Marian Zdziechowski, Widmo przyszłości

Widmo przyszłości to ostania książka, wydana już pośmiertnie w Wilnie w 1939 r., Mariana Zdziechowskiego (1861-1938), polskiego badacza idei, historyka literatury i filozofa, publicysty i krytyka literackiego, rektora wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego oraz niedoszłego Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej (choć krążąca tu i ówdzie wersja historii, że to prof. Zdziechowski odrzucił złożoną mu przez J. Piłsudskiego propozycję objęcia urzędu prezydenckiego ze względu na brak obietnicy spełnienia jego postulatów etyczno-politycznych, m.in. uwolnienia więźniów politycznych, raczej mija się z rzeczywistością). Widmo przyszłości to zbiór szkiców historyczno-publicystycznych twórcy wybitnego, autora licznych prac z filozofii religii i literatur słowiańskich (dość wspomnieć Pesymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa), którego zainteresowania obejmowały m.in. źródła kryzysu kultury europejskiej, zjawisko modernizmu w Kościele katolickim, problem zła w ujęciu filozoficznym, w tym jeden z jego przejawów – komunizm pojmowany apokaliptycznie.

Pośmiertny zbiór artykułów Profesora dotyczy głównie – mówiąc słowami zawartymi w tytule jednego z odczytów – Idei polskiej na Kresach. Zdziechowski kreśli obraz Polski w epoce Piłsudskiego, dokonuje analizy stosunków polsko-rosyjskich po wojnie światowej, wyjaśnia kwestię ukraińską, itp. Jednocześnie ujawnia on swoje postrzeganie Polski i Europy poprzez pryzmat badanych przez siebie idei, głównie związanych z chrześcijaństwem, ostrzegając przed coraz większym upadkiem cywilizacji Zachodu, której kultura i polityka odrywa się od wskazań moralnych. Wydźwięk szkiców historyczno-publicystycznych Zdziechowskiego jest głęboko pesymistyczny – widmo przyszłości to widmo nacjonalizmu i przede wszystkim komunizmu.

Dziś, w epoce rozpasanych, szalejących pożądliwości i namiętności nacjonalistycznych, gdy hasło „samostanowienia” budzi coraz to nowe a przedtem nieznane narodki, a każdy taki nowonarodzony naród staje się nowym nieszczęściem dla ludzkości z tego powodu, że nasycenie apetytów jego, tym żarłoczniejszych, im zasługi mniejsze, niczym innym nie jest, jak – twierdzi Zdziechowski – cofaniem wstecz umysłowej i duchowej kultury świata – dziś nacjonalizm, który odróżniać należy od patriotyzmu, stał się taką samą plagą, jaką w wieku XVI i XVII był fanatyzm religijny. Tak samo niszczy w człowieku zmysł moralny, tak samo prowadzi do masowych obłędów i szerzy zdziczenie (…) (s. 1-2).

Powodem zdziczenia jest zatem według humanisty rozminięcie się w rozwoju ludzkości postępu naukowego i w ślad za nim technicznego z moralnością. O ile średniowiecze, oskarżane częstokroć o ciemności i barbarzyństwo, było epoką, w której świeciła uniwersalistyczna idea chrześcijańska wielkiej rodziny narodów, której symbolami były tak Papiestwo, jak i Cesarstwo Niemieckie (…), a idea ta działała łagodząco na namiętności polityczne, o tyle potem brak było podstaw do tak powszechnej harmonii narodów (…). W w. XVI, wraz z początkiem Reformacji, miejsce uniwersalizmu chrześcijańskiego przywłaszczają sobie egoizmy państwowe i doprowadzają do kultu państwa, jako najwyższej świętości (…). W połowie XIX w., po 1848 r., następuje szybkie zwyrodnienie idei narodowościowej, która odtąd rozwija się nie w słońcu uniwersalistycznej idei chrześcijańskiej, lecz pod wyłącznym wpływem koncepcji państwa, jako tej formy, którą każda narodowość, usiłując wyzwolić się z pod obcej przemocy czy opieki, przybrać musi. Słowem naród-państwo staje się celem i zarazem przedmiotem kultu. A narody-państwa, im się czują silniejszymi , tym bardziej, nie poprzestając na zamknięciu się w granicach przyrodzonych, którą zresztą są rzeczą więcej, niż rzadką, dążą do rozszerzenia ich w imię rozmaitych czy to politycznych, czy strategicznych, czy ekonomicznych konieczności (…) (s. 6).

Jeszcze większym zagrożeniem dla cywilizowanego świata jest komunizm. Pisze o nim Zdziechowski w tytułowym artykule napisanym pod wrażeniem zbrodni w Luboniu pod Poznaniem, popełnionej w niedzielę 27.II.1938 r. przez komunistę Wawrzyńca Nowaka, który zabił w kościele miejscowego ks. prob. Stanisława Streicha w chwili, gdy kapłan po Mszy św. wstępował na ambonę dla wygłoszenia kazania (s. 233). W Widmie przyszłości autor postrzega komunizm jako przejaw działania demonicznego pierwiastka we wszechświecie – Bo co jest celem bolszewizmu: Walka z Bogiem, z ideą Boga, doszczętne wytrzebienie jej z duszy człowieka. Ideę zaś Boga kojarzymy z tymi najwznioślejszymi i najlepszymi uczuciami, które ogarniają na s w najwznioślejszych i najlepszych chwilach życia naszego. Człowiek chciałby wydobyć się z ciasnoty bytu doczesnego; od rzeczy małych i marnych, od tego, co przechodzi i znika, rwie się serce jego ku temu, co nie przechodzi i nie znika. Patrzymy z rozkoszą na ptaka, szybującego po błękitach, to symbol dalekiej, a nieskończonej szczęśliwości, za którą tęsknimy, obrzydzeniem przejmuje płaz, czołgający się po ziemi.

Ten pęd do góry jest wrodzony człowiekowi, kaleką jest, kto go w sobie nie czuje; bolszewizm postanowił okaleczyć człowieka. Zdawałoby się, że bolszewicka koncepcja zmechanizowanego świata, w którym żywi ludzie staliby się bezdusznymi maszynami, powinna budzić uczucie wstrętu. Niestety, – nie! Z bólem stwierdzamy, że ma ona w sobie jakiś niezdrowy urok, który pociąga człowieka współczesnego. Ten jego nastrój określa Miereżkowski jako wolę, czy żądzę pozbycia się swojego ja (wola k biezlicznosti).

Nie być sobą, ale za to być w Bogu, tonąć w przedwiecznym, absolutnym pięknie Bożym, czyli z natury wznosić się w nadnaturę – stanowi to najgłębsza treść religii. Nie być, przestać być sobą, ażeby stać się kółkiem w maszynie nakręcanym, jak zegar, w oznaczonej porze na oznaczony czas, jest najohydniejszą karykaturą religii, jaką wyobrazić sobie można.

To antyreligia, spychająca z wyżyn człowieczeństwa w otchłań znikczemnienia. W tę otchłań spadła Rosja sowiecka i za Rosja spada, ze wzrastająca szybkością rzuconego kamienia, stara Europa (…).

Przy całym moim pesymizmie w kwestii stosunku naszego do bolszewizmu nie wyobrażałem, że bolszewizm tak głęboko zagnieździł się w duszach naszych, nawet w duszach katolickich. Czy nie oznacza to, że Polska już dojrzała do przewrotu komunistycznego? (…) (s. 228-230).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s