Józef Olszewski, Biurokracja (część trzecia)

Olszewski w Biurokracji udowadnia w dziesiątkach przykładów, że państwo jako gospodarz kompletnie się nie sprawdza. Przywołuje także m.in. zdanie H. Spencera, twierdzącego, że machina rządowa jest tam, gdzie idzie o interes gospodarczy ludności, powolna, głupia, rozrzutna i przedajna (s. 252). W podobny sposób pisze o wpływie biurokracji na budżet państwowy: Budżet państwowy, to organizm, na którym rak biurokracji pasożytuje, z każdym dniem coraz więcej, niszcząc wszelką żywotność gospodarczą i zdrowie finansowe na długi szereg lat ze szkodą racjonalnego rozwoju i postępu gospodarczego (s. 279), zaznaczając przy okazji, że finanse żadnego państwa nie dadzą się do nieskończoności rozciągać (s. 281). Najciekawsze i najmocniejsze słowa padają jednak w podrozdziale omawiającym biurokrację fiskalną.

 

Olszewski zadaje fundamentalne pytanie: czy świadczenia, jakich doznają obywatele i ich związki od państwa w formie opieki i podpory prawnej ich usiłowań gospodarczych stoją w należytej proporcji do wysokości świadczeń, jakich nawzajem domaga się państwo od swoich obywateli, tudzież, czy sposób i forma domagania się i wymuszania w danym razie tych świadczeń, odpowiada celowi i powadze idei państwa, jako niezbędnej instytucji społecznej.

 

            Nikt nie zaprzeczy, że państwo ma prawo żądać od swoich obywateli fizycznych i moralnych ofiar tylko dlatego i tylko o tyle, o ile za świadczenia te udziela ze swej strony wzajemnych świadczeń i korzyści. Tylko w tym, a nie innym celu nastąpiło dobrowolne połączenie się jednostek w związek państwowy i tylko w tym celu zdecydowały się one na utratę swobody czynu, słowa, a nawet i myśli, aby w zamian za to, co państwu dawać muszą ze swych przyrodzonych praw, otrzymać równoważne korzyści.

 

            Ani materialnej równowagi nie widać niestety między tym, co obywatel dzisiejszych państw składa na ołtarzu idei państwowej, a tym co w zamian mu się daje, ani forma, w jakiej ta wymiana ofiar jednostki na dobrodziejstwa erarialne następuje, nie znajduje nigdzie uznania (…).

 

            Gdybyż przynajmniej w tym szukaniu środków do urzeczywistniania zadań państwowych po kieszeniach obywateli panowała zasada przezorności gospodarczej, która nakazuje obchodzić się oględnie i oszczędnie z siłami materialnymi źródła, z którego się czerpie soki żywotne dla utrzymania swego własnego organizmu, nie byłoby tak powszechnych narzekań na ucisk fiskalny, jakie dają się słyszeć we wszystkich niemal krajach. Takiej przezorności nie muszą uznawać dzisiejsze administracje skarbów państwowych, skoro pojęcie fiskalizmu nie tylko przestaje utrwalać się w teoretycznym i praktycznym traktowaniu spraw społecznych, ale owszem zyskuje z każdym dniem coraz szersze prawo obywatelstwa z tytułu swego wydatnego oddziaływania na byt i rozwój narodów.

 

            Błędy, jakie popełnia państwo w dziedzinie rozkładania ciężarów materialnych swojego bytu i swoich zadań na obywateli i przy pobieraniu środków tych z kieszeni swoich poddanych, to znów nic innego, jak skutek mylnego pojmowania celów państwa, fałszywego zrozumienia środków do osiągnięcia tych celów wiodących, błędnego urządzenia maszyny administrującej gospodarstwem skarbowym, jednym słowem to biurokracja skarbowości, która rodzi pokrewną sobie chorobę: „fiskalizm”.

 

            Nikt nie może zaprzeczyć, że państwo potrzebuje nieodzownie do swojej egzystencji środków materialnych w formie podatków, opłat skarbowych, monopolów itp. to jasne jak słońce. Spadają na nie z każdym dniem coraz trudniejsze zadania, które dają się spełnić tylko przy użyciu wydatnych środków materialnych. Administracja wszystkich gałęzi wymaga szeregu urzędników, to samo wymiar prawa, obrona granic: niedoskonałość ludzkich urządzeń wymaga opieki, pomocy, ochrony, która znów bez nakładów nie może być pomyślną. Państwo musi wspierać oświatę, sztuki piękne, urządzenia etyki społecznej, usiłowania gospodarcze, wszystko to wymaga pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy.

 

            Ludność opodatkowana spogląda tymczasem na gospodarstwo państwa uważnie i choć większa jej część, nawet w krajach konstytucyjnie rządzonych, bezbronną jest wobec pretensji skarbu do jej kieszeni, to jednak trudno przypuścić, aby nie czuła i nie umiała odróżnić dokładnie, które z wydatków czynionych przez rząd państwa przynieść mogą realną korzyść jego obywatelom, a które są tylko smutną konsekwencją fałszywie pojmowanej potęgi i powagi rządów, lub które są prostym następstwem błędów w organizacji urządzeń państwowych.

 

            Te same warunki zachodzą tak co do osobistych świadczeń obywateli na rzecz państwa w formie ograniczenia wolności obywatelskiej, lub w formie osobistych usług, jak i przy dostarczaniu materialnych ofiar. Mówi się zazwyczaj, że trudności na jakie napotykają administracje skarbów państwowych przy pociąganiu ludności do ofiar na rzecz państwa są całkiem naturalnym objawem, bo w naturze człowieka leży dążność do uchylania się ile możności od wszelkich ofiar, szczególniej jeżeli one nie dają bezpośredniej, zaraz widocznej korzyści. Jest to zupełnie słuszne zapatrywanie i nie można nic przeciw tej argumentacji zarzucić, lecz właśnie to zastrzeżenie odczuwania bezpośrednich korzyści mieści w sobie wytłumaczenie oporu, na jaki napotyka państwo przy ściąganiu ofiar podatkowych. Dlaczego człowiek nie waha się rzucać kosztownego nasienia zboża w rolę, choć wie, że na razie będzie ono dla niego stracone i choć nieraz warunki gospodarcze grożą mu ciężkim przednówkiem, bo wie, że chwilowa ofiara i wyrzeczenie się tymczasowych potrzeb przyniesie mu w przyszłości obfity plon, w którym mieścić się będzie wartość zrobionego wkładu i odpowiedni naddatek. Otóż tych samych rezultatów oczekuje obywatel od gospodarstwa skarbu państwowego, w którego rolę rzucać musi nieraz cały zasób środków swojej egzystencji, zraszając ją krwawym potem swojej ciężkiej pracy. Skoro jednak widzi, że znaczna część jego ofiar, nie tylko nie przynosi oczekiwanej korzyści, lecz służy na utrzymywanie urządzeń, których organizacja i sposób funkcjonowania wstrzymuje naturalny bieg interesów społecznych, wywołuje niepotrzebne starcia i opóźnia samodzielny rozwój dobrobytu, wówczas niech mu się nikt nie dziwi, że obowiązki materialne wobec państwa traktuje jako wojenny haracz, broniąc się od uiszczenia go wszelkimi moralnymi, a nawet niemoralnymi środkami.

 

            Stąd łatwo wyprowadzić się daje powołanie państwa do ścisłego przestrzegania, aby sumę nieproduktywnych wydatków doprowadzić do jak najmniejszego rozmiaru i do utrzymania ciężarów podatkowych w tych granicach, w których ludność widzieć będzie zupełne ich uzasadnienie i nie znajdzie wymówki do ich uiszczania. Da się to uskutecznić tylko przez usunięcie systemu biurokratycznego, który pożera miliony, dając w zamian ludności kosztowną, skrzypiącą maszynę, wymagającą ciągłych uzupełnień, ciągłych poprawek, krępująca stosunki prywatne i publiczne w sposób zupełnie sprzeczny z zadaniami państwa i jego szczytnej idei (…).

 

              Jeżeli (…) obywatel państwa spostrzega, że fałszywa praktyka gospodarstwa państwowego niszczy podstawę jego zarobkowego warsztatu, że państwo nie zadowala się pewną częścią nadwyżki dochodów swoich poddanych, lecz trzyma się zasady: „wszystko, co kto zarobi w moim związku należy bezpowrotnie do mnie…” – lub jeżeli biorąc lwią część owoców pracy obywatela, zostawia mu tylko małą cząstkę w formie żebraczej jałmużny, to postępowania takiego nie można nazwać inaczej, jak niemoralnym i nierozumnym wypaczeniem wytycznych zadań społecznych państwa, które pod obłudną pokrywką dobroczynnej opieki, dopuszcza się wstrętnego wyzysku i formalnego rabunku na kieszeniach swoich własnych poddanych.

 

            Biurokracja fiskalna nie zna tymczasem innej metody, jak tylko taki podział owoców zarobkowej pracy państwowego kontrybuenta, w którym temu ostatniemu zabiera się wszystko, zostawiając mu tylko tyle, aby „na razie z głodu nie zginął” (…).

 

             Biurokrata podatkowy nie rozumie, że każda nowa gałąź produkcji, której pozwoliłby powstać i rozwinąć się swobodnie, to nowy zawiązek siły podatkowej kraju i państwa, mogący w dodatku wywołać w swoim najbliższym otoczeniu powstanie pokrewnych gałęzi i ognisk produkcji, z czego w rezultacie wynikłoby wzmożenie się ogólnego bogactwa, mogącego dopiero przynieść skarbowi państwa odpowiednie dochody.

 

            Lecz nie tylko nadmiar ciężarów podatkowych i nierozważny ich rozkład znamionuje biurokratyczną politykę skarbową państwa, to samo można powiedzieć o formie, w jakiej ofiary ludności na rzecz skarbu państwa bywają wymierzane i ściągane.

 

            Biurokracja nie uwzględnia tej ważnej zasady, że przy każdym świadczeniu, którym żąda się od ludności dla państwa, ma kontrybuent prawo żądać, aby mu równocześnie z wymiarem żądanego świadczenia przedłożono wyjaśnienie tytułu prawnego, na jakim polega dotyczący nakaz płatniczy i aby mu dano możność bronienia się przewidzianymi w ustawach środkami przeciw ewentualnemu bezprawiu fiskalnemu. Ona zapomina, że w całym świecie, z wyjątkiem jej własnego, nikt nie zapłaci kupcowi, ani nikomu, żadnej należytości, która nie będzie poparta odpowiednim rachunkiem, bo każdy ma prawo wiedzieć, płacąc, za co i dlaczego płaci.

 

            Biurokratyczny system skarbowy nie zna tych sprawiedliwych pretensji i przechodzi nad nimi do porządku dziennego. Dla niego głównym zadaniem pozostaje wyciągnąć na wszelki możliwy, choć niegodziwy sposób, jak największy dochód z oddanych mu do dyspozycji kieszeni obywatelskich, a co czują, jak o nim myślą ofiary takiego postępowania, to mu jest zupełnie obojętne.

 

            Charakterystyczny wyraz wrażenia, jakie wywołuje u obywateli państwa takie postępowanie organów skarbowych, o jakim wyżej mowa, zawiera petycja wniesiona przez kilkudziesięciu najpoważniejszych posłów galicyjskiego Sejmu na posiedzeniu w dniu 1 lipca 1901, zawierająca ogólne zarzuty szerokiej warstwy ludności kraju przeciw praktykom podatkowym. Petycja ta zawiera następujące ustępy:

 

            „… Najlepsze ustawy są, jak wiadomo, martwe, gdy nie znajdują rozumnych i sumiennych wykonawców, a przeciwnie, nawet złe ustawy stają się znośnymi, jeżeli wykonawcy ich strzegą interesów społeczeństwa i przejęci są ideą sprawiedliwości, ale wadliwe ustawy, jakimi są ustawy podatkowe, stają się prawdziwą klęską materialną i moralną dla ludności, jeżeli ich wykonawcy zapominają o tym, że są organami władzy publicznej i w sposób małostkowy i stronniczy nadużywają niejasnych lub niedokładnych postanowień ustawy na szkodę swoich współobywateli, a ku wątpliwej korzyści skarbu państwowego. A niestety właśnie w praktyce skarbowej naszego kraju zakorzenił się wadliwy, stronniczy system fiskalny, objawiający się systematycznie w całym kraju w jednakowych błędach i w jednakowych nadużyciach organów skarbowych. Nie chodzi tedy tylko o luźne wypadki omyłek i nadużyć skarbowych, jakie w każdym państwie i w każdym systemie zdarzyć się mogą, i które łatwo usunąć za pomocą zwyczajnych środków prawnych, ale o fiskalizm jako system, znany w całym kraju, a którego naczelne władze skarbowe, powołane do czuwania nad zachowaniem ustaw podatkowych nie starają się wykorzenić.

 

            Fiskalizm w takim znaczeniu jest czynnikiem powszechnej demoralizacji społecznej i politycznej. Ogół ludności, zwłaszcza lud wiejski, żyje pod przygnębiającym wrażeniem, że w sprawach podatkowych nie rządzą ustawy, lecz dobra lub zła wola, łaska lub niełaska organów władzy skarbowej i wskutek tego panuje powszechna niepewność i nieufność, które podsyca ferment społeczny, przenosi niezadowolenie na wszystkie inne pola działalności państwa i moralnie usprawiedliwia walkę z władzami podatkowymi, nawet wtedy, gdy kontrybuent używa w niej środków niemoralnych, jak np. zatajeń, mylnych fasji, nieuzasadnionych rekursów itd., które wobec postępowania władz skarbowych nieraz za środek koniecznej obrony uważać należy. Tak zwana moralność podatkowa nie może tak długo zlać się z etyką społeczną, z pojęciem moralności obywatelskiej, dopóki władze podatkowe nie dadzą od siebie przykładu takiej moralności kontrybuentom, dopóki nie wzniosą się na wyższy poziom pojmowania i wykonywania swoich funkcji publicznych. Obalenie stronniczego systemu fiskalnego… jest tedy jednym z koniecznych warunków politycznego i społecznego uzdrowienia kraju i jego przyszłości…” (s. 283-294).

 

Jeszcze kilka fragmentów z książki Olszewskiego na temat Biurokracji wobec prywatnych usiłowań gospodarczych:

Związek państwowy ma między najważniejszymi swoimi zadaniami na celu otaczać całe życie gospodarcze, oparte na prywatnej inicjatywie pojedynczego obywatela lub asocjacji wolnych związków troskliwą i równomierną opieką, stojąc na stanowisku zupełnej bezstronności i wychodząc z tego rozumnego przekonania, że tylko w rozwoju zgodnym wszystkich pojedynczych usiłowań leży ogólny interes państwa, jego byt i jego przyszłość. Jednostka, niezdolna do podjęcia na własna rękę coraz trudniejszej walki ekonomicznej z napotykanymi na każdym kroku usiłowaniami, skierowanymi do uzyskania materialnej nad nią przewagi, szuka oparcia w państwie i jego urządzeniach organicznych, widząc w nich jedyną sprawiedliwą i życzliwą obronę przed uciskiem mocniejszego lub wyzyskiem w środkach nieprzebierającego nieprzyjaciela.

 

Pierwszym warunkiem prawdziwej wartości tej obrony i opieki jest zatem zupełna bezstronność państwa wobec pojedynczych członków jego organizmu, bez której zadanie państwa na tym polu zostaje nie tylko spaczone, lecz szczytna idea wyższego powołania i pochodzenia instytucji państwa zamienia się w haniebny wyzysk materialnej siły fizycznej, na szkodę słabszych elementów, albo jeżeli następuje zupełne przechylenie interesów na stronę jednej gałęzi gospodarczej, to inne tracić muszą wiarę i przeświadczenie o potrzebie istnienia państwa i jego urządzeń.

 

Bezstronność państwa na polu gospodarczym nie wyklucza chwilowej konieczności wydatniejszego popierania pewnych rodzajów pracy ekonomicznej, a to szczególniej wówczas, jeżeli one z własnej lub cudzej winy znalazły się w położeniu grożącym zupełnym zanikiem lub osłabieniem szkodliwym dla ogólnej równowagi. To samo powinno mieć miejsce w razie zachwiania się równowagi ekonomicznej w terytorialnym lub politycznym jej znaczeniu tj. wówczas, kiedy pewne okolice kraju lub państwa stają się materialnie zależnymi od innych, z powodu chwilowego lub trwałego zastoju, albo poprzedniego zaniedbania. Tu jest pole wdzięczne dla instytucji państwa wprowadzić na powrót równowagę materialną wśród nierówna bronią obdarzonych przeciwników, tym bardziej, że zaniedbanie tego obowiązku zwykło mścić się na własnym interesie ciągłego bytu państwa, bo przesadne protegowanie niektórych części składowych, ze szkodą innych, wywoływać musi zamęt, już nie tylko ekonomiczny, ale i polityczny, w którym łatwo o bezpowrotną utratę potęgi i powagi, a nawet i samoistnego bytu państwa. Są to prawidła stare jak świat i dziejami narodów aż nadto udowodnione.

 

Biurokratyczny system rządów nie zwykł pamiętać dostatecznie o doniosłości tych zasad, i jak bliskie nam stosunki udowadniają, nie ma dnia, aby nie okazywały się fatalne następstwa biurokratycznych rządów, które protegując pewne kraje na szkodę innych, stworzyły obok groźnych fermentów politycznych i narodowościowych równie niebezpieczny ferment walk ekonomicznych, który hamuje normalny bieg interesów państwa. Walka ekonomiczna pomiędzy pojedynczymi państwami i narodami ma niewątpliwie szkodliwe skutki dla celów ogólnoludzkich i dla powszechnego dobrobytu ludzkości, ale walka wewnętrzna między krajami połączonymi chwilowo czy trwale w jeden organizm państwowy, wywołana bezmyślnym zaślepieniem lub tendencyjnym przymrużeniem oczu biurokratycznych rządów na wartość ogólnej harmonii w państwie, to objaw na wskroś chorobliwy, świadczący o zgubnych skutkach „polityki zielonego stołu”.

 

Obok bezstronności odznaczać się musi działalność urzędów wobec życia gospodarczego troskliwą życzliwością, energiczną i szybką pomocą, bo nic tak nie tamuje naturalnego budzenia się inicjatywy gospodarczej, nic tak nie przygłusza wzrostu krzewiących się organizacji pracy wytwórczej, jak sucha atmosfera formalizmu, obojętność, chłód i lekceważenie, napotykane ze strony czynników, które z mocy swego urzędowego stanowiska i swoim prawem unormowanej ingerencji mają w swoich rękach losy wszelkich przedsiębiorstw ekonomicznych.

 

Słuszność tej zasady okazuje się najdobitniej z tego, że najzagorzalszymi przeciwnikami biurokracji są reprezentanci zawodów wolnych, którzy biorą sobie za zadanie wprowadzać życie gospodarcze na nowe tory szybkiego postępu dla osiągnięcia ogólnego dobrobytu. Reprezentanci wielkiego przemysłu i handlu, technicy, kupcy, ludzie śmiałej inicjatywy, potrzebujący zupełnej swobody i wolności dla rozwinięcia swoich projektów, obliczonych na praktyczne zastosowanie dla dobra ludzkości dokonanych wynalazków, nowych środków komunikacji, uprzystępnienie szerokim warstwom społecznym dobrodziejstw kultury, dostarczenie proletariatowi robotniczemu korzystniejszych warunków pracy itd. wszyscy oni duszą się pod dotknięciem ciężkiej ręki systemu biurokratycznego. Biurokracja nie widzi w nich innych ludzi w porównaniu z tymi, którzy służą pod jej sztandarem; dla niej istnieje tylko pojęcie funkcjonariusza, który powinien załatwiać tylko to, co mu w urzędzie zostanie przydzielone; ona zna tylko pisarzy dziennych, których wartość mierzy się na arkusze zapisanej bibuły kancelaryjnej. Potrzeba pośpiechu istnieje dla niej tylko w zakresie załatwiania nakazów władz wyższych, lub kiedy rozchodzi się on przełożenie periodycznej relacji, dotyczącej bezmyślnych wykazów biurowych. O tym, że interes publicznej lub prywatnej sprawy gospodarczej zależeć może w całości od szybkiego jej załatwienia i że szkoda każdej najdrobniejszej sprawy daje w ogólnej sumie sto razy większą szkodę, aniżeli wszystkie biurokratyczne względy, o tym nie myśli żaden biurokrata, a jeżeli nawet w chwili wyjątkowego lucidum intervallum przejdzie mu przez myśl prawdziwy stosunek jego do rzeczywistych potrzeb życia, to wnet zakorzeniony silnie obłęd urzędowej pychy i krótkowidztwo na właściwe zadanie państwa zasłonią mu wzrok mgłą zwyczajnej biurowej apatii.

 

  Biurokracja zna tylko jedną formę opieki państwa nad życiem gospodarczym, a tą jest skrupulatne domaganie się, aby każdy, najmniej ważny krok, skierowany ku żywszemu zorganizowaniu tego życia, odmierzony był ściśle według przepisów prawa formalnego, odpowiadał co do joty wymogom urzędowym. Wyrazem tej opieki jest pojęcie koncesji, które w języku umiejętności ekonomicznych oznacza ograniczenie wolności zarobkowania w pewnych gałęziach przemysłowych i handlowych ze względu na interes ogólnego dobra, lecz w języku biurokratycznym jest synonimem beznadziejnych starań, jakie przechodzić musi każdy, kto zamierza rozpocząć jakiś zawód zarobkowy, zanim doczeka się przychylnej lub odmownej odpowiedzi urzędu. Najprostsza sprawa, dotycząca udzielenia uprawnienia zarobkowego, wyrasta w rękach biurokraty do znaczenia kwestii gabinetowej, następuje wędrówka aktu z biura do biura, deliberowanie, komisje, dochodzenia przez władze bezpieczeństwa, badanie osobistych stosunków proszącego, dolepianie stempli, uzupełnienie podania metrykami, świadectwami uzdolnienia, stwierdzanie zadość uczynienia obowiązkowi wojskowemu, słowem wyszukuje się wszystkie możliwe i niemożliwe wątpliwości, niejasności i braki formalne, byle tylko nie okazać  zbytniej pochopności w ułatwieniu rozpoczęcia pracy zarobkowej temu, kto na nią czeka jak na zbawienie, widząc w niej swoją egzystencję i przyszłość.

 

Drugim charakterystycznym wyrazem opieki biurokratycznej nad usiłowaniami gospodarczymi obywateli, to owa znana w administracji zasada swobodnego uznania władzy, która w teorii ma na celu pozostawienie organom administracji pewnej swobody w ocenianiu warunków, pod jakimi dopuścić można istnienie danych stosunków zarobkowych ze względu na interes publiczny, a która w praktyce wyradza się w zupełną dowolność, a raczej samowolę urzędów pry załatwianiu wszelkich spraw. Teoria nauk państwowych i prawodawstwo zamierzało przez stworzenie tej zasady dać w ręce administracji spraw publicznych, a w szczególności także i gospodarczych władzę dyskrecjonalną, umożliwiającą jej pójście poza ciasne ramy formalnego prawa, które nie może wszystkiego przewidzieć i na wszystko przygotować formuły, a to za każdym razem, kiedy stosunki dane wymagają liberalniejszego postanowienia. Biurokracja zrozumiała tę zasadę odmiennie i stosuje ją zawsze tylko w formie zakazu lub utrudnienia, widząc w niej sposobność do skrępowania prywatnej obywatelskiej działalności, ale nigdy drogę do złagodzenia postanowień prawnych na korzyść idei wolności (s. 295-302).

 

Józef Olszewski kończy swą książkę rozdziałem zatytułowanym Jak walczyć z biurokracją? Tyle odpowiedzi na to pytanie, pisze, ile kierunków w nowoczesnych walkach społecznych i politycznych. Jedni chcą czekać aż do ziszczenia się fantastycznych pomysłów o przekształceniu z gruntu stosunków społecznych i politycznych, drudzy widzą ratunek w ochranianiu resztek wolności indywidualnej od przerostu wszechwładzy państwa, inni wreszcie żądają naprawy maszyny administrującej stosunkami publicznymi, ile możności w granicach dzisiejszego układu społecznego. W każdym bądź razie łatwiej obalać gmach budowy społecznej, jak ją potem na nowo stawiać. Czasem budynek dawne pamiętające wieki po odnowieniu i naprawieniu części dotkniętych zębem czasu większą daje gwarancję trwałości, jak niejedna nowomodna tandeta.

 

            Na poparcie tej ostatniej teorii przytaczają niektórzy słusznie, że to, co nazywamy biurokracją, jest w znacznej mierze tylko nowym słowem, określeniem rzeczy starej. Wszak już nieraz w dziejach świata zdarzało się rozmaite pojmowanie zadań państwa: raz za ścisłe, to znów za obszerne; czyż nie objawiło się już nieraz staranie państwa i jego bezpośrednio interesowanych czynników, aby wpływ swój i znaczenie coraz bardziej utrwalić i rozszerzyć? Mimo to uczą dzieje, że nawet najbardziej radykalne zmiany ustroju społecznego, których widownią była np. Francja przy końcu XVIII w. nie tylko nie doprowadziły do usunięcia systemu biurokracji państwowej, ale ją wzmacniały do najwyższej potęgi.

 

            Tylko powolna ewolucja pojęć o zadaniach najwyższego związku społecznego, jakim jest państwo, i tylko powolne przejmowanie się fundamentalną ideą istnienia tego związku, polegającą na dobrowolnym połączeniu się ludzi w celach wspólnego dobra, wykorzenić może powoli panowanie fałszywych teorii o jakimś innym jeszcze powołaniu państwa, aniżeli dobro tych, którzy się na ten związek składają.

 

            Myliłby się, kto by sądził, że już dawniej nie odczuwano szkodliwości biurokratycznych systemów rządzenia, i że przeciw niej walki nie toczono. Jeżeli nie znajduje się dość wyraźnych śladów walki z biurokracją w dawnej teorii i literaturze politycznej, to tylko dlatego, że nieprzyjaciel, z którym należało walczyć, umiał skutecznie nakazywać milczenie tym, których głos był mu nie na rękę.

 

            Dziś nastał czas i wolność krytyki systemów rządzenia i działalności państwa i nie tak łatwo przyszłoby nakazać milczenie tym wszystkim, którzy odczuwają zgubę i zatratę prawdziwego postępu w chronicznym obłędzie funkcjonaryzmu, przez dopuszczenie ich do wspólnego korzystania z obfitych owoców grabieży dokonywanej na organizmie społecznym.

 

            Dawniej wmawiano w cierpliwą i apatyczną ludność, że błędy w systemie rządów to dopust losu, który należy cierpliwie znosić; dziś myśli się i pracuje nad ich usunięciem.

 

            Są obrońcy istniejących stosunków, którzy dopatrują się w walce przeciw biurokracji zamachu na ład społeczny i byt państwa. Ale właśnie dlatego, zapewne garstce ludzi fałszywy blask bijący od pozornej siły rządów, opartej na formie i na udawanym posłuszeństwie rządzonych, zaślepił wzrok na groźne niebezpieczeństwo, jakim staje się rosnąca z każdym dniem bardziej przepaść między państwem a obywatelem, nie powinno się zamykać oczu na to niebezpieczeństwo. Dość już rozstroju między państwem a obywatelami jego z koniecznej przyczyny coraz cięższych ofiar osobistych i materialnych, jakie przychodzi składać na ołtarzu idei państwowej, jeżeli musi mieć miejsce operacja „in anima vili” to niech się odbywa bezboleśnie, i niech nią kieruje delikatnie ręka troskliwego i zgrabnego chirurga.

 

            (…) Sam instynkt zachowawczy powinien dyktować tym, którym zależy na utrzymaniu istniejącego porządku rzeczy, troskliwość i staranie o wzmacnianie powagi i siły państwa drogami wszelkich reform, choćby przyszło przy tym poświecić tak ukochane i ulubione dziecko nowoczesnej idei państwowej, jakim jest bezsprzecznie biurokracja.

 

            Pauperyzacja tłumów łaknących pracy i chleba w zamian za nią, organizowanie się milionów obywateli poza ramami związków państwowo-prawnych i ponad głowami sfer dotąd kierujących, wreszcie najstraszniejszy obłęd polityczny, anarchizm, wszystko to woła o natężenie całej uwagi rządów, one tymczasem tracą czas na obmyślanie nowych form kapeluszów stosowanych i ilości guzików na liberii urzędowej, i na wynajdywanie nowych rubryk w swoich wykazach statystycznych i nowych form stylu urzędowego.

 

            Nie trzeba koniecznie być zwolennikiem teorii politycznej, mówiącej o istnieniu państwa jedynie dla interesów możnych tego świata i dla obrony ich stanu posiadania, dla obrony kapitałów i biurokracji, aby czuć i stwierdzać na każdym kroku, że państwo ma szlachetne cele, ale do spełnienia tych celów ma złe sługi, nie umiejące chodzić koło swego zadania (…).

 

Zadaniem dzisiejszego państwa powinno być szukanie coraz to nowych sił i środków do urzeczywistnienia swoich szczytnych zadań; trudno nie widzieć, jak traci ono siły i znaczenie przez spokojne spoglądanie, jak ludność nienawidzi sługi i narzędzia rządów.

 

Dążyć do usunięcia biurokracji, to nie znaczy negować istnienie państwa, Ono jest, było i pozostanie czynnikiem kultury i dobrobytu nieobliczalnej doniosłości i trzeba być barbarzyńcą, aby szukać uszczęśliwiania ludzkości w zupełnym uchyleniu wpływu państwa, nawet i w tych dziedzinach życia, w których ono jest niezbędnym. Również nikt nie zaprzeczy, że do osiągnięcia rozlicznych zadań państwa potrzeba środków i to tym większych, im sztuczniej i intensywniej rozwijać się będzie dzisiejsze życie społeczne, i że środków tych musi dostarczyć nie kto inny, jak tylko ludność, ale z drugiej strony słusznym jest żądanie i dążenie, aby usunąć wszelkie przykrości i uciążliwości, których występowanie dla objawów władzy i działań państwa nie jest niezbędnym, a to tym bardziej, jeżeli nawet nie dotyczą celu i treści, lecz samej tylko formy i środków. Każdy ma prawo żądać, aby maszyna władzy państwowej nie młóciła gołej słomy, lecz aby przysparzała społeczeństwu ziarna realnych korzyści, materialnych i moralnych.

 

Na pytanie, kto ma walczyć z biurokracją i kto ma pracować nad usunięciem jej, odpowiedź łatwa: wszyscy, komu ona szkodzi i komu dobro ludzkości leży na sercu, a więc, przede wszystkim – państwo, samo społeczeństwo, wybitne jednostki, prasa i nauka.

 

Zadaniem państwa powinno być usuwanie wszystkiego, co wywołuje przerost objawów władzy ponad miarę rzeczywistej potrzeby, i co mnoży ciężar materialny ludności na utrzymanie narzędzi tej władzy, a nadto łagodzenie drażniącej i dokuczliwej formy stosunków między rządem i społeczeństwem.

 

Stać się to może łatwo przez jak najdalej idące uproszczenie materialnego i formalnego prawa, które stało się dziś wyłącznym skarbem mądrości pojedynczych jednostek, zamiast być szeroką i ogólną wiedzą podstaw życia człowieka w społeczności państwowej, tak dla niego przystępną, jak dlań są odwieczne prawa przyrody napotykane w codziennym życiu.

 

Dalszym zadaniem państwa powinno być zerwanie z dotychczasową manią komplikowania do nieskończoności budowy maszyny administracyjnej, do czego posłużyć powinno przeświadczenie, że im bardziej różnolite kształty i objawy przybiera dzisiejsze życie społeczne, tym bardziej proste i jednolite powinny być urządzenia steru, który tym życiem ma kierować i tym mniej zakrętów, wzniesień i spadków winna mieć droga, po której błyskawiczny pociąg postępu i kultury pędzi świat do wymarzonej doskonałości. Czy dzisiejsze kolosy lokomotyw pośpiesznych, owe arcydzieła genialnej inwencji ducha ludzkiego, mogłyby toczyć się bezpiecznie po kręconej i pełnej nierówności linii kolejowej? Najprostsza zasada wszelkiej techniki nakazuje, aby dla ruchu szybkiego, jeżeli ma się odbywać bezpiecznie, tworzyć drogi proste i równe; tylko życie publiczne ma mieć według fałszywych pojęć biurokracji wyjątkowe prawa i dlatego na drodze życia dzisiejszych państw zdarzać się muszą coraz częstsze katastrofy.

 

Równocześnie z uproszczeniem maszyny administracyjnej powinno iść dostarczenie jej takiej obsługi, która by uważała się za coś lepszego, aniżeli zimne bezmyślne części martwego mechanizmu, a zarazem umiała się przejąć duchem i celem ruchu każdej części składowej, aby z połączenia wszystkich działań organizmu powstała zgodna harmonia. Rozumny maszynista wstrzymuje i oczyszcza maszynę, skoro usłyszy, że w jej wnętrzu coś zgrzyta i trzeszczy, aby usunąć powód błędnego funkcjonowania maszyny i uchronić ją od zupełnego zepsucia, kto tej ostrożności nie zachowuje niech się potem nie dziwi, że robota idzie na marne.

 

Państwo więc starać się powinno o dobór urzędników i o ich należyte wyposażenie w środki działania moralnej i materialnej natury (…).

 

Stan ten powinien pociągać nie tyle łatwym zdobyciem chleba, ile pracą ponętną, bo prowadzącą do zdobycia prawdziwych zasług, dalej zupełną niezawisłością materialną, swobodą przekonań poza biurem i nie powinien odstraszać najlepszych sił, które jedynie dla niezawisłych przekonań zawodowi urzędniczemu poświęcić się mogą.

 

W tym celu przystęp do urzędu powinien być dla wszystkich jednakowo otwarty, bo zdolności rządzenia drugimi nie dzielą się ani podług wyznania, ani podług przypadkowego stanowiska społecznego, lecz zależą wyłącznie od wykształcenia, zdolności i uczciwości, a więc od rzeczy nie podlegających ani monopolom, ani przywilejom ochronnym (…).

 

Dostęp na posady wyższe, dające szerszy zakres działania i wydatniejsze wynagrodzenie, powinien opierać się nie na widzimisię i uprzedzeniach przełożonych lub na względach majątkowych lub towarzyskich, lecz winien następować w drodze rzeczywistych zasług, doświadczenia i zdolności, ku czemu służyć powinna zasada konkursów publicznych, umożliwiających każdemu ubieganie się o nagrodę jego wartości. Protekcjonizm i biurokracja – to rodzeństwo, które się wspiera wzajemnie, to pokrewne chwasty i pasożyty na ciele społeczeństwa; powinno się je plewić równocześnie i skrzętnie, jeżeli rola społeczna ma rodzić zdrowe ziarno postępu (…).

 

Urzędnikowi należy zabezpieczyć byt taki, aby wobec innych warstw społecznych nie miał powodu uważać się za pariasa, za niewolnika w jarzmie państwowym, który ma odmierzoną porcję, poza którą nie śmie wychodzić jego apetyt i dążenie. Należy z jednej strony dążyć do zmniejszenia armii ludzi żyjących w więzach ograniczonego budżetu rocznego, nie znoszącego żadnych nieprzewidzianych wydatków i nie pozwalających na żadne rozszerzenie choćby najwytrwalszą pilnością i pomysłowością, a z drugiej strony należy tym, którzy w zawodzie urzędniczym pozostaną, zapewnić zupełną niezależność materialną, a przy tym dać im swobodę przysparzania sobie dochodów w sposób uczciwy, nie kolidujący z obowiązkami urzędu. Niech urzędnik bierze czynny udział w życiu gospodarczym swojego kraju i społeczeństwa, niech poznaje trudności, na jakie napotykać musi prywatna jednostka w walce o chleb powszedni, niech widzi sam na swojej skórze skutki wadliwego ustawodawstwa w dziedzinie stosunków ekonomicznych i wpływ wadliwego funkcjonowania administracji, a wówczas potrafi być wzorowym regulatorem teorii i formy w zakresie swoich obowiązków, wówczas potrafi po mistrzowsku zastosowywać wymogi suchego prawa do drgających życiem organicznym stosunków oddanego mu świata (…).

 

Dalszym środkiem przeciw biurokracji jest unikanie takiego niepotrzebnego ścieśniania zakresu działań urzędnika, jakie dziś przeważnie ma miejsce. Winno temu przesadne zhierarchizowanie urzędów, przesadne zagmatwanie toku instancji w najdrobniejszych nawet sprawach przez odebranie urzędnikom prawa decyzji i zniewolenie ich do zasięganie zezwolenia w drobnostkach od kilku wyższych instancji po kolei. Obywatel państwa, pominąwszy, że cierpi dotkliwie przez zwłokę każdej bagatelnej sprawy, nadto widząc, że władza, którą ma nad sobą, nie ma właściwie żadnego znaczenia i że każdy najmniej ważny krok musi żądać upoważnienia w drodze bezużytecznej pisaniny, traci do tej władzy zaufanie i szacunek. Urzędnik przydzielony do działania w takim bezsilnym, udającym władzę urzędzie, tak się przyzwyczaja do braku wszelkiej swobody i samodzielnej inicjatywy, ze sam objąwszy z czasem stanowisko decydujące i wpływowe, nie umie już znaleźć w sobie odwagi i ducha do działanie według wrodzonych, a nie wykształconych praktyką zasad sumienia i swej najlepszej wiedzy. Centralizacja administracji jest rzeczą w niektórych tylko wyjątkowych wypadkach potrzebną, ale jest zawsze rzeczą niebezpieczną, bo często chcąc w zasadzie ześrodkować w jednym ręku najważniejsze główne zadania władzy, jak uczy doświadczenie, samym rozmachem tego prądu dośrodkowego porywa z ważnymi rzeczami także i błahostki nic nie znaczące, którymi obarcza władzę centralną i na których utrudzeniu cierpi życie publiczne w pierwotnych swoich elementach tak, że szkoda stąd wynikająca przewyższa nieraz korzyści płynące z zabezpieczenia spraw przekazanych wyższym instancjom do decyzji. Nie należy bowiem zapominać, że suma tych poprzednich codziennych spraw daje w rezultacie także poważną wartość społecznych interesów (…).

 

Jeżeli cały stan urzędniczy w pewnym państwie ma być wolnym od wady biurokracji, to przede wszystkim wymagać trzeba, aby nie byli biurokratami naczelni kierownicy, a więc szefowie naczelnych władz państwa. Ci muszą być mężami stanu, mężami nauki i głębokiej teoretycznej i praktycznej wiedzy. Jeżeli ich szeroki z powołania horyzont, zaciemniony jest mgłą biurokratycznych nawyknień, to nie można żądać, aby z naczelnego miejsca padało światło dobrego przykładu na działalność i zachowanie się urzędów wobec życia i społeczeństwa. Ministrów musi rodzić opinia ogółu obywateli, wskazująca panującemu przy wyborze doradców na ich wybitne zdolności, lecz nie powinna ich rodzić duszna atmosfera kancelaryjnej rutyny i choćby mrówczej papierowej pilności. Inaczej nie można się spodziewać, aby w miejsce dzisiejszego rządu biurokracji, nastąpił rząd zasad i ideałów politycznej myśli, który nie znając tajników szablonu i utartych ścieżek zdołałby wyplewić ten chwast bujający swobodnie na polu życia państwowego. Rutynę, jeżeli już o nią koniecznie chodzi, niech mają podwładni doradcy ministra, na których wieloletnim doświadczeniu mógłby w danym razie z zaufaniem się oprzeć, on sam niech będzie tym źródłem życia politycznego państwa, które ożywiać powinno zerwane niestety węzły życzliwości i sympatii, jakiej narody domagają się dziś od swoich rządów (…).

 

            Dalszym warunkiem do usunięcia biurokracji powinna być dążność, aby każdy reprezentant jakiegokolwiek urzędu i władzy czuł się cząstką organiczną tego społeczeństwa, wśród którego został postawiony, obowiązaną do współdziałania dla dobra ogólnego zupełnie tak samo jak każdy inny obywatel państwa. Jemu nie wolno stać na jakimś sztucznym piedestale powagi, jakiejś fałszywej wyższości, nie wolno mu przyoblekać się w nienaturalną powagę; nie będzie to mieć miejsca wówczas, kiedy urzędnik będzie obowiązany czuć się synem tej ziemi, na której pełni swe obowiązki, i jeżeli będzie mu wolno widzieć interes pierwszorzędny w rozwoju kultury i dobrobytu swoich współobywateli. Jak długo będzie mu wolno zachowywać się wśród swego otoczenia jak w kraju co dopiero zawojowanym, tak długo będzie biurokracja mieć w nim najlepszego obrońcę i najgorliwszego pioniera (…).

 

            Urzędnik, który nie chce być narzędziem biurokracji, winien znać życie, ludzi, stosunki i obok znajomości prawideł prawnych winien mieć pewne wyobrażenie o technicznej stronie przynajmniej najważniejszych zawodów zarobkowych, z którymi przychodzi mu się spotykać w jego zakresie działania (…).

 

            W zakresie wewnętrznych urządzeń i działania władz unikać należy bezpotrzebnej pisaniny, która zabiera czas potrzebny na inne ważniejsze czynności. Jedną z przyczyn mnożących dzisiejszą manię pisania biurowego jest przesadne ujmowanie wszystkiego w formę wykazów statystycznych, które znów wymagają osobnych dla siebie wykazów. Statystyka jest bezsprzecznie ważnym działem administracji, ale chybia ona w zupełności swego celu, jeżeli pracuje się nad nią kosztem najżywotniejszych realnych zadań rządowych (…).

 

Ponad to wszystko najważniejszym warunkiem uchronienia się od biurokracji powinno być ścisłe przestrzeganie zasadniczych ustaw konstytucyjnych przez wszystkie urzędy i przez każdego urzędnika z osobna. Nie znaczy to, aby już sama forma rządów konstytucyjnych usuwała sama przez się możliwość biurokracji, widzimy bowiem, że panuje ona także i w krajach rządzonych konstytucyjnie i autonomicznie, lecz przestrzegając ściśle zasad konstytucji odejmuje rząd najczęstszą sposobność do wzmagania się pasożytu biurokracji, której wpływ rośnie równocześnie z osłabieniem podstawy prawnej działania, zarazem odbiera się ludności powód do najczęstszych zażaleń, skarg i niezadowolenia. Nikt nie zaprzeczy przecież, że żądanie lub zakaz pewien, sprzeciwiający się zasadniczej ustawie, nie może utrzymać się na dłuższy czas, lecz musi w końcu ulec silniejszemu poczuciu słuszności i przynieść wstyd i kompromitację dotyczącą władzy. Historia konstytucji państw nowożytnych uczy zresztą dokładnie, że poczucie słuszności i prawa zasadniczych przywilejów wolnej ludzkości wywalczają sobie z czasem uznanie i byt mimo nieprzychylnego usiłowania przeciwnej takim wolnościowym reformom biurokracji i dziś nikomu nie przyjdzie na myśl sprzeczać się o rzeczy, które do niedawna uważane były za niedoścignione marzenia i fantastyczne mrzonki (s. 351-374).

 

W zwalczaniu biurokracji, obok zadań państwa, aktywne powinno być – pisze Józef Olszewski – samo społeczeństwo: Nasuwa się teraz z kolei pytanie, jak się ma zachować wobec biurokracji samo społeczeństwo, którego cały byt i rozwój cierpi na każdym kroku z winy tej odwiecznej choroby.

 

            W idealnym składzie rzeczy odpowiedź na to pytanie winna by się mieścić dokładnie w tym wszystkim, co wyżej przytoczono jako obowiązek współdziałania państwa nad wytępieniem biurokracji, państwo bowiem z natury swego celu i swego powołania winno być synonimem pojęcia społeczeństwa, powinno być jego dusza, jego rozumem i jego wolą.

 

            Państwu biurokratycznemu właśnie wskutek tej jego wady trzeba na razie prawa reprezentowania pełni interesów społeczeństwa i dlatego zadanie tego ostatniego w walce przeciw biurokracji trzeba traktować z odmiennego stanowiska.

 

            Tymi samymi drogami, jakimi ludzkość zdobywała i zdobywa jeszcze dziś codzienne reformy społeczne i kulturalne, tymi samymi środkami winna domagać się i dążyć do uwolnienia jej od więzów biurokracji, musi jednak działać ze świadomością celu i dróg do niego wiodących i nie wahać się w śmiałym przyłożeniu lancetu do tej zgangrenowanej rany.

 

            Czynniki, które stanowią każdoczesny wyraz woli ludności, a więc parlamenty, sejmy itd. nie powinny tak jak dziś z lekkim sercem i ukontentowaniem wotować za ciągłym mnożeniem urzędów i urzędników, którego można by śmiało uniknąć przez zdjęcie połowy ciężaru bezmyślnej dzisiejszej ich pracy, lecz wypadałoby im wystąpić z taką samą energią, jakiej dowody dają wówczas, kiedy chodzi o najdrobniejsze zdobycze w stosunkach narodowościowych i żądać zupełnej zmiany materii i formy urzędów w takim kierunku, aby zacząwszy od najniższych, a skończywszy na najwyższych, odpowiadały najściślejszej potrzebie, aby przyjęcie jednego funkcjonariusza ponad tę potrzebę uważanym było na równi z defraudacją grosza publicznego i na równi z nadużyciem traktowane. Równocześnie powinno się żądać, aby urządzenie władz, ich sposób załatwiania spraw, styl, ujęte były w jak najprostsze formy tak, aby forma stosowała się do treści, ale nie jak dziś jest, odwrotnie. Są to rzeczy nie tak trudne, choć w rozumieniu biurokraty uchodzić mogą za niedoścignione mrzonki, potrzeba tylko szczerej woli i prawdziwej chęci poprawy.

 

            Poza tą zasadniczą drogą reformy powinno społeczeństwo używać na razie w całej dozwolonej rozciągłości środków prawnej obrony i drogi zażaleń do władz wyższych na podwładne, a przed ciałami reprezentacyjnymi, powołanymi do kontroli żalić się w danym razie na wyższe władze wykonawcze. Czemu przypisać, że w państwach o niebiurokratycznym urządzeniu władz panuje tak przyzwoity ton ich w odniesieniach się do obywateli jak np. Anglii, Belgii, Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych itd. Oto tej prostej okoliczności, że tamtejsi obywatele innego traktowania i innego postępowania wprost nie znieśliby. Jeżeli każdy, kogo dotknie ostry, lekceważący ton ze strony urzędu, czyja sprawa bezpotrzebnie ze szkodą jego interesów ulega zwłoce, lub na czyją niezależność lub wolność obywatelską uczyniono niesłuszny zamach, nie wahał się użyć wszelkich prawnych środków obrony, aż do wywalczenia w najwyższej instancji odpowiedniego zadośćuczynienia, wówczas musiałaby nastąpić gruntowna zmiana dzisiejszych anormalnych stosunków i większe rachowanie się urzędów z prawami obywateli. Prawda, że droga ta nie usłana na różach, ale przykrości, których przyszłoby doznać w tej walce o słuszność stoją w takim samym stosunku do korzyści, jaką energiczna obrona pociągnęłaby dla dobra ogółu i obowiązkiem każdego obywatela powinno być złożyć tę ofiarę na ołtarzu dobra publicznego.

 

            Odwieczna to prawda, że społeczeństwo doznaje takiego traktowania, na jakie zasługuje, jeżeli się nie broni i poddaje pokornie głowę pod chłostę i dokuczliwe nękanie ze strony biurokratycznych zachcianek, to nie zasługuje na inny los (…).

 

              Najlepszym też dowodem, jak społeczeństwo poddało się w zupełności w niewolę biurokracji jest okoliczność, że w szeregu reform, jakich domagają się reprezentacje ludowe i ich kierownicy od wielu lat nie podniesiono dość skutecznie potrzeby zorganizowania lepszej, aniżeli dotychczasowa, obrony prawnej w dziedzinie administracji publicznej (…).

 

            Coraz jaskrawsze nadużycia fiskalizmu dzisiejszego i coraz głośniejsze skargi na ucisk podatkowy niczym lepiej nie dadzą się wytłumaczyć jak tym, że obywatela państwa nie ma kto dziś bronić przed bezprawiem fiskalnym; do tego trzeba być lepiej „kutym” w paragrafach wiedzy podatkowej jak najtęższy urzędowy fiskalista, a takich obrońców gdzie dziś szukać?

 

            Idea wolnej asocjacji to jedna z najpotężniejszych broni przeciw potędze biurokracji. Dążność do łączenia się w wolne stowarzyszenia polityczne i gospodarcze to najlepszy środek do uchylenia zamachów biurokracji na swobodę obywatelską i do wykorzenienia ospałości, szlendrianu i bezproduktywności urzędów.

 

             Tam, gdzie jednostka pozostawiona samej sobie musiałaby dla dopięcia przedsięwziętego interesu politycznego lub gospodarczego udawać się o pomoc do władzy rządowej i zetknąć się tutaj z działaniem biurokracji, tam w wielu wypadkach stowarzyszenie asocjacyjne dla pewnej kategorii spraw zastąpić potrafi skutecznie ingerencję państwa i pozwoli uniknąć możliwych i przykrych starć z objawami biurokracji. Najlepszą też drogą do osłabienia i do wytępienia biurokracji, to staranie usilne, aby obchodzić się ile możności w ramach obowiązujących ustaw bez ingerencji państwa, a przede wszystkim pozbywanie się dotychczasowego zwyczaju rachowania we wszystkim na pomoc państwa i jego urzędników.

 

            Im swobodniej zorganizowane są stowarzyszenia wolne, im więcej starają się czerpać siły do spełnienia swoich zadań ze swego własnego zapasu sił materialnych i intelektualnych, tym mniej przyjdzie im walczyć z apatią lub z ujarzmieniem w karby form i szablonu biurokratycznego.

 

            Widok licznych, inicjatywą prywatną zbudowanych i kwitnących przedsiębiorstw, musi wzbudzać po stronie biurokracji szacunek i utrwalać w niej przekonanie, że nie ona tylko ma monopol na uszczęśliwianie narodów. Życie wolnych stowarzyszeń politycznych i ekonomicznych jest najlepszą szkołą dla obywateli do wyrobienia sobie samodzielnej myśli i praktyki stosunków administracyjnych, bez brania sobie przykładów z organizacji i działalności władz i urzędów państwowych; stąd przychodzi umiejętność rządzenia się sobą i liczenia na swe własne siły (…).

 

            Wszystkie powyższe uwagi streścić się dadzą w krótką zasadniczą myśl, że duch obywatelski zdrowy etycznie, społecznie i ekonomicznie, to najcięższy wróg i najlepsza broń przeciw biurokracji (s. 374-384).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s