność tych, którzy są u szczytu drabiny społecznej, widzą, jak osiągają oni dzięki wolności demokratycznej bogactwa i zaszczyty, często niezasłużenie, i masom tym, zawsze dziecinnie naiwnym, zaczyna się wydawać, że tylko brak trwałej władzy jest zasadniczą przyczyną wszelkich nieszczęść, jakie na nie spadają, masy zaczynają tęsknić za Cezarem, który by zniwelował wszystkie nierówności wypływające z wolnej gry interesów na gruncie wolności demokratycznej, i są one gotowe poświęcić tę wolność w imię równości. W wypadku cezaryzmu runęłaby wraz z demokracją również obecna organizacja produkcji, oparta na indywidualnym prawie własności, granice państw zniwelowałyby się w mniejszym lub większym stopniu, a dzieje wstąpiłyby w okres uniwersalistyczny. Przeciwdziałanie tym ostatecznym możliwościom i niebezpieczeństwom, związanym z rozkładem i upadkiem demokracji, przejawia się we współczesnym życiu politycznym z jednej strony w płaszczyźnie irracjonalnej, z drugiej w płaszczyźnie racjonalnej, rozumowej. Kierunek irracjonalny zmierza do tego celu drogą ożywienia i spotęgowania więzi narodowej, jako czynnika zdolnego rzekomo nadać trwałe podstawy autorytetowi i rządzącemu i wzmocnić solidaryzm społeczny. Kierunek ten zajmuje stanowisko wyraźnie wrogie do racjonalizmu i liberalizmu demokratycznego, oznacza przeto również negację dotychczasowych podstaw i samej państwowości liberalno-demokratycznej, zmierza natomiast do utrzymania istniejącej kapitalistycznej organizacji produkcji, jako niezbędnej podstawy dla wielkości i pomyślnego rozwoju państwa narodowego. Ten prąd myśli politycznej reprezentowany jest teoretycznie przez doktrynę nacjonalistyczną, w praktyce zaś przez faszyzm, łudzący się, że jest jej zrealizowaniem.

 
Kierunek racjonalistyczny w polityce dąży natomiast nie tylko do zachowania istniejącej organizacji produkcji, ale i do utrzymania w zasadzie form państwowości liberalno-demokratycznej. Do kierunku tego zaliczyć należy w pierwszym rzędzie dyktaturę jednostki, która w państwie zasadniczo demokratycznym wytwarza czasowy autorytet rządzący ponadklasowy, mający zwykle na celu rzekomo utrzymanie demokracji przez swe autorytarne oddziaływanie i decyzje w sprawach, które, mając znaczenie ogólnopaństwowe, nie mogą być uregulowane drogą demokratyczną z powodu ścierania się interesów klasowych i partyjnych. Kierunek ten jest obecnie realizowany na dość szeroką skalę w państwach o słabych tradycjach i podstawach demokratycznych.

 
Następnie zaznaczyć należy teoretyczne jeszcze przeważnie kierunki, zmierzające do ratunku i utrzymania demokracji drogą racjonalnej częściowej uniwersalizacji ludzkości w granicach kontynentów, która by zapobiegła dalszej pauperyzacji mas oraz możliwości nowych międzynarodowych konfliktów na wielką skalę. Tu kontury poszczególnych państw zacierają się, powstają natomiast mgliste kształty nowych obszerniejszych tworów, opartych również na zasadach racjonalistyczno-demokratycznych. Do takich tworów należy Pan-Europa pomysłu hr. Coudenhove-Kalergi. Urzeczywistnienie jednak takich tworów wykracza poza granice możliwości, sprzeciwia się bowiem podstawowym prawom, rządzącym światem w ogóle, a formami ludzkiego współżycia w szczególności, a w pierwszym rzędzie sprzeciwia się prawu przewagi pierwiastka irracjonalnego nad racjonalnym przy tworzeniu się form współżycia. Możliwym zaś w pewnym stopniu mogłaby się okazać ono tylko na gruncie konsolidacji i władztwa międzynarodowego kapitału, czemu stoją znów na przeszkodzie antagonizmy narodowościowe o charakterze irracjonalnym. Musimy przeto zasadniczo uznać, że wszelkie próby racjonalnej, częściowej chociażby, uniwersalizacji rodzaju ludzkiego na podstawach demokratycznych w celach zabezpieczenia poszczególnych demokracji przed rozkładem i możliwością niwelacji bolszewickiej, pozbawione są zupełnie realnego gruntu.

 
Co zaś do dyktatury jednostek i możności przy jej pomocy ratowania w poszczególnych państwach demokratyzmu wraz z istniejącą organizacją produkcji, to stwierdzamy, że ta forma rządów nie wnosi do życia państwowego absolutnie żadnych nowych trwałych walorów, które by pozwoliły po jej zniknięciu konsolidować się państwu na podstawach demokratycznych, to znaczy na podstawach kompromisów i solidaryzmu społecznego. Działanie takiej dyktatury może być tylko krótkotrwałe, a przez częściowe zamachy na swobody obywatelskie i prawa demokratyczne, zamachy nieuniknione przy dyktatorskich formach władzy, dezorganizuje ona tylko psychologicznie szersze warstwy ludności, osłabiając w nich poczucie i poszanowanie praworządności, i gotuje tym samym grunt pod przyszłą trwalszą dyktaturę nowych grup oligarchicznych, będące już otwartym i wyraźnym zaprzeczeniem demokracji.

 
Nie widzimy więc żadnych racjonalnych dróg i sposobów, przy pomocy których dałoby się przyprowadzić do równowagi współczesne państwo demokratyczne, oparte na indywidualnym prawie własności, a pozbawione wszelkiego trwałego autorytetu i wszelkiego prawdziwego solidaryzmu. Osiągnięcie takiej równowagi możliwe jest wyłącznie na gruncie przywrócenia w życiu problemu zasad irracjonalizmu chrześcijańskiego, który, dając podstawy trwałemu solidaryzmowi społecznemu i międzynarodowemu, umożliwiłby istnienie społeczeństw bez zewnętrznej nadstruktury w postaci przeciwstawiającego się mu państwa. O ile to nie nastąpi, dalszy rozwój życia kroczyć będzie nieubłaganie w kierunku niwelacji ogólnej, która obejmie nie tylko poszczególne jednostki, ale i narody, wytwarzając równość cmentarną, wzorem której może służyć Rosja współczesna.

 
Wstrzymanie tego krańcowego procesu niwelującego, którego nie są w stanie zwalczyć współczesne kierunki racjonalistyczne, podejmuje się z większą na pozór nadzieją powodzenia kierunek irracjonalny, zamierzający budować nowe podwaliny współżycia ludzi w państwie na podstawie sztucznego spotęgowania drogą wychowawczą irracjonalnej więzi narodowej. Niwelacja, przy tym nie w tak skrajnej formie, jak w bolszewizmie, dotknęłaby tu tylko jednostkę ludzką, której egoizm wytwarza bezład obecnego życia społecznego, narody natomiast, jako jednostki zbiorowe, nie tylko pozostałyby w pełni życia, ale nabrałyby nawet nowych sił i znaczenia, nietkniętą pozostałaby również kapitalistyczna organizacja produkcji, jako zabezpieczająca narodowi maximum wytwórczości. Do tego pretenduje faszyzm italski, który twierdzi, że stwarza nowe trwałe formy autorytety rządzącego, oraz obiecuje sobie, że autorytet ten zdoła stać się rzeczywistym i trwałym superarbitrem w sporach między-klasowych, a z czasem zupełnie usunie z życia społecznego te spory, przeobrażając współczesna kapitalistyczna organizacje produkcji w narzędzie wytwórczości dla dobra narodu jako całości. Faszyzm obiecuje nie tylko stworzyć trwały autorytet rządzący, ale przywrócić także solidaryzm społeczny w uzgodnieniu interesów klasowych drogą odpowiedniego wychowania ludu i wzmożenia produkcji przy odpowiedniej rozbudowie ustawodawstwa społecznego.

 
Oceniając wartość faszyzmu pod tym względem, musimy stwierdzić, że nowy ten system przedstawia się przede wszystkim jako twór specyficznie włoski, który nie może być zrealizowanym na psychologicznym podłożu innych narodowości, następnie konstatujemy, że wytworzony przez faszyzm rzekomo trwały autorytet rządzący opiera się w rzeczywistości na cezarystycznym autorytecie jednej osoby, zaś rzeczywisty autorytet według koncepcji faszystowskiej mógłby zaistnieć i utrwalić się jedynie pod warunkiem rzeczywistego przeobrażenia psychiki mas ludowych w duchu antycznym, to znaczy, w ten sposób, by jednostka instynktownie podporządkowała byt swój szerszemu bytowi nacji i brak egoizmu w stosunku do państwa stał się naturalną cechą jej psychiki. Warunek ten jednak jest niewykonalnym, bo nie można w ogóle dowolnie zmieniać psychiki mas drogą sztucznego oddziaływania, a w szczególności nie można wytwarzać irracjonalnej więzi drogą racjonalną. Czego faszyzm jedynie w tym kierunku dokonać może, to, że wychowywać będzie w duchu swych zasad pewne zastępy młodzieży jako przyszłą klasę władczą, oligarchiczną, złączoną wspólną ideologią, a narzucając swe władztwo innym warstwom narodu. Faszyzm musi z natury rzeczy, o ile będzie istniał dłużej, pozostać oligarchiczną formą dyktatury nad narodem italskim, której można by dać na razie chyba nazwę feudalizmu demokratycznego w tym sensie, że wejście do władczej grupy faszystowskiej jest obecnie możliwe jeszcze dla wszystkich warstw narodu.

 
Ale, jak dowodzi niezbicie historia, wszelka grupa oligarchiczna posiada zawsze tendencje do przeistoczenia się z czasem w zamknięta kastę, dom której dostęp z nizin zostaje wstrzymany, i która musi przeto przeistoczyć się w arystokrację feudalną, a, wobec bylejakości naszych czasów, właściwie w grupę tyrańską, pod rządami której pozostałe warstwy narodu ulegną ostatecznej niwelacji i degeneracji. W faszyzmie spotykamy się z wyraźnym ujawnieniem tendencji naszych czasów do nowego trwałego podziału ludzi na rządzących i rządzonych, ale faszyzm nie może twierdzić, że dokonany przez niego podział uzyska z czasem wewnętrzną, irracjonalną sankcję całego narodu, i że dlatego udało mu się, czy też się uda w przyszłości restytuować psychologicznie znaczenie autorytetu w życiu państwowym, to znaczy stabilizować trwałe państwo w ramach istniejącej kapitalistycznej organizacji produkcji.

 
Co zaś do restytucji solidaryzmu społecznego w ustroju faszystowskim drogą uśmierzenia sporów i walk klasowych przez odpowiednie oddziaływanie autorytetu państwowego na psychikę i życie gospodarcze narodu, to jest bardziej niż wątpliwe, by chęć zysku i władztwa z jednej strony, a zazdrość i nienawiść z drugiej mogły zniknąć, oraz aby wzmożenie produkcji narodowej mogło usunąć zupełnie kwestię jej podziału. Następnie doświadczenie historii nie pozwala nam wierzyć w to, aby klasa władcza w ustroju faszystowskim zdołała zachować na długo niezbędna neutralność w stosunkach między pracą a kapitałem, to znaczy, pozostać rzeczywiście autorytetem ponadklasowym, mającym jedynie na widoku interesy i dobro nacji jako całości; natomiast, zgodnie ze smutnym doświadczeniem dziejów, przejdzie ona niezawodnie po pewnym czasie na stronę silniejszego, to znaczy kapitału, i wówczas faszyzm okazałby się tylko misternie skonstruowanym systemem, który by niestałą równowagę międzyklasową systemu demokratycznego przeobraził w trwalszą równowagę przez połączenie w jednych rękach prawa własności na obecnych zasadach z prawem imperium politycznego.

 
Nie odmawiając wcale zasług faszyzmowi w dziedzinie czasowej stabilizacji życia politycznego oraz ożywienia życia gospodarczego Italii i rozszerzenia jej warsztatów pracy, jak to czynił już ongiś w Europie oświecony absolutyzm królów i cesarzy, musimy jednak uznać, że droga rozwojowa faszyzmu może kroczyć tylko we wskazanym kierunku, to znaczy w kierunku zupełnego podporządkowania szerszych warstw ludu nowej oligarchicznej klasie rządzącej, w rękach której skoncentrowaną będzie również przeważająca część środków produkcji. I z tego punktu widzenia walkę resztek demokracji italskiej z systemem faszystowskim uznać należy za usprawiedliwioną. Faszyzm nie daje żadnych gwarancji w kierunku rzeczywistego rozwiązania zagadnienia państwowości, to znaczy połączenia trwałego autorytetu z najwyższym możliwym stopniem wolności jednostki, jest on natomiast, jeżeli nie wyraźną tyranią, to w każdym razie zwiastunem jej w niedalekiej może przyszłości.

 
Faszyzm nie wskazuje więc w rzeczywistości żadnych nowych, wyższych dróg dla państwowości współczesnej, chociaż daje pewne gwarancje stabilizacji jej w ramach istniejącego ustroju gospodarczego, wprawdzie na zasadach wręcz antydemokratycznych. System ten nie może pretendować do szerszej roli w świecie ze względu na to przede wszystkim, że realizacja jego jest niemożliwą na psychologicznym podłożu innych narodowości, a gdyby nawet okazała się możliwą, i w Europie powstałby szereg państw o ustroju zbliżonym do faszystowskiego, to stabilizacja państwowości europejskiej byłaby bardzo krótkotrwałą, albowiem stłumiony sztucznie płomień nienawiści i waśni klasowej w obrębie poszczególnych państw musiałby wzniecić pożar walk narodowościowych, w których ległyby w gruzy neoantyczne państwa narodowościowe, w wraz z nimi dzisiejsza kapitalistyczna organizacja produkcji (s. 390-396).

 

 

Autor Współczesnego kryzysu państwowości tak podsumowuje swoje rozważania: państwowość współczesna, związana genetycznie z kapitalistyczną organizacją produkcji, nie da się utrzymać drogą sztucznego wytwarzania nowych czasowych lub rzekomo trwałych autorytetów, albowiem organizacja ta nie jest w żadnej mierze wyrazem harmonijnego i zgodnego współdziałania jednostek, klas i narodów, musi przeto nieubłaganie ulegać dalszej dezorganizacji i rozkładowi pod wpływem walk klasowych w poszczególnych państwach, jak również po wpływem wzrastającej pauperyzacji mas w związku z emancypowaniem się ludów Wschodu, aż wreszcie nowa wojna światowa na wielką skalę zada jej śmiertelny cios. Współczesne państwo demokratyczne bez wyraźnego autorytetu, bez wyraźnego władztwa klas posiadających mogłoby się utrzymać nadal w takim tylko razie, gdyby organizacja produkcji oparła się na podstawach prawdziwie demokratycznych, to znaczy chrześcijańskich, innymi słowy, gdyby współczesna racjonalistyczna demokracja przeobraziła się w chrześcijańską. O ile zaś to nie nastąpi, cały bieg życia, zarówno na terenie wewnątrz-państwowym, jak i międzynarodowym i międzyrasowym, będzie kroczył ku załamaniu się współczesnej kapitalistycznej organizacji produkcji, opartej na prawie własności, a pozbawionej wszelkich szlachetniejszych, ludzkich elementów, a wraz z nią załamać się musi również współczesna demokratyczna forma państwowości, główną cechę której stanowi istnienie władztwa ekonomicznego bez wyraźnego politycznego władztwa jednych klas nad drugimi (s. 396).

 
Zdaniem Kliszewicza państwo pozbawione z jednej strony wyraźnego władztwa, a drugiej zaś niezbędnej harmonii społecznej na gruncie walki o podział dóbr (która to jest możliwa jedynie na gruncie chrześcijaństwa poprzez, wypływające z jego zasad, samoograniczenie jednostek i solidaryzm) nie jest w stanie utrzymać się w stanie równowagi niestałej, bo zbiorowość, w której ginie czynnik solidaryzmu, może się utrzymywać nadal tylko na nadmiernie spotęgowanym przymusie, albowiem są to dwa czynniki wzajemnie się uzupełniające w życiu państwowym, przymus zaś i władztwo mogą posiadać w naszych czasach cechy względnej trwałości wówczas tylko, gdy dają również podstawę do należytej organizacji produkcji. Obecne klasy posiadające nie mają w swych rękach władztwa politycznego i mieć go nie mogą, bo posiadanie ich wyrosło i ugruntowało się na podstawie negacji władztwa politycznego d’ancien régime, właściwie na podstawie negacji władztwa politycznego w ogóle w imię rzekomego wyzwolenia jednostki; logika dziejowa wskazuje przeto, że klasy te, które swe władztwo ekonomiczne wyzyskują wyłącznie w celach egoistycznych, zostaną wywłaszczone na rzecz nowych klas, które poprzez rewolucję socjalną potrafią połączyć brutalnie władztwo polityczne z bezwzględnym prawem własności w swych rękach, utrwalając w ten sposób mechanicznie obecny nietrwały system współżycia ludzi (s. 398).

 
Dla Kliszewicza największym zagrożeniem dla istnienia współczesnego państwa jest bolszewizm, niestety tendencje rozwojowe państwowości do niego wprost prowadzą: Bolszewizm, jako ruch uniwersalistyczny naszych czasów, zmierza do stabilizacji współżycia ludzi na zasadach najdalej posuniętej niwelacji jednostki i wszelkich form życia w ogóle. Bolszewizm głosi hasło wywłaszczenia obecnych właścicieli środków produkcji i oparcia jej na organizacji na zasadach kolektywizmu, zaś władztwa państwowego na dyktaturze proletariatu. Po rewolucji bolszewickiej państwem, w myśl koncepcji Lenina, staje się uzbrojony proletariat, który dokona w międzyczasie przebudowy współczesnego kapitalistycznego ustroju na ustrój kolektywistyczny, po czym państwo ma się przeistoczyć w społeczeństwo, w którym nie będzie władztwa ani ekonomicznego, ani politycznego. Lecz kolektywistyczna organizacja produkcji zarówno a priori, jak i na podstawie doświadczeń, dokonanych w Rosji, nie może czynić zadość swemu zadaniu zaspokajania w należytej mierze potrzeb ludzkich, kolektywizm nie mógłby przeto w żadnym razie stać się na stałe organizacją produkcji dla tej prostej przyczyny, że nie odpowiada on zasadniczym cechom psychologii ludzkiej. Własność prywatna po rewolucji komunistycznej musiałaby być wcześniej lub później przywrócona, by produkcja nie spadła w katastrofalny sposób, bolszewickie wywłaszczenie obecnych właścicieli środków produkcji nie mogłoby przeto okazać się niczym innym, jak etapem ku wyłonieniu się nowych klas posiadających, w rękach których spoczęłaby również absolutna władza polityczna. Prawo własności bez prawa imperium przeobraziłoby się poprzez etap bolszewizmu w prawo własności, połączone z bezwzględnym prawem imperium, które by zakuło masy w kajdany niewoli nie tylko ekonomicznej, ale i politycznej (s. 397).

 
W obecnej chwili świat przebywa jeszcze – sądzi Kliszewicz – w stanie równowagi chwiejnej i szuka gorączkowo dróg do ratunku zbiorowości przez utrwalenie i wzmocnienie autorytetu drogą wprowadzenia do życia zbiorowego tych lub innych form ograniczenia jednostki. Jedne kierunki polityczne chciałyby nadać trwalsze oblicze światu przez podział na zupełnie wyodrębnione skupienia etniczne o trwałym ograniczeniu jednostki w imię narodu, skupienia, które by mogły skutecznie przeciwstawiać się wszelkim próbom uniwersalizacji świata. Drugie natomiast dążą do wytworzenia jakiejś sztucznej uniwersalizacji świata na gruncie władztwa międzynarodowego kapitału przy zachowaniu pozorów demokratyzmu, a przy rzeczywistym ograniczeniu przez tenże kapitał indywidualności jednostek i narodów. (…) Ponad wszystkimi wskazanymi prądami góruje bolszewizm, który pragnie zniwelować i pochłonąć wszystko, chrześcijaństwo, narody, jednostki, kapitał i wytworzyć straszliwą cmentarną niwelację wszelkich form życia, na gruncie której wykwitnąć by mogły bezkarnie nowe formy władztwa tyrańskiego (s. 399-400).

 
Perspektywy jednostki wydają się w świetle rozważań autora Współczesnego kryzysu państwowości przerażające: Świat stoi już obecnie pod znakiem niweczenia i niwelowania wszelkich przejawów osobowości, i proces ten, raz rozpoczęty, będzie kroczył nieubłaganie ku swym ostatecznym granicom, gdzie znika już wszelka możność oporu ze strony indywidualizmu, gdzie sam indywidualizm ginie ostatecznie pod brzemieniem ucisku psychologicznego i fizycznego (s. 400). Kliszewicz wieszczy wręcz upadek cywilizacji i państwowości oraz dziejowy kres wszelakiej wolności jednostki: Liga Narodów, pakty i traktaty wszelkie są to tylko paliatywy, które chyba na bardzo krótki czas zdołają powstrzymać nową nadciągającą burzę, bo w naszych czasach historia mknie wyjątkowo szybkim tempem. Dalsze chemiczne i lotnicze zbrojenia, militaryzacja ludności nie tylko męskiej, ale kobiecej również, wszystko to jest groźnym zwiastunem nowej katastrofy, gdzie się będą zmagały nie same tylko armie nieprzyjacielskie, jak za dawnych dobrych czasów, ale gdzie będą tępione również kobiety, dzieci i starcy. Każdy, kto nie jest niepoprawnym optymistą, musi przyznać, że taka wojna stanie się grobem naszej cywilizacji w ogóle, a w szczególności współczesnej formy państwowości, która na próżno sili się pogodzić autorytet z wolnością. Wolność, ten trup gnijący według słów Mussoliniego, stanie się wówczas rzeczywistym trupem, którego racjonalną drogą, drogą rewolucji i buntów, nie da się już ożywić, bo wraz z upadkiem demokracji znikną wszelkie psychologiczne możliwości zorganizowanego oporu oraz wszelka wiara w racjonalne urządzenie życia na zasadach sprawiedliwości. Świat ugnie się pod stopą nowych tyranów, władztwo których oprze się na bezjakościowości i cmentarnej niwelacji wszystkich i wszystkiego (s. 389-390).

 
Nadzieją pozostaje jedynie czynnik irracjonalny, bo podobnie, jak w okresie schyłku świat antycznego, gdy ludzkość dochodziła, zdawało się, do ostatecznych granic upadku i zepsucia, gdy żadne ludzkie racjonalne wywody nie mogły przewidzieć dalszych jej dróg, jak wówczas świat został uratowany przez nieprzewidziane opanowanie psychiki ludzkiej przez światło chrystianizmu, tak i obecnie ratunku możemy oczekiwać tylko stamtąd. Bo rozum ludzki, oderwany od związku i łączności z tym, co jest wieczne i niezmienne, stał się z jednej strony twórcą, a z drugiej niszczycielem, jednocześnie gromadził i rozpraszał. Racjonalizm stoi już przed ostatecznym bankructwem. Ludzkość rozbita duchowo i rozproszona może być zjednoczoną tylko drogą mechaniczną poprzez radykalne przewroty, które być może doprowadzą do wyłonienia się czasowej dyktatury jednostek lub grup oligarchicznych, bo ludzkość, aby istnieć, musi być zorganizowaną, a gdzie znika wszelka miłość i solidaryzm, tam gołe władztwo wstępuje w swe prawa. Byłby to jednocześnie okres przełomowy, okres ponownego poniżenia i degradacji rodzaju ludzkiego, po czym dopiero, wierzymy w to, zajaśniałby na horyzoncie nowy brzask zbawienia, ale tu wkraczamy już w dziedzinę irracjonalną, niedostępną dla logicznych przewidywań umysłu ludzkiego (s. 400-401).

 
Wydaje się, że praca Kliszewicza do dzisiaj zachowała wartość, bowiem nie można odmówić autorowi spójności koncepcji oraz sporej przenikliwości. Kliszewicz dał prawidłową diagnozę nacjonalizmu, faszyzmu i komunizmu oraz zagrożeń dyktatorskich, wypunktował wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu i systemu demokracji liberalnej, przewidział szereg wydarzeń i tendencji współczesności, m.in. wybuch wojny światowej, rozwój i przemiany systemu komunistycznego, proces emancypacji i rozkwitu narodów Azji, próby uniwersalizacji świata na gruncie władztwa międzynarodowego kapitału przy zachowaniu pozorów demokratyzmu, a przy rzeczywistym ograniczeniu przez ten kapitał indywidualności jednostek i narodów, a nade wszystko triumf zasad egalitaryzmu i zniwelowania wszelkich jakości i wartości moralno-duchowych oraz dominację we współczesnym świecie procesów prowadzących do pauperyzacji jednostek i społeczeństw, a także niwelacji osobowości ludzkiej.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s