Jak pomnożyć swoje pieniądze? (3)

Podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy inwestować, a więc zaczynajmy! Każdy czas na rozpoczęcie nauki inwestowania i samego inwestowania jest dobry, ale szczególnie dobry jest okres bessy, dekoniunktury, kryzysu. Jak już wspominaliśmy w poprzednich naszych tekstach, w inwestowaniu nie ma cudownych recept, uniwersalnych sposobów i dróg na skróty, lepiej więc na samym początku pozbyć się złudzeń, że inwestowanie jest proste i dostępne dla każdego chętnego. Niestety wymaga trochę myślenia, samodzielności i doświadczenia. Lepiej zawczasu poznać trudy inwestowania, aniżeli zostać „dzieckiem hossy”, czyli człowiekiem, któremu udało się zarobić pierwsze pieniądze w czasie, kiedy prawie wszyscy chwilowo zarabiali, ale który nieuchronnie poniesie wkrótce – przy pierwszym załamaniu koniunktury – duże straty, a być może w ogóle „wypadnie z rynku”. Ciężkie czasy to wyśmienity okres na naukę (lepiej uczyć się „pływać” na „głębokiej wodzie”) i na rozpoczęcie inwestowania (nabywamy z reguły tanio wyceniane aktywa, a jeśli tracimy to chwilowo i niedużo, bo przecież dopiero zaczęliśmy lokowanie niewielkich środków). Pamiętajmy, inwestowanie ma na celu nie tylko osiągnięcie zysku, ale także rozwój, w tym nasz rozwój osobisty! Pragniemy przecież podnieść wartość naszych aktywów i otworzyć sobie nowe perspektywy. Wykorzystajmy ten sprzyjający czas!

 

 

Istnieje wiele różnych możliwości inwestowania, zarówno krótkoterminowego, jak i długoterminowego, obarczonego mniejszym lub większym ryzykiem. Nas interesuje tu raczej inwestowanie długoterminowe, bo w znaczącej większości przypadków tylko inwestując systematycznie w dłuższym okresie czasu można zbudować sensowny kapitał. Pamiętajmy również, iż nie istnieje zysk bez ryzyka. Najmniej ryzykowne inwestycje (np. lokaty bankowe, bony skarbowe czy jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych rynku pieniężnego lub obligacji) nie są w stanie z reguły wygenerować zysku przekraczającego znacząco inflację, więc służą co najwyżej do ochrony realnej wartości zdobytego już kapitału. Nie są one również pozbawione całkowicie ryzyka, o czym świadczą przykłady przedwojennych obligacji polskich, obecnych obligacji greckich czy jednostek niektórych funduszy inwestycyjnych, które zakupiły „trefne” obligacje państw lub firm. Przy tym należy zaznaczyć, że ryzyka nie należy się obawiać, należy je kontrolować. Ryzyko z reguły jest wprost proporcjonalne do możliwych zysków z inwestycji. Istnieją instrumenty finansowe, dzięki którym – poprzez tzw. dźwignię finansową – można zarobić lub stracić kilkadziesiąt procent zainwestowanej kwoty w bardzo krótkim czasie (np. kontakty terminowe na indeksy giełdowe czy akcje dużych spółek), ale nikt rozsądny nie inwestuje poprzez nie więcej niż kilka procent kapitału. Inwestorzy z długoletnim doświadczeniem zawsze pamiętają o zasadzie ochrony kapitału i za pomocą odpowiednich instrumentów i technik ograniczają ewentualne straty (np. kupując akcje, kontrolują wielkość pozycji i stosują tzw. zlecenia stop-loss). Z jednej strony kalkulują ryzyko, z drugiej szacują potencjalne zyski. Dopiero wtedy, gdy stwierdzą, iż stosunek ryzyka do potencjalnego zysku wydaje się korzystny, decydują się na otwarcie danej pozycji. Zawsze też pamiętają o umiejętnym konstruowaniu swojego portfela inwestycyjnego. Z reguły nie posiadają jednego rodzaju inwestycji (np. jedynie samych akcji), stosują dywersyfikację (np. kupując akcje nie inwestują w jedną firmę, ale w kilka, ograniczając w ten sposób ryzyko), zawsze też posiadają gotówkę lub jej substytuty (bezpieczne papiery wartościowe, które można szybko i bez straty spieniężyć), aby w miarę potrzeby móc z niej skorzystać. W zależności od sytuacji ograniczają, bądź też zwiększają inwestycje w instrumenty bardziej ryzykowne, są elastyczni i potrafią z jednej strony działać zgodnie z przyjętą strategią, z drugiej dostosować się do sytuacji, przyznać się do błędów w przyjętych założeniach i zmienić szybko błędną decyzję inwestycyjną.
Interesują nas w tym tekście inwestycje finansowe, których przedmiotem są różne instrumenty finansowe: dłużne papiery wartościowe (np. obligacje, bony skarbowe, obligacje komunalne, obligacje i bony komercyjne emitowane przez przedsiębiorstwa), akcje oraz jednostki uczestnictwa otwartych funduszy inwestycyjnych (np. bezpieczne – rynku pieniężnego i obligacji, zrównoważone inwestujące w papiery dłużne i akcje, agresywne – inwestujące w akcje). Tzw. inwestycje rzeczowe, których przedmiotem są dobra materialne: towary i surowce (np. złoto, srebro, ropa naftowa), dzieła sztuki czy nieruchomości, to temat na inne rozważania, które podejmiemy także w naszych publikacjach.

Inwestycje w jednostki uczestnictwa otwartych funduszy inwestycyjnych polecamy przede wszystkim osobom, które czerpią satysfakcjonujące dochody z pracy zawodowej i nie mają czasu ani chęci na samodzielne inwestycje finansowe. Należy zdać sobie sprawę z tego, że inwestowanie za pośrednictwem Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych oznacza oddanie prawie całości decyzji inwestycyjnych w ręce pracowników wyspecjalizowanych instytucji, pobierających za to sowite wynagrodzenia. Klient dokonuje jedynie wyboru określonego Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych oraz konkretnych funduszu lub funduszy, którymi zarządza dane TFI. Później może jedynie dokonać konwersji jednostek do innego funduszu zarządzanego przez to samo TFI (np. w razie domniemania zakończenia okresu giełdowej hossy może przenieść swoje pieniądze z funduszu akcji do funduszu rynku pieniężnego) lub umorzyć jednostki funduszu i przenieść swoje środki do funduszy prowadzonych przez inne TFI. Inwestowanie poprzez kupno jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych wiąże się ze sporymi kosztami. Klient płaci za zarządzanie funduszem, którego jednostki zakupił (nawet do 5% wartości aktywów funduszu w stosunku rocznym, co jest wliczone w wartość jednostki funduszu) oraz prowizję przy zakupie, bądź sprzedaży jednostek. Towarzystwo pobiera te opłaty bez względu na wyniki inwestycyjne danego funduszu.

Inwestowanie za pośrednictwem TFI oznacza, jak powyżej wykazano, zawierzenie danej instytucji, oddanie środków w zarządzanie w zamian za spore opłaty oraz zrzeczenie się jakiegokolwiek wpływu na sposoby inwestowania własnych środków. To ostatnie może wydawać się rozwiązaniem wygodnym (nie trzeba samodzielnie podejmować trudnych decyzji inwestycyjnych), ale niesie ze sobą spore niebezpieczeństwa. Interes TFI niestety nie musi być tożsamy z naszym interesem. Nas w gruncie rzeczy interesuje jedynie jak najwyższy wzrost wartości jednostki funduszu, TFI bardzie zainteresowane są powiększaniem swoich aktywów (od nich przecież, bez względu na wyniki inwestycyjne, pobierają opłaty). Dążenia te mogą iść w parze, ale niekoniecznie. Przykładowo: w czasie rozwiniętej hossy, w którym należałoby już ograniczać kupowanie przewartościowanych akcji i rozpocząć realizowanie zysków TFI emitują reklamy, w których zachwalają swoje wyniki inwestycyjne i nawołują do kupowania jednostek funduszy, przez co powodują napływ środków do funduszy i w ślad za tym są zmuszone inwestować pieniądze w jeszcze bardziej przewartościowane akcje, czym z kolei przyczyniają się do nadejścia nieuchronnej bessy. Klienci, który przed chwilą uwierzyli w reklamy, w niedługim czasie z niedowierzaniem spoglądają na spadek jednostek funduszy, część z nich próbując ograniczyć straty, sprzedaje jednostki i wycofuje środki, co tylko zmusza fundusze do dalszej sprzedaży akcji i w konsekwencji prowadzi do samonapędzających się mechanizmów narastającej bessy. Mechanizmy te, co prawda, można wykorzystać do inwestowanie w fundusze, ale powodują one niestabilność i nieopłacalność długoterminowego inwestowania w fundusze akcyjne i przyczyniają się do powstawania strat przez klientów nie znających tych mechanizmów i podejmujących swoje decyzje inwestycyjne pod wpływem emocji. Inwestowaniu za pośrednictwem TFI nie sprzyja dodatkowo polskie prawo podatkowe. W przypadku strat zdarzających się przy samodzielnym inwestowaniu na giełdzie papierów wartościowych można je odliczyć od zysków w następnych latach podatkowych. W przypadku funduszy takiej możliwości nie ma.

Opisane uwarunkowania inwestowania w jednostki funduszy inwestycyjnych nie dyskwalifikują tego typu inwestycji. Osoby, które nie dysponują czasem, bądź wiedzą powinny inwestować część swoich środków za pośrednictwem TFI. Powinny to jednak czynić zapoznawszy się szczegółowo z mechanizmami działalności funduszy. Niezbędne jest także określenie własnej strategii inwestycji poprzez fundusze, a także znajomość bieżącej sytuacji rynkowej. Nie wolno przy tym kierować się emocjami i działać pod wpływem reklam. Dla osób bardziej zaawansowanych w inwestycjach finansowych inwestowanie w jednostki funduszy może być cennym uzupełnieniem ich portfela inwestycyjnego, bądź stanowić część ich strategii dywersyfikacyjnych. Osoby te mogą przykładowo poprzez fundusze inwestować część środków na zagranicznych rynkach, których nie znają, bądź w przypadku, gdy samodzielne inwestowanie na tych rynkach wiąże się z nadmiernymi kosztami.

Inwestowanie w jednostki funduszy inwestycyjnych jest najprostszym sposobem inwestycji finansowej. Aby rozpocząć inwestowanie poprzez fundusze wystarczy kwota 100 zł. Bardzo dobrym pomysłem jest systematyczne i regularne inwestowanie tej kwoty (lub jej wielokrotności) w wybranym TFI (inwestowanie w kilku TFI mija się z celem, gdy dysponujemy niewielkimi środkami). Przed dokonaniem wyboru należy porównać oferty przynajmniej kilku TFI. Najlepiej zainwestować w fundusze Towarzystwa, które może pochwalić się stabilnymi wynikami w dłuższym okresie, przynajmniej kilkuletnim. Nie bierzmy pod uwagę wzrostów wycen jednostek w ostatnich miesiącach, przypatrzmy się lepiej jak dane fundusze zachowywały się w czasie hossy i bessy (dane możemy znaleźć na stronach internetowych portali finansowych). Porównując np. fundusze akcyjne w ostatnich pięciu latach, możemy wybrać te, które w tej kategorii zachowywały się najlepiej (zyskiwały więcej niż przeciętnie w okresie hossy, traciły mniej w czasie bessy). Warto przyjrzeć się także, w celu minimalizacji naszych kosztów, wysokości ponoszonych opłat. Po wyborze TFI należy dokonać wyboru określonego funduszu. W czasie rozwiniętej hossy wcale nie należy rozpoczynać od funduszy najbardziej agresywnych, czyli akcyjnych. Może się okazać, że koniunktura szybko się zmieni i będziemy ponosić straty. Lepiej wtedy rozpocząć od funduszu zrównoważonego lub stabilnego wzrostu. Idealnym okresem na rozpoczęcie inwestycji w fundusze jest zaawansowana bessa lub krach. Nie bójmy się wtedy zacząć inwestować w fundusz akcji. Zanim zbierzemy, poprzez systematyczne wpłaty, znacząca sumę w takim funduszu z wielkim prawdopodobieństwem koniunktura się zmieni i w odpowiednim dla nas czasie zaczniemy odnotowywać przyzwoite zyski. Będziemy wtedy mogli, dysponując większą wiedzą, doświadczeniem i kapitałem, kontynuować bardziej świadomie i aktywnie inwestowanie poprzez fundusze, bądź rozpocząć samodzielne inwestycje giełdowe.

Inwestowanie poprzez fundusze bardzo łatwo rozpocząć, gdyż sieć dystrybucji jednostek inwestycyjnych jest obecnie rozbudowana. Jednostki funduszy można nabyć poprzez TFI, banki, biura maklerskie i firmy doradztwa finansowego. Najlepiej zrobić to jednak za pośrednictwem swojego konta osobistego poprzez internet. Oprócz wygody unikniemy wówczas – z reguły – opłaty za kupno jednostek funduszu. Rozpoczynając inwestycję poprzez fundusze nie spodziewajmy się szybkich i znaczących zysków. Najważniejsze jest to, że rozpoczęliśmy w ogóle naszą przygodę z inwestowaniem!

Na zakończenie tego tekstu pragniemy przestrzec przed inwestowaniem za pomocą produktów ubezpieczeniowych. Bardzo często firmy doradztwa finansowego polecają klientom tego rodzaju produkty. Należy mieć świadomość, że większość polis ubezpieczeniowych sprzedawanych niby w celach inwestycyjnych, łączy w sobie inwestycje z ochroną ubezpieczeniową. Generuje to zawsze koszty ochrony, które przeważnie w pierwszych latach funkcjonowania takiego produktu „zjadają” zyski z inwestowania. Po kilku latach systematycznych wpłat klient, który chciał inwestować, ze zdumieniem dostrzega, że wartość polisy jest mniejsza, aniżeli suma wpłat przez niego wniesionych. Dla ludzi, którzy potrzebują ubezpieczenia, lepszym rozwiązaniem jest oddzielenie ubezpieczenia od inwestycji. Kupujemy wówczas tanią polisę ubezpieczeniową bez części inwestycyjnej, traktując składki wnoszone na ubezpieczenie życia tak, jak składki na ubezpieczenie mieszkania czy samochodu, czyli spodziewamy się odszkodowania tylko w razie zaistnienia przypadku losowego. Pozostała kwotę inwestujemy w wybranym funduszu, bądź funduszach inwestycyjnych. Niepotrzebny jest nam kolejny pośrednik, generujący następne koszty. Istnieją, co prawda, specjalne ubezpieczenia inwestycyjne, które są skądinąd produktami interesującymi (ochrona ubezpieczeniowa jest w nich marginalizowana i nie niesie ze sobą poważniejszych kosztów, firma ubezpieczeniowa jest jednak kolejnym pośrednikiem, który nalicza swoje koszty zarządzania), są jednak przeznaczone dla bardziej zaawansowanych „użytkowników”. Tego rodzaju produkty mogą służyć przede wszystkim do wielokrotnego przenoszenia środków między funduszami i Towarzystwami Funduszy Inwestycyjnych bez generowania kosztów tego typu operacji, w tym także unikania każdorazowej konieczności opłacenia podatku dochodowego. Generalnie jednak wystrzegajmy się nabywania produktów ubezpieczeniowych w celach inwestycyjnych.

W kolejnych odcinkach przejdziemy do opisu dalszych sposobów i przykładów inwestowania. Zapraszamy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s