Stefan Buszczyński, Europa i Ameryka (Wybór pism)

Wybór pism Stefana Buszczyńskiego (1821-1892) został udostępniony kilka lat temu przez Ośrodek Myśli Politycznej Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego (Kraków 2013) jako jeden z tomów serii Biblioteki Klasyki Polskiej Myśli Politycznej. Tym samym nazwisko twórcy Rękopisu z przyszłego wieku zostało przypomniane przynajmniej wąskiej grupie studentów i badaczy uniwersyteckich. Stefan Buszczyński nigdy popularny w Polsce nie był, jeśli już to czytano go i  podziwiano w Europie jako autora książki La decadence de l’Europe (Upadek Europy, pierwsze wydanie w języku polskim już po śmierci Buszczyńskiego). Trudno się dziwić – w Polsce nigdy dzieła objawiające trudne prawdy i do tego objaśniające je wprost nie cieszyły się ani sławą, ani chwałą. Nie mógł liczyć na uznanie pisarz polityczny kierujący się biblijnym zdaniem Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5, 37), chrześcijanin konsekwentny, dla którego bardziej miast przestrzegania literalnej wykładni  słów (martwej litery, brzmienia, czczej formy), liczyło się wdrażanie w życie ich ducha…

 

Tom Wyboru pism Buszczyńskiego, zatytułowany Ameryka i Europa zawiera obszerne fragmenty dwóch jego książek: Upadku Europy (Kraków 1895) oraz tytułowej Ameryki i Europy. Studium historycznego i finansowego z krytycznym na sprawy społeczne poglądem (wyd. II, Kraków 1894). W pierwszym dziele pisarz przedstawił swój pogląd na losy, dziewiętnastowieczny stan zniewolenia i przyszłość Europy, w drugim – porównał stary kontynent z „ziemią Wolności” – Ameryką, sławiąc panujące w niej stosunki społeczne i polityczne jako bardziej przystające do najwyższych praw i ideałów ludzkości: wolności, własności i postępu.

 

Buszczyński daleki jest od powszechnie powielanych „prawd” i stereotypów, myśli samodzielnie, wyciągając często niepopularne wnioski. Widać to chociażby w jego sądach na temat postępu ludzkości:

            Na próżno wołają bezwzględni wielbiciele postępu: ”Idziemy naprzód szybkim krokiem”. Na próżno głoszą, że świat postępuje – le monde marche. Ludzkość żółwim posuwa się krokiem, a często wraca do tych samych błędów, do tych samych wad, do niewolnictwa, do uległości przed tą lub ową przemocą, do tych samych nawet śmieszności. Widzimy to z powszechnych dziejów, widzimy w historii filozoficznych systematów, w statystycznych faktach.

 

            Ludzkość rusza się, bieży, pędzi, ale nie postępuje naprzód. Czują to już niektórzy; są tacy, co mniemają, iż przeznaczeniem ludzkości jest kręcić się w kółko. Uderzające zjawiska przed kilku tysiącami lat, powtarzające się, periodycznie niemal, w ciągu wielu wieków, mogą na tę myśl naprowadzić. Tym mniej prawa mamy szczycić się postępem. Duch rozwija się; zdobył większe obszary pod swoje panowanie, samowładnie rządzi, silniejszym jest, śmielszym, ale nie wolniejszym. Przestrzeń jego działalności szersza, lecz i wpływy, którym sam ulega, liczniejsze. Umysł ludzki, pomimo olbrzymich postępów, jakie zrobił, nie poprowadził za sobą społeczeństwa, nie znalazł zasad praktycznych, do których by można było zastosować zasady teoretyczne.

 

            Co byśmy powiedzieli o ludziach, którzy by przekształcając ziemię, zdobiąc ją, przepasując drutami, szynami żelaznymi, osuszając w jednym, nawadniając w drugim miejscu, myśleli w swej dumnej zarozumiałości, że pracą swą kulę ziemską w ruch wprowadzają? To samo dzieje się ze społeczeństwem. Przekształcono je trochę, ozdobiono, zmieniono mu szaty, nieco wygładzono, nieco nauczono piękniejszych układów, pewną cząstkę jego wymyto, uczesano; pewnym ludziom włożono w usta mnóstwo słów czczych i pusto brzmiących; niektórych nauczono czytać, choć nie rozumieją tego, co czytają; wielu nauczono rozprawiać śmiało, rozumować bez rozumu, sądzić bez rozsądku; ten i ów krzyknął, napisał, wydrukował: „Ludzkość olbrzymie zrobiła postępy”. I wszyscy za nimi [to] powtarzają. Europejczycy nawet pod względem zarozumiałości o swej oświacie i postępie nie różnią się od Chińczyków. Jest to złudzenie szkodliwe samemu postępowi. Kto uwierzy w swą doskonałość, ten się cofa; kto zadowolony z siebie, zakłada ręce i nic nie robi. Rozległa wiedza, postęp umysłowy, wynalazki choćby najgenialniejsze, słowem: postęp nauk – nie jest jeszcze postępem ludzkości, albowiem cała zasługa mądrości polega na zastosowaniu. Życie praktyczne społeczeństwa, życie prywatne i polityczne, jedynym jest świadectwem postępu. A czy ludzie jeżdżą prędzej czy powolniej, czy kierują się magnesem lub lotem ptaków, czy pędzą za pomocą żagli, koni lub pary, czy mordują się armstrongami lub dzidami, czy jedzą żołędzie i surowe mięso lub ostrygi, pająki i ser z robakami – to wszystko jedno. Ja w tym jeszcze postępu nie widzę. O to chodzi, co zyskała moralność? Co zyskała godność człowieka? Czy człowiek zdobył prawa swoje? Nie w książce, nie w rozprawach, ale w życiu. Czy jest wolnym od błędu, głupstwa, pychy, namiętności wszelkiego rodzaju, od przemocy? […] (s. 18-20).

Równie bezkompromisowo autor wypowiada się na tematy oświaty i wolności:

Ukształceni nie wszyscy są oświeconymi. Można posiadać wiele wiadomości, a być ciemnym, jeżeli idea prawdy nie oświeca nabytych, choćby największych, skarbów nauki. W społeczeństwie dzisiejszym ukształceni, na wpół ukształceni lub nawet żadnego niemający ukształcenia, uważają siebie za oświeconych, chwytają ster myśli lub rządów i w zarozumiałości swej mniemają, że wszelkie mają prawo do kierowania losami ludzkości. Od tej zarozumiałości nie są wolni najbardziej uczeni, jednostronni krytycy, badacze dziejów pod wpływem błędnej idei, zwierzchnicy, przełożeni niektórych stanów, a zwłaszcza fałszywej powagi koryfeusze społeczeństwa, owi ludzie z rozgłośnym imieniem, którzy za pomocą fałszywych rozumowań, wymowy lub zręcznie, a ze złym zamiarem użytych środków wprowadzają podlegających ich wpływowi na bezdroża niedorzecznych pojęć lub występnych czynów. Wpływ takowy bywa dwojaki: nieświadomie szkodliwy, gdy przywódcy i propagatorzy błędnych idei z dobrą wiarą rozszerzają wyznawane przez nich wyobrażenia, i szkodliwy świadomie, gdy krzewiciele złych nasion sami nie wierzą w to, czego dowodzą, a tylko są narzędziami namiętności, którym nikczemnie służą.

 

            Cóż jest więc oświatą? Prawdziwą oświatą nazywam taki stan umysłu, gdy człowiek naprzód wie o tym, że jest człowiekiem. Kto pojmuje prawa swoje, ten jest oświeconym. Niewolnik, który ukochał więzy, chociażby nawet wszystkie księgi mądrości świata tego pochłonął, jeśli rozumowaniem swoim dowodzi, iż jest w błędzie, albo drugich do błędu, do niewolnictwa prowadzi, oświeconym nie jest. Do czegóż służą wszystkie nauki? Na co cała mądrość, jeżeli ich owocem nie ma być podniesienie człowieka i utrzymanie go na wyżynie godnej jego przeznaczenia? Prostak, który czytać nie umie, jeżeli w czystości chowa boską naturę swoją, jeżeli jest cnotliwym i wolnym zarówno od namiętności, jak od przemocy, więcej jest oświeconym niżeli uczony tonący w błędach, w namiętnościach, albo z pokorą znoszący jakiekolwiek jarzmo. Naród, który jest wolnym albo niewoli swojej znieść nie może i targa co chwile pęta, co mu ciążą, więcej jest oświeconym niż ten, który postępuje na drodze wynalazków zwierzęcemu życiu dogadzających, a znosi haniebnie despotyzm. Albowiem naród wolny złożony jest z ludzi, i jeżeli sam sobą rządzi, wymownie tego [że jest oświeconym] dowodzi. Najwyższym szczeblem oświaty jest: uznanie siebie człowiekiem. Oświatą zatem jest pragnienie wolności umysłu i ciała, jak również możność utrzymania jej. Wtedy dopiero przenika prawdziwe światło w jestestwo człowieka, gdy czuje swoje prawa, swoją wyższość, swoją niezależność. Wolność jest najwyższym prawem ludzkości, pierwiastkiem wszystkich jej praw; gdzie zatem nie ma walności albo pragnienia odzyskania jej, tam nie ma oświaty.

 

            Tak człowiek pojedynczy, jak naród, jeżeli ma wolność wyrażania swych myśli, lecz – pozbawiony wolności politycznej – odzyskać jej nie pragnie, oświeconym nie jest. Na cóż mu bowiem zdała się wolność myśli? Równie też człowiek lub naród, jeśli używając zupełnej swobody politycznej, a więc zupełnej wolności słowa, z własnej woli podlega błędom, jest tylko w połowie oświeconym, albowiem błędy, wcześniej czy później, prowadzą do ciemnoty i niewolnictwa. Słowem: oświatą zupełną nazywam taki stan, który zachowuje umysł i ciało niezależnymi od błędów namiętności i przemocy (s. 34-35).

 

Bezkompromisowość Buszczyńskiego widać przede wszystkim w jego wołaniu o uczynienie prawdy, postępu i wolności podstawą realnego życia człowieka, narodu i ludzkości:

Idea prawdy, której dostojną posłannicą filozofia, powinna przenikać wszystkie myśli i czyny ludzkości. Zadaniem filozofii jest szerzenie najwyższej, prawdziwej oświaty, a więc jej zadaniem jest szukanie prawd i sposobów dla ich rozpowszechnienia. Każdy systemat filozoficzny ma tę samą dążność, ale nie każdy dochodzi do zamierzonego celu, a najczęściej od niego oddala się. Błędne lub jednostronne doktryny filozofów, przy powierzchownym lub nieumiejętnym zapatrywaniu się na nie, dały powód do pewnych uprzedzeń i niechęci ku filozofii. Atoli indywidualny filozoficzny pogląd nie jest jeszcze filozofią. Gdyby we wszystkich objawach wiedzy, gdyby we wszystkich czynnościach społeczeństwa górowała idea najwyższej filozoficznej mądrości, bez zaprzeczenia olbrzymia potęga umysłu, łącząc działalność swoją z doświadczeniem praktycznym, a więc z materiałem, który przedstawia historia, obfite zlałyby na ludzkość dobrodziejstwa.

 

              Ponieważ prawdziwa filozofia stara się znaleźć bezwzględną prawdę, jako najgłówniejszą zasadę i możność jej zastosowania do życia praktycznego, przeto idea prawdy powinna stanowić całą istotę powszechnej oświaty, powinna być, ze tak powiem, w powietrzu. Ludzkość cała powinna nią oddychać, żywić się, jako jedynym pokarmem dającym zdrowie. Idea prawdy powinna być duszą wszystkich religijnych i społecznych instytucji, a tym samym wcielić się w myśl każdego, nawet najmniej ukształconego, osobnika. To dopiero jest filozoficzną oświatą. Znalezienie harmonii między Bogiem a człowiekiem i warunków normalnego bytu jest zadaniem prawdziwej filozofii.

 

            Postęp taki, jakim jest, aczkolwiek powolny, winniśmy tylko zdrowym pojęciom, przekazywanym przez prawdziwych mędrców. Atoli z powodu, iż nie zgodzono się dotąd na jedną, najwyższą filozoficzną powagę, gorliwe usiłowania pracowników nie mogły przynieść tyle korzyści, ile byśmy się spodziewać mieli prawo z tak szeroko rozgałęzionej wiedzy. Najwyższą zaś instancją, najznakomitszą powagą może być tylko wszechstronny umysł filozoficzny, czyli zjednoczenie w jedną całość wszystkich potęg ludzkiego ducha, wszystkich gałęzi nauk i umiejętności w jednym zbiorowym ciele, wspólnie działającym. Anatomia, fizjologia, wszystkie nauki przyrodnicze i ścisłe, tudzież psychologia, historia, prawoznawstwo i teologia wszystkich wyznań powinny podać sobie ręce i razem działać.

 

            Wszystko, cokolwiek dotąd zdobytym zostało w dziedzinie wiedzy, miałoby inne znaczenie, większe przyniosłoby społeczeństwu korzyści, gdyby było rozwiniętym w stosunku do potrzeb powszechnego życia. Badając pomniki ludzkiego ducha, widzimy zdumiewające odkrycia, zachwycające pomysły, niezaprzeczone prawdy; ale prace tylu wieków i tylu geniuszów zostały obalone albo przez wrogów oświaty, albo przez jednostronny kierunek w ich zastosowaniu. Zasady mające wszelkie prawo do powagi, mogące służyć za podstawę stosunków społecznych zniszczono albo skażono. Wnioski fałszywego rozumowania podano za zasady nowe, lepsze. Pod tym wpływem każdy wiek ulegał jakiejś idei i jedne pokolenia drugim, zamiast owoców z nauk, przekazywały tylko niewolę i nędzę.

 

            Jednostronny kierunek nauk, który był nieuniknionym następstwem wyłącznego upodobania tej lub owej idei, musiał się wyrazić w powszechnym wychowaniu, a zatem w całym publicznym życiu. Można powiedzieć, iż ślepy dogmatyzm objął panowanie nad społeczeństwem. Nikomu nie szło o prawdę, ale o doktrynę. Ta doktryna, która więcej przypadała do osobistych usposobień, przyjęta została za nieomylną. Zamiast jednej potężnej prawdy, z której tryskają wszystkie inne, w których czystość można wierzyć, gdy pierwotne jej źródło czystym jest, pojawiło się mnóstwo systemacików niezgodnych i wzajem siebie niszczących. Co dziwniejsza: są ludzie, którzy dowodzą, iż to jest właśnie tryumfem racjonalizmu. Biedny byłby rozum ludzki, gdyby do tak nędznych prowadził rezultatów, gdyby było tyle prawd, ile głów.

 

            W takim chaosie każdy rząd wybierał dla siebie ten system, który był najstosowniejszym do jego celów. Jeżeli był przeciwny prawom człowieka, wolności narodu, kto mógł go obalić? Kto mógł zaprotestować? W imię jakiej prawdy? W wielu państwach systemat edukacji przeszedł pod bezpośrednie rozporządzenie rządu […] Następnie, pojęcia panujące w towarzystwach złożonych z ludzi na wpół ukształconych, pod wpływem religijnych i politycznych instytucji ich kraju, zamieniły się w wyznanie wiary dla każdego. Mogli się [rządzeni] różnić w szczegółach; wiernymi pozostali głównym zasadom. Rzucone na młodocianą niwę ziarna wzrastały i dojrzała część każdego narodu, przejąwszy się ideą wszczepioną przez rząd, niewolniczo stała się jej posłuszną.

 

            W którąkolwiek stronę zwrócimy oczy, wszędzie ujrzymy to samo. Czy to pod względem religijnym, czy pod względem politycznym ludzie nie ulegają jednej idei prawdziwej, lecz są niewolnikami tej idei, do której nałogowo przywykli (…).

 

            Wyraziłem wyżej zdanie, iż najważniejszą przyczyną smutnego stanu społeczeństwa jest brak jednej przewodniej idei, która by kierowała wszystkimi ruchami ludzkości. Wynikła stąd różnica pojęć zrodziła walkę umysłową, która przeszła na pole bitwy. Historia Europy przedstawia nam niezmiernie długi szereg religijnych wojen. Religia z polityką tak się zmieszały, iż w tych krwawych zapasach trudno odróżnić walkę religijną od politycznej. Ci, co rozpoczęli wojnę za religię, w u niesieniu namiętności zapomnieli o głównym celu, a mieli tylko na względzie interes osobisty. Inni, podniósłszy broń w imię wolności, przelewali następnie krew dla sprawy, której ostatecznym celem było niewolnictwo. Dla wielu religia służyła tylko za pozór. Pomimo tylu morderczych bojów, którymi przepełnione karty dziejów Europy, z małymi wyjątkami, rzadko kiedy widzimy walkę o zasadę prawdziwą. Najczęściej walczą niewolnicy z niewolnikami, błąd z błędem. To, co religia chciała rozstrzygnąć za pomocą wiary, filozofia starała się rozstrzygnąć siłą rozumu. Zdawało się, iż ten zwrot umysłu, dążący do pogodzenia religii z filozofią, wielkie przyniesie korzyści. Cóż stąd wynikło? Stronnictwa rozjątrzone rozpoczęły z sobą nieskończoną walkę o powagę. Każde z nich odwoływało się do jakiegoś świadectwa; ale gdy dla teologów powagą było Pismo Święte, racjonaliści dowodzili, iż powagi żadnej nie uznają. Jałowe spory doszły do śmieszności. Teologowie, zarówno jak filozofowie nie położyli zasad, które by mogły służyć za podstawę dla organizacji społecznej. Sprzeczali się o dogmata, o słowa, sprzeczali się więcej przez zaciętość, przez upór. Tymczasem wojny przybierały odmienny charakter. Zrzuciły z siebie maskę religii i stały się tym, czym były od niepamiętnych czasów, to jest walki dynastii z dynastią, przemocy z przemocą, walką o tron, o rozleglejsze panowanie (…).

 

Ale cóżeśmy dotąd skorzystali z filozoficznych rozpraw i teologicznych nauk od dziewiętnastu wieków? Ani cnoty dzisiejszych ludzi nie są większe od [cnót] starożytnych mieszkańców ziemi, ani ich szczęście większym nie jest. Rozszerzył się tylko zakres pojęć, wzrosły potrzeby, a dla zaspokojenia tych pojęć i potrzeb społeczeństwo nie znajduje dostatecznego materiału. Jestże to winą nauk? Wszak nauki przedstawiają wszystko, co tylko potrzeba dla moralnego doskonalenia się, a wiec dla spokoju, dla sprawiedliwości, dla szczęścia człowieka. Jestże to winą społeczeństwa? Jest to winą tych, którzy społeczeństwem kierują, którzy dotąd nie umieli znaleźć środków dla urzeczywistnienia najmędrszych, najwyższych zasad moralności, którzy nie umieli wprowadzić sprawiedliwości w powszechny społeczny organizm. Powtarzam: filozofia prawdziwa powinna połączyć człowieka z Bogiem, politykę z religią.

 

            Ze wszystkich nauk, ze wszystkich przepisów religijnych ludzie pochwycili tylko martwą literę, brzmienie, czczą formę, a nie przejęli się ich duchem. Smutna rzecz widzieć, iż to ślepe naśladownictwo, nałogowe posłuszeństwo rutynie sięga owych wieków, kiedy społeczeństwo było jeszcze w kolebce; smutna rzecz, iż rozum ludzki, tyle powagi, taką nieomylność przywłaszczający sobie, dotąd zaradzić temu nie zdołał (…).

 

(…) Przepisy podane przez Konfucjusza na sześć wieków przed Chrystusem, to jest: mierność i ograniczenie potrzeb miały na celu skierowanie społeczeństwa ku pożytecznej pracy. Ludzie zrobili z nich hasło do egoizmu. Te same przepisy zalecane są przez chrystianizm; są jednak rzadkością w chrześcijańskim świecie. Istnieją w księgach, w teorii, w nauce, a nie istnieją w życiu. Tam, gdzie je zastosowano dzisiaj, przeobraziły się w potworne samolubstwo, niezgodne z zasadami chrześcijaństwa.

 

            Tak zwany duch praktyczności, rozwinięty u Chińczyków, panuje dziś w całej prawie Europie, a najprzeważniej w Anglii, Holandii i Germanii, a będąc na pozór zaletą, jest tylko obrzydliwa dążnością do dogodzenia poziomym potrzebom człowieka, bez względu na wznioślejsze potrzeby ducha. To, co nazywają powszechnie praktycznością, jest jej karykaturą, wypaczeniem, sponiewieraniem godności człowieka. Jest to bowiem tylko zamiłowanie materialnych korzyści, pogarda szlachetnych popędów i wyższych celów, duch obojętności na wszystko, co nie przynosi dotykalnej wygody dla ciała, poniżenie się do życia zwierzęcego, a tym samym odosobnienie się od reszty żywego, pulsujqcego duchem bożym świata. Narody, które taki kierunek przybrały, mają stąd czasową korzyść, ale szkodliwie wpływają na losy całego społeczeństwa. Dogadzając potrzebom materialnym wyłącznie, hamują postęp ducha.

 

            Tak zwana praktyczność jest główna cechą dzisiejszego społeczeństwa, najwydatniejszym rysem jego fizjonomii i w powszechnym ruchu pierwsze trzyma miejsce. Pod tchnieniem żądz, zajętych przeważnie interesem materialnym, człowiek wchodzi w układy z sumieniem i moralne zasady ogranicza do prostych form. Wskutek ogólnego kierunku społeczeństwa na tej drodze, działalność ducha stłumioną; powinności bliźnich względem siebie zmieniły się na prostą, konwencjonalną grzeczność; wyższe cele znikły z oczu, świst pary i terkot wrzecion zgłuszyły głos sumienia.

 

            Racjonaliści zanurzyli się w sferach nadziemskich, szukając coraz wyższej drabiny dla swego rozumu, w nadziei przyniesienia tym ulgi społeczeństwu za jakich kilka tysięcy lat; duchowieństwo katolickie poprzestało na ścisłym przestrzeganiu form, które w jego przekonaniu są religia prowadzącą cierpiącą ludzkość kiedyś do nieba; duchowieństwo obrządku wschodniego czci Boga w monarsze; protestanci zaczęli od protestowania, skończyli na negacji.

 

            Jak bramini nie troszczą się o zrozumienie rzeczy w modlitwie, tak niektórzy chrześcijanie nie dbają także o to. Odprawiają modły bez myśli i głębszego uczucia, choćby na wspak, jak Indowie, byleby odmówić zalecane przez Kościół pacierze.

 

Dążnością człowieka, według Konfucjusza, powinno być zwycięstwo ducha nad ciałem; największą zasługą, według Lao-tsy, poskromienie namiętności. Chrystianizm na tym całą praktyczną mądrość zasadza. Zbawiciel głosił te same prawdy i wskazywał drogę do osiągnięcia tego celu. Słowa jego są głosem wołającego na puszczy. Racjonaliści zastanawiają sią nad ich znaczeniem i za pomocą „wolnego sumienia” ujarzmiają duszę, pogrążając ją w otchłań brudów, czyniąc z niej niewolnice głupstw i namiętności.

 

Według Brahmy, szczęście polega na bezruchowym zapatrywaniu się na Bóstwo, na zatopieniu się myślą w Bogu. Chrystus nakazywał pracę, poświęcenie, czyn; i mówił „Nie ten, co woła <Panie, Panie!>, wnijdzie do królestwa niebieskiego, ale ten, co czyni wolę Ojca mego”. Duchowieństwo różnych wyznań rozsiewa zasady Brahmy.

 

Życie ludzkie, podług wyobrażeń bramińskich, jest karą i dążnością do coraz wyższej doskonałości. Życie ludzkie, według nauki Chrystusa, jest przejściem do świata bożego, ale warunkiem wzniesienia się do tej doskonałości jest poświęcenie dla bliźnich: miłość. Kapłani różnych wyznań rozszerzają niezgodę i nienawiść (…).

 

Gdy tak ze wszystkich nauk niedołęstwo umysłowe albo zła wola zrobiły tylko szkielet, odrzucając ducha, który je ożywiał, nic dziwnego, że zasadnicze postawy, nieodbicie potrzebne dla życia społecznego, zostały zwalone.

 

Przed trzydziestu przeszło wiekami judaizm, przed dwudziestu pięciu wiekami Budda głosili, że ludzie są równi. Chrystus krwią swoją dał świadectwo o tej prawdzie, wskazując, na czym zasadza się równość i miłość bliźniego. Wiek przeszły mniemał, iż on pierwszy ją odkrył; a dziewiętnasty stawia jej ze czcia pomniki, wkładając na nią kajdany.

 

Dzisiejsi chrześcijanie, jakiegokolwiek obrządku, nie tylko porównać się nie dadzą z pierwszymi wyznawcami wiary Chrystusa, lecz w ciemnocie  lub fanatyzmie, czyli w złym, podobni są do pogan, a w dobrym z poganami nie wytrzymują porównania. W katolicyzmie i w Kościele obrządku wschodniego często forma przemaga; w protestantyzmie całym nie ma ani formy, ani treści. Społeczeństwo na drodze racjonalizmu daleko nie zaszło; od nauki Chrystusa odbiegło. Judaizm jeszcze zachował się w dość nieskażonej czystości; do religijnych sporów się mieszał się; utrzymał godność, jaka przystała mądrości, pokonywał spokojnie błędy i fanatyzm sekt rodzących się z jego łona; dlatego Izraelici, chociaż rozproszeni, pomimo prześladowania w wielu krajach, wszędzie składają potężny naród, potężny, mówię, siłą moralną, przez poszanowanie tradycji, zamiłowanie narodowości, wzorową zgodę i czystość obyczajów. Z tego narodu postęp na wszystkich drogach, we wszystkich gałęziach umiejętności i sztuk widział wielu znakomitych ludzi, geniuszów. Są wyjątki nietolerancji, niezgody i fanatyzmu, ale te owoce skrzywionej oświaty nie niszczą ogólnego prawidła […] (s. 35-46).   

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s