Walerian Baranowski Wielka tajemnica psychiki narodu polskiego

Zachętą do lektury książki Wielka tajemnica psychiki narodu polskiego ks. Waleriana Baranowskiego, wydanej w Poznaniu w 1936 roku, powinien być już następujący cytat: Gdyby ustrój państwowy polski był zabezpieczył hegemonię dzielnic zachodnich, to możemy śmiało zaryzykować pogląd, że Polską nie rządziłoby szczęście i przypadek, ale rozum i silna ręka.

 

Punktem wyjścia rozważań ks. Baranowskiego w Wielkiej tajemnicy psychiki narodu polskiego są obawy o stan Rzeczpospolitej i poszukiwanie przyczyn niepokojącego rozwoju stosunków w kraju w konkretnej rzeczywistości psychiki narodowej: Społeczeństwo polskie w pierwszych latach odzyskanej niepodległości było całkowicie pochłonięte ustalaniem granic państwa, organizowaniem wojska, administracji i w ogóle całej maszyny państwowej. Opinia ogółu była głęboko przeświadczona, że z chwilą odzyskania dostępu do morza, wywalczenia niezbędnych dla narodu granic, odzyskania Górnego Śląska, uchwalenia Konstytucji życie polskie potoczy się po równej, gładkiej drodze. Wszystkie powyższe zagadnienia zostały rozwiązane zgodnie z najżywotniejszymi interesami narodu. (…) Dalszy jednak rozwój stosunków i wypadków w kraju coraz jaskrawiej i drastyczniej wskazywał, że same elementy statyczne w budowie państwa są niewystarczające. Straszliwe upiory słabości rządu, warcholstwa, prywaty, dowody nieporadności zbiorowej, które spowodowały katastrofę upadku politycznego Polski, ukazując się coraz częściej na powierzchni życia powojennego kazały świadomości i sumieniu narodowemu wiązać je z dynamiką i właściwościami naszej psychiki zbiorowej. Budzi się więc w samopoczuciu społecznym niepokój i trwoga, które zmuszają do gorączkowego poszukiwania istotnych przyczyn tego smutnego, zatrważającego stanu rzeczy (s. 4-5).

 

W poszukiwaniu biopsychicznej prawdy historycznej Polski ks. Baranowski w erudycyjny sposób omawia różne pojęcia, teorie i sądy poprzedników dotyczące psychiki narodowej oraz kreśli linie rozwoju samokrytycyzmu narodowego w Polsce (niestety nie ma tu miejsca na omówienie tych wielce interesujących, acz skomplikowanych zagadnień), dochodząc do wniosku, iż żadne teorie papierowe: psychologiczne i socjologiczne, ani subtelne wywody historiozoficzne, ani mistyka rasowa nie rozwiązują naprawdę psychicznej rzeczywistości (s. 179).

 

Zafascynowany „księgą” żywej psychiki narodu, będąc świadkiem najważniejszych wydarzeń historycznych naszego państwa od chwili jego iście cudownego powstania w 1918 r., wyraża opinię, iż znajomość prawdy psychicznej Polski można było czerpać w całej pełni nie z przesłanek abstrakcyjnych spekulacji, lecz żywego nurtu falującej nieustannie dynamiki duchowej całego społeczeństwa. Była to prawdziwa i niewyczerpana kopalnia faktów psychicznych, koniecznych do budowy prawdziwej syntezy o istocie i właściwościach biopsychicznych swego narodu. W ten sposób ustala własną drogę i metodę badania żywej psychiki jednostki i społeczeństwa: wybrałem następującą zasadę, która była dla mnie probierzem i kryterium w tych długich i żmudnych dociekaniach. A mianowicie: co właściwie ułatwia lub utrudnia danej jednostce nie tylko jej indywidualny rozwój, ale też i właściwe przystosowanie się do danego otoczenia lub danej sytuacji oraz konieczną twórczość duchową i organizacyjną?

 

Dlaczego? Oto samo życie narzucało tę metodę badań. Jakże często spotykamy ludzi o niepospolitej inteligencji, wiedzy, dużym doświadczeniu życiowym, energicznych, szlachetnych i uczciwych, a jednak z chwilą powierzenia im jakiegoś stanowiska lub warsztatu pracy, wykazują oni niezrozumiałą nieudolność, a nawet często niedołęstwo w wykonywaniu powierzonych sobie czynności. Nie chodzi tu już o tzw. polityków, ale fachowców w jakiejkolwiek dziedzinie życia.

 

Oto kierownik zakładu naukowego posiada najlepsze dyplomy zawodowe; sama uczelnia niżej krytyki, inżynier-agronom pisuje świetne artykuły fachowe do prasy; własna gospodarka na folwarku – pożal się Boże! Niepospolity ekonomista znakomicie uzasadnia nielogiczność państwowej polityki gospodarczej. Kiedy zaś poruczone mu zostaje kierownictwo nawą państwową, nie odnosi wawrzyńców w dziedzinie polityki organizacyjno-ekonomicznej.

 

I tak na każdym kroku zachodzi podobna dysproporcja psychologiczna. Jasnym jest, że przyczyna tego zjawiska nie ma nic wspólnego ani z moralnością, ani z kulturą. Ma ona podłoże wybitnie subiektywno-psychologiczne, które jest organicznie związane z biopsychiczną typowością danej jednostki.

 

W tych wypadkach powyższa zasada metodyczna okazała się jedynie słuszną i właściwą. Ustrzegła ona od błędów psychologicznych i socjologicznych XIX wieku oraz od złudzeń mistyki rasowej, jak i pomyłek antropologicznych (s. 178-180).

 

Jaki jest rezultat dociekań i obserwacji twórcy Wielkiej tajemnicy psychiki narodu polskiego? Oddajmy głos samemu autorowi: Otóż, jeżeli chodzi o ogólną konkluzję syntetyczną mych badań co do warunków psychicznych w Polsce, to pokrywa się ona w wielu razach z poglądami polskich antropologów. Trzeba raz wreszcie powiedzieć, że nie może być najmniejszej mowy o jednym typie biopsychicznym dla całego narodu. O ile typowość kulturalno-historyczna jest faktem socjologicznie organicznie skrystalizowanym, o tyle typowość biopsychiczna jego stanowi prawdziwą mozaikę duchową.

 

Psychofizyczna struktura polskiego społeczeństwa jest wysoce skomplikowaną i zróżnicowaną. Tkwią w niej wielkie skarby biologiczne, do dziś dnia jeszcze niewyzyskane, które znajdują się w stanie potencjonalnym.

 

Moja metoda badań zjawisk psychicznych zredukowała całą tę antropologiczną mozaikę do trzech zasadniczych form typowości biopsychicznej (…) Jakże tedy zarysowuje się wrodzona typowość biopsychiczna Polski? Według mego schematu cech typowych wypada ona w sposób następujący:

 

Typ I, refleksyjno-emocjonalny.

Inteligencja: samorzutna, obiektywna, praktyczna, analityczna.

Uzdolnienia: wiedza ścisła, filozoficzna, techniczna, ekonomiczna, społeczna, zdolności organizacyjne.

            Temperament: powolny, głęboki i mniej wrażliwy na podniety zmysłowe.

            Instynkty społeczne: silne, o podłożu refleksyjnym.

Dynamika woli, uczucia i intelektu: powolna, silna i głęboka, wytrwała w zainteresowaniach i upodobaniach oraz w dążeniu do celu; wrażliwa na bodźce kulturalne i wychowawcze.

Podmiot jest wybitnie uwrażliwiony na motywy refleksyjne.

 

Typ II, emocjonalno-refleksyjny.

Inteligencja: bierna, subiektywna, syntetyczna, teoretyczna.

Uzdolnienia: literackie, artystyczne, humanistyczne, oratorskie.

            Temperament: pobudliwy i wrażliwy, zmysłowy.

            Instynkty społeczne: słabe, o podłożu emocjonalnym.

Dynamika intelektu, uczucia i woli: wybuchowa, ale nie trwała, zmienna w upodobaniach i zainteresowaniach, chwiejna i niezdecydowana w dążeniu do nakreślonego celu; słabsza wrażliwość na podniety kulturalne. Wymaga przymusu zewnętrznego.

Podmiot typu drugiego jest wybitnie uwrażliwiony na bodźce emocjonalne.

 

Typ III, harmonijny.

Tworzy on mniej lub więcej harmonijną syntezę pierwiastków refleksyjnych i emocjonalnych. Jeżeli chodzi o poszczególne cechy typowe, to mogą przeważać te lub inne, nie naruszając powyższej harmonii psychicznej.

 

Musimy pamiętać również, że typowość uzdolnień i inteligencji nie jest automatycznie uzależniona od typowości emocjonalnej. Bogate uczucie może się łączyć z geniuszem ścisłej wiedzy, jak również niepospolita refleksja z genialnym talentem artystycznym. Rozmaitość i różnorodność form dynamiki duchowej idzie w nieskończoność, ale się nie wyłamuje z pod powszechnego prawa typowości. Tak się przedstawia żywa psychika polskiego społeczeństwa, jeżeli chodzi o jego typowe formy przystosowania się i twórczości duchowej (s. 180-182).

Jak zauważył ks. Baranowski, jego poglądy na typowość polskiej psychiki narodowej w swych głównych zarysach harmonizują z poglądami Bronisława Chlebowskiego, który przedstawił podobną klasyfikację, z tym, że uznawał on ogólną typowość psychiki dla całego narodu oraz swoistą zmienność historyczną tejże psychiki. Dla Chlebowskiego typ I był właściwy całemu narodowi do XVI wieku włącznie, typ II znamionował epokę saską i porozbiorową do drugiej połowy XIX wieku, potem – jego zdaniem – wytworzył się typ harmonijny wspólny całemu polskiemu społeczeństwu. Chlebowski wzajemny wpływ dwóch pierwiastków psychicznych: refleksyjnego i emocjonalnego widział w twórczości duchowej. Autor Wielkiej tajemnicy psychiki narodu polskiego wychodzi z założenia, iż wszystkie trzy typy biopsychiczne są i dziś właściwe całemu narodowi, występują obok siebie, z różnym nasileniem, w zależności od regionu Polski i obejmują także sfery: intelektualną, instynktów społecznych oraz dynamiki życiowej. Chodzi mu przede wszystkim o ustalenie, który z tych 3 typów jest typem przeciętnym współczesnej Polski? (s. 183).

 

Ks. Baranowski  twierdzi, iż według jego badań typ harmonijny jest w znacznej mniejszości i dlatego nie może być uważany jako typ przeciętny psychiki polskiej XX wieku. Pozostają więc – konstatuje – dwa pierwsze. Zdawałoby się zatem, że jesteśmy pozbawieni typowości biopsychicznej i tworzymy jakąś bezbarwną i niewyraźną mieszaninę duchową, ponieważ oba typy stanowią jakoby dawno przebrzmiałą reminiscencję psycho-historyczną. Dla mnie są one i dziś realną, żywą prawdą polskiej psychiki. A więc, który z nich jest typem przeciętnym współczesnej Polski? Oba (tamże).

 

Dla Baranowskiego to pozorny paradoks psychiczny, nie traktuje bowiem całego środowiska społecznego jako jednolitego typu psychofizycznego, wychodzi z innego punktu widzenia: uznaje dwutypowość psychiczną Polski. Świadomość tej prawdy psychicznej – twierdzi – już od dawna tkwiła w naszym społeczeństwie. Przyjmowała jedynie rozmaite formy, zależne od rozwoju polskiego samokrytycyzmu i nauki. (…) Dwutypowość biopsychiczna była już właściwa Polsce Piastowskiej i do dziś dnia jest organicznym zjawiskiem psychiki narodowej, która w swoisty sposób zaciążyła na losach naszego państwa i naszej kultury (s. 184).

 

Tę dwutypowość biopsychiczną Baranowski rozumie regionalnie i utożsamia z grubsza z psychiką wschodnią i psychiką zachodnią. Podaje przy tym wiele przykładów z literatury i piśmiennictwa naukowego pojmowania owych dwu psychik, np.: O krzyżowaniu się wpływów psychiki wschodniej i zachodniej na terenie Polski mówi też i Wł. Jabłonowski [Dwie kultury, 1913 r.]. Zazwyczaj powyższe zagadnienie jest ujmowane na płaszczyźnie kulturalnej. W tym wypadku autor bada je w „przekroju” zjawisk psychicznych. W życiu duchowym naszego narodu wyczuwa się bowiem „dwa prądy”, czyli dwa odmienne „sposoby odczuwania i myślenia”. Jeden z nich tchnie „wschodem”, drugi „zachodem”.

 

Psychikę zachodnią cechuje bogata umysłowość, nieomylny zmysł rzeczywistości, kojarzący „nieokiełznane marzenia” romantyzmu z chłodnym wyrachowaniem „osiwiałej” praktyczności życiowej oraz wybitne instynkty społeczne. Z tego duchowego źródła płynie jej optymizm.

 

Psychice wschodniej brak powyższych właściwości duchowych. Stąd wynika jej słabość społeczna i pesymizm, które wytwarzają w życiu zbiorowym narodu „źle pachnące zapachy”. Wł. Jabłonowski pisze, że i nam nie brakuje „dusz uwstecznionych”, które się lubują instynktownie w tych zapachach. Radzi im z całego serca, by jak najprędzej poddali się wpływom wychowawczym zachodu, chociażby wbrew swym naturalnym „chęciom i temperamentowi”. Od tego zależy przede wszystkim w pierwszym rzędzie „wzmocnienie podstaw naszego istnienia zbiorowego” (s. 185).

 

Ks. Baranowski powołuje się także m.in. na Stanisława Brzozowskiego: W XX w. pojęcie wschodu i zachodu coraz bardziej krystalizuje się w świadomości narodowej. Jeden z najwybitniejszych krytyków nowoczesnej Polski St. Brzozowski, który sam pochodzi z jej kresów wschodnich, bez żadnych osłonek pisze o niebezpieczeństwie wschodu dla istnienia i rozwoju naszego narodu. Według niego „wschodnia indywidualność” odznacza się wybitną biernością. Posiada ona bowiem „bardzo małą władzę nad życiem, znosi raczej jego zbiorowy proces, niż świadomie stwarza” (s. 186).

 

Solidaryzując się z wieloma cytowanymi poglądami, autor Wielkiej tajemnicy uważa jednak, iż wszystkie te poglądy (…) odznaczają się piękną symboliką słowną, która wiele mówi, ale jeszcze więcej nie domawia… Jakby jakiś lęk lub obawa powstrzymywała badawczą myśl polską przed spojrzeniem własnej prawdzie biopsychicznej w oczy. Musimy jednak za wszelką cenę zorientować się jak najdokładniej i jak najszczegółowiej w tych „złożach psychicznych” polskiego wschodu i zachodu, które są wieczna i aktualną tajemnicą życia zbiorowego narodu (s. 187).

 

Ks. Baranowski w Wielkiej tajemnicy psychiki narodu polskiego skupia się na badaniu biopsychicznej typowości polskiej, przyjmując psychologiczny regionalizm. W poszukiwaniu dowodów tego regionalizmu analizuje fakty historyczne i kulturalne naszego narodu w ten sposób, by znaleźć ich wewnętrzną łączność z biopsychiczną typowością historycznego społeczeństwa, wyniki tej analizy porównuje zaś z faktami antropologicznymi, sprawdzając, w czym z sobą harmonizują, a czym się różnią. Przypomina jednocześnie, iż jest to droga trudna, bowiem nikt w Polsce nie badał zjawisk regionalizmu psychologicznego na płaszczyźnie historycznej i kulturalnej. Tendencje do „ujednolicenia” psychiki narodowej stłumiły wszelkie tendencje regionalne (s. 189-190).

 

Analizując setki materiałów historycznych i kulturalnych dochodzi do wniosku, że historycznym środowiskiem typu refleksyjno-emocjonalnego są ziemie polskiego zachodu – Wielkopolska. Twierdzi, iż odmienność typowa środowiska zachodniego zarysowuje się już u zarania polskiej państwowości, a dawny typ polski zachodni ulega przeobrażeniu w XIX stuleciu. „Nowoczesna” psychika polskiego zachodu „razi” wielu Polaków ze wschodnich i południowych dzielnic. Jest to zjawisko niezwykle typowe i charakterystyczne dla współczesnych stosunków naszego państwa (s. 207).

 

Obserwacja stosunków społecznych i obyczajowości na terenach zachodnich Polski dowodzi, zdaniem ks. Baranowskiego, iż „nowy typ” psychiczny razi nie tylko inteligencję, ale i warstwy robotnicze oraz wiejskie, pochodzące z innych dzielnic: Kto tylko odznacza się wybitną typowością emocjonalno-refleksyjną, to nigdy nie potrafi zasymilować się duchowo ze środowiskiem zachodnim (s. 208). Jednostkę o emocjonalno-refleksyjnym uwrażliwieniu razi inny sposób myślenia, czucia i działania zachodniego społeczeństwa.

 

Jeżeli więc z tego punktu widzenia będziemy patrzyli na dzieje Polski – podkreśla autor Wielkiej tajemnicyto zaczynamy rozumieć, z jakiego źródła wypływają sprzeczności psychologiczne, które spotykamy w charakterystyce psychiki polskiej, podanej przez prof. A. Brücknera. Ma ona być chociaż dziedzicznie anarchistyczna, leniwa i nieudolna organizacyjnie, to jednak okazuje się, że plemiona zachodniej Polski miały już z dawien dawna poszanowanie prawa i władzy we krwi, jak również rządność i zdolność do pracy.

Dwa odmienne światy… Dwa odmienne środowiska.

            Kto bardziej czuje się pokrewnym duchowo zachodowi, ten więcej się nim zachwyca i czuje się tu, jak w domu. Kto odczuwa bardziej na modłę wschodu lub południa, dla tego północny zachód jest czymś obcym i odmiennym.

            Wzajemnych przykładów możemy przytoczyć bardzo dużo (s. 215).

 

Za przykład niech posłuży fragment cytowanego przez ks. Baranowskiego pamiętnika Wielkopolanina  Fr. Gajewskiego, pułkownika wojsk napoleońskich i polskich, który na początku XIX w. trafił na naukę z Poznańskiego do Warszawy: Biorąc przeciętnie, to naówczas różnica była rażąca. W Księstwie [Poznańskim] znajdowano większą wygodę materialną, więcej baczności na powierzchowność, inną ogładę w obyczajach, większą znajomość świata, lepsze gospodarstwa, większą zamożność u właścicieli dóbr, jak też i u włościan, przykładniejsze życie duchownych, więcej cywilizacji w miejskim stanie. W Polsce zauważyłem daleko więcej rubaszności, połączonej z dobrodusznością; więcej szczerości i przyjaźni, więcej poświęcenia się, silniejszego ducha polskiego, silniejszej energii (tamże).

 

Takich przykładów zróżnicowania psychicznego, temperamentnego, intelektualnego, instynktów społecznych przytacza ks. Baranowski setki z dzieł historycznych, pamiętnikarskich, literackich, a także z obserwacji życia współczesnego. Wyodrębnienie typów biopsychicznych i wykazanie ich zróżnicowania regionalnego prowadzi go do postawienia dwóch następujących pytań:

  1. dlaczego najbardziej lojalne, uspołecznione i praworządne plemię polskie było w ustawicznej prawie opozycji wobec władz centralnych Polski z chwilą przeniesienia stolicy na jej południe, a potem wschód?
  2. Dlaczego „najdzielniejszy, najpracowitszy i najofiarniejszy” [sąd W. Konopczyńskiego] typ polski z chwilą przeniesienia stolicy do Krakowa usuwa się w cień historyczny i przestaje wywierać wpływ decydujący na rozwój stosunków państwowych i kulturalnych Polski? (s. 325).

 

Szukając odpowiedzi na pierwsze pytanie, przywołuje W. Konopczyńskiego, który przyczyny opozycyjności zachodu dopatruje się w urażonej „ambicji”, która nie może przeboleć utraty decydującego głosu w rządach państwowych oraz w dzielnicowym separatyzmie: „Być kolebką państwową… wznowić własną zasługą Regnum Poloniae”, a potem widzieć stolicę państwa gdzie indziej i słać tam prośby i posły „to los przykry i upokarzający”.

 

Jest w tym wiele słuszności. Jednak przy bliższej analizie zjawisk historycznych – zauważa ks. Baranowski – przyczyn opozycyjności Wielkopolski trzeba szukać nie tyle w motywach emocjonalnych ile refleksyjnych. Wiemy bowiem, że środowisko to nie choruje na przewrażliwioną ambicję. Emocjonalny subiektywizm jest mu daleki.

Dlatego K. Szajnocha jest bliższy obiektywnej prawdy historycznej, kiedy bada „uporczywe zapaśnictwo” między Wielkopolanami a Małopolanami.

 Już Długosza gorszyło wywłaszczenie zachodu z dawnych urzędów i godności. Uważał bowiem Wielkopolan za tych „co pierwszy krok mieli” w budowaniu Polski jako państwa. Nie chodzi jednak o ambicje dzielnicowe.

Rządy małopolskie rozbijały im dawną, silną a zwartą organizację państwową i społeczną. Już statut wiślicki naruszył dawny stan rzeczy. Pakty koszyckie dokonują reszty.

Prof. Konopczyński pisze, że Wielkopolanie zmuszeni są bronić się przed „wdzierającą się gospodarką” Małopolan. To powiedziane jest stanowczo za łagodnie.

Oni bronią się przed demoralizacją i dezorganizacją, jaką Małopolanie wnosili do ich środowiska. Wystarczy zapoznać się z ówczesnymi „metodami” rządzenia małopolskich urzędników, które może były dobre na południu, ale nie na zachodzie, by wyrobić sobie o tym dostateczne wyobrażenie.

Ludność od wieków przyzwyczajona do mądrego, energicznego, stałego wymiaru sprawiedliwości, staje się nagle igraszką w ręku nieudolnych i nieobowiązkowych sędziów (…).

Cóż dziwnego, że w całej Wielkopolsce panuje nie tylko „ponure milczenie” i tęsknota za niedawną a wielką przeszłością, ale również i nastroje opozycyjne.

            Ta walka z panami małopolskimi kończy się z chwilą Unii z Litwą, która ekspansję południową skierowuje na wschód. Nie ratuje to jednak naszego zachodu od dalszych następstw fatalnych, które wypływają już z pomyłek i błędów centralnych władz stołecznych.

            Narastające nastroje opozycyjne znajdują swój wyraz na polach Cerekwicy i Nieszawy.

            Prof. M. Bobrzyński zgorszony jest stanowym egoizmem szlachty wielkopolskiej, która w obliczu niebezpieczeństwa zewnętrznego domaga się od króla swoistych „przywilejów” (…) Oto żąda ona „kodyfikacji praw, puszczonych w niepamięć, uregulowania sądów, usunięcia nadużyć i nieporządków, domagała się, aby urzędnicy stale przebywali i obowiązków swoich pilnowali” (cytat z Dziejów Polski Bobrzyńskiego). Stawia też ona pewne wymagania natury ekonomicznej i politycznej, a przede wszystkim, by król żadnych istniejących praw nie znosił oraz nie wypowiadał wojny bez ich zgody.

            I któż dziś jeszcze nie podpisałby się pod takimi żądaniami „klasowymi” dawnych Wielkopolan? Każde rozumne i praworządne społeczeństwo ma obowiązek do tego dążyć i tego stanowczo wymagać.

            Czyż mamy prawo rościć jakąkolwiek do nich za to pretensję, że Polska „bez władzy, bez rządu, bez ładu”, jak powiada W. Łoziński, nie budzi w nich najmniejszego entuzjazmu, a tylko najwyższy krytycyzm i nieufność całkowicie uzasadnioną?

            My jedynie możemy tylko ubolewać, że nasi ówcześni rodacy zachodni nie potrafili urwać łba hydrze warcholstwa i nieładu i narzucić własnej organizacji całemu krajowi (s. 326-328).

 

Ks. Baranowski toczy dalej swą narrację historyczną, cytując zdania dziejopisów i domagając się rewizji niektórych utartych sądów: Dlaczego historycy muszą wyjaśniać, czemu najbardziej praworządne plemię polskie ma wieczystą „sławę malkontentów i rokoszan” u naszego dworu?

            Jest to bowiem paradoks psychologiczny, sięgający do samej głębi psychiki narodowej.

            Wielki jest czas zaprzestać pisać o „ciasnym legalizmie” Wielkopolski, a jednocześnie zarzucać jej „swawolę rokoszową” (…)

Muszę tylko jedno zaznaczyć – podkreśla autor – że z chwilą, kiedy Polska zaczyna być „rozumnie kierowaną”, to zachodnia opozycja staje się najlojalniejszą i najsilniejszą podporą i fundamentem dla władzy i prawa.

            Dlatego powyższa rewizja pojęć musi być koniecznie przeprowadzona, inaczej Polska nigdy nie potrafi się obronić przed wciąż zmartwychwstającym widmem anarchii społecznej, wschodniego despotyzmu i organizacyjnego niedołęstwa.

            Początek już zrobiony. Prof. A Brückner stwierdził praworządność zachodniopolską we krwi. Prof. W. Konopczyński odkrył nam zachodni „legalizm”. Dalsza ewolucja jeszcze bardziej rozjaśni powyższy paradoks historyczny Polski, dlaczego „najdzielniejsza, najpracowitsza i najofiarniejsza” jej dzielnica zmuszona była do ustawicznej opozycji? (s. 338-339).

 

Na drugie, postawione przez siebie pytanie, dlaczego typ zachodni najbardziej żywotny i państwowotwórczy nie wybił się na powierzchnię życia historycznego i nie wywarł nań swego decydującego wpływu?, Ks. Baranowski odpowiada następująco: Tu główną rolę grają przyczyny natury historyczno-politycznej w ścisłej łączności z warunkami biopsychicznymi poszczególnych środowisk Polski.

 

            Nasi historycy, badając powstanie państwa polskiego, twierdzą, że ze wszystkich plemion słowiańskich jedynie szczep wielkopolski wykazał zdolność do samorzutnego stworzenia organizacji państwowej. Współzawodnikami jego byli tylko Słowianie pomorscy.

            Tymczasem w dalszym rozwoju historycznym narodu „głównym i szczęśliwym rywalem” Wielkopolan okazali się Małopolanie. Prof. K. Tymieniecki, stwierdzając powyższe zjawisko, mówi, że jest ono bardzo „charakterystyczne”. Niestety, wielka szkoda, że nie wyjaśnia, na czym polega owa „charakterystyczność”.

  1. Szajnochę również interesowało to „zapaśnictwo” Wielkiej i Małej Polski. Stwierdza też, że zmiany czasu były dla Małopolan pomyślniejsze. Z jego wywodów jednak można wyprowadzić przyczyny przegranej naszego zachodu.

            Oto przede wszystkim przeniesienie stolicy do Krakowa było początkiem nowego układu międzydzielnicowych stosunków. Wpływ na rządy państwa siłą rzeczy przechodzi na środowisko południowe. Oddalenie zachodu od stolicy, trudności komunikacyjne itd. zrywają bliższą łączność duchową dworu królewskiego z prastarą dzielnicą piastowską. Ekspansja zachodnia traci rozpęd naturalny, a wskutek zmienionych warunków politycznych społeczeństwo wielkopolskie musi szukać obrony przed wdzierającym się chaosem małopolskim. Prawda, że wreszcie wywalcza sobie samorząd terytorialny, ale nie odzyskuje wpływu na ogólne sprawy państwowe.

            Sytuacja zupełnie pogorszyła się i stała się prawdziwie tragiczną, kiedy stolica państwa została przeniesiona z Krakowa do Warszawy, a oś polityki zwraca się z południa na wschód Polski.

            Trakt tatrzański z Koszyc wiódł do złotej wolności. Trakt z Krakowa do Warszawy doprowadził do całkowitego zdziczenia i haniebnego rozbioru państwa.

            Przegrana walka z Małopolanami i zasklepienie się dzielnicowe zachodu fatalnie odbiły się na dalszych jego losach. Ta ludność z natury uzdolniona, nie posiadając wielkich ośrodków politycznych i kulturalnych, nie miała też właściwych warunków do swego rozwoju.

            Zaznacza się to najpierw w życiu politycznym. Przedwcześnie rozwinęło się i rozbudziło w Wielkopolanach zamiłowanie do pokoju. Nie miało to nic wspólnego z ideałem wschodniopołudniowym beztroskiego używania życia. Ograniczyli tylko zakres swych zainteresowań do zagadnień kulturalno-ekonomicznych, jak to ma miejsce dziś np. w Skandynawii.

            Wycofanie się z aktywnego życia politycznego prowadziło do zaniku zainteresowań politycznych (…).

            Zasklepienie dzielnicowe prowadziło nie tylko do zaniku powyższych właściwości, ale i poczucia własnej roli i pozycji w organizmie państwowym. Partykularyzm dzielnicowy zaczął zasłaniać Wielkopolanom szersze horyzonty polityczne, a bierne lub opozycyjne przyglądanie się rządom państwowym nie pozwalało im na zaznajomienie się z istotą i techniką rządzenia całym krajem.

            Z zanikiem zainteresowań politycznych następuje atrofia ambicji rządzenia państwem. Właściwości temperamentne dużą odegrały rolę w tym wypadku. Dlatego też zadowolili się rolą sublokatorów w państwie przez siebie samych powołanym do życia.

            To samo obserwujemy i w dziedzinie kulturalnej. Środowisko zachodnie, nie mając właściwego warsztatu naukowego, nie może też wyzyskać swych wielkich wrodzonych uzdolnień (…).

             Dzielnicowe zasklepienie się zachodu utrudniło mu wreszcie bliższe poznanie środowiska południowego i wschodniego Polski, by móc właściwie i skutecznie oddziaływać na wspólne losy ojczyzny. Jeżeli zachód dla południa i wschodu stanowi „kraj nieznany”, to jeszcze w większym stopniu zachodzi stosunek odwrotny (s. 339-342).

 

Autor Wielkiej tajemnicy zbliża się w swych rozważaniach do podsumowań, wymieniając po drodze dziesiątki indywidualnych zasług przedstawicieli Wielkopolski: Emocjonalny subiektywizm wschodu i południa, chociażby najszlachetniejszy, chociażby najofiarniejszy, chociażby najmężniejszy, nie słyszy tych wołań zachodu. I dzięki temu najwybitniejsi Wielkopolanie i Pomorzanie w pojedynkę wzięci nic nie mogli zrobić w środowisku, dla którego, jak powiada I. Chrzanowski, słowo było tylko „zaśpiewaniem i muzyką, po których słuchaniu nic się nie zawiąże”.

 

            A  więc warunki historyczne tak się złożyły, że uzdolnienia polskiego zachodu nie zostały wyzyskane dla rozwoju mocarstwowej potęgi państwa.

            Ale one nadal istnieją potencjalnie. Wymagają jedynie, by im dane były normalne warunki trwania i rozwoju.

            Już wielki czas, by na naszym zachodzie zamiast morza, bogactw naturalnych, statystów wyborczych, synekur wygodnych, zaczęto szukać wreszcie… żywych ludzi.

 

            Tragedia Polski przedrozbiorowejkonkluduje autor Wielkiej tajemnicy – polegała nie na zerwaniu łączności duchowej z zachodnią Europą, ale na zapoznaniu własnego zachodu (s. 345).

 

Dopiero narzucenie państwu – zauważa ks. Baranowski – jasnej myśli zachodniej, opartej o racjonalną i praworządną organizację i energiczną egzekutywę państwa, wydźwigną nie tylko [dzielnice zachodnie] na powierzchnię życia zbiorowego, ale też i całej Polsce przywrócą dawną potęgę mocarstwową (s. 351).

 

Gdyby ustrój państwowy Polski był zabezpieczył hegemonię dzielnic zachodnich, to możemy śmiało zaryzykować pogląd – twierdzi dalej – że Polską nie rządziłyby „szczęście i przypadek”, ale rozumna i silna ręka (…). Ale nie czas „żałować róż, gdy płoną lasy”! Nam chodzi bowiem przede wszystkim o teraźniejszość i przyszłość narodu, za którą wszyscy razem ponosimy osobistą i zbiorową odpowiedzialność.

 

Trzeba sobie uświadomić, że nie tylko od czasów najdawniejszych, ale i z chwilą odzyskania niepodległości w 1918 r. polityka polska państwowa i społeczna wobec zachodnich dzielnic to jeden wielki grzech śmiertelny, którego konsekwencje trudno przewidzieć.

            Na tym najważniejszym odcinku życia zbiorowego narodu musi nastąpić radykalny, zasadniczy i natychmiastowy zwrot (s. 353-354).

 

Ks. Baranowski kończy swe rozważania wezwaniem: Narodzie Polski, frontem ku zachodowi! (s. 390).

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s