Jan Sowa, Fantomowe ciało króla

I tym razem nietypowa pozycja. Generalnie przypominamy wartościową literaturę naukową, bądź publicystyczna wydaną przed II wojną św., ale warto chyba przyczynić się do upowszechnienia współczesnego tekstu, który przedstawia dzieje ojczyste w nieco innym niż zazwyczaj świetle. Chodzi o książkę Jana Sowy Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą (Universitas, Kraków 2011). To reinterpretacja historii Polski w kontekście reguł rządzących współczesnym światem, czy inaczej: opis zderzenia polskości z nowoczesnością, jej kompleksów i urojeń, objawiających się mitologicznie (nawiasem mówiąc, ostatnie pomysły z tego cyklu to tzw. polityka historyczna) w konfrontacji z realiami zewnętrznej, kapitalistycznej i postkapitalistycznej rzeczywistości, dokonany w kategoriach psychoanalitycznych, psychiatrycznych chciałoby się powiedzieć. Bardzo ciekawa, bo trochę kontrowersyjna, ale inspirująca rzecz. Oparta na nowoczesnych metodologiach (stare nie dają rady sięgnąć sedna zagadnienia, bo nie potrafią przebić się przez kolejne warstwy utrwalonej i powielanej bez końca ideologicznej mitologizacji) i oferująca spojrzenie niejako z zewnątrz (np. bardzo ciekawe spojrzenie na polskość z punktu widzenia tzw. studiów postkolonialnych).

 

Tytułowe „fantomowe ciało króla” to metafora sięgająca do koncepcji „dwóch ciał króla” Ernsta Kantorowicza (ciało naturalne, śmiertelne i ciało polityczne, nieśmiertelne, przechodzące do innego ciała fizycznego i w ten sposób zapewniające ciągłość), która pozwala opisać I Rzeczpospolitą w inny niż dotychczas sposób. W świetle tej metafory widać wyraźnie nienajlepszą kondycję państwa, zdeterminowaną przez szereg braków: brak dziedzictwa rzymskiego, brak nowożytnej organizacji społecznej opartej na kombinacji absolutyzmu i kapitalizmu, brak władzy królewskiej w wyniku bardzo znacznego ograniczenia pozycji monarchy. Co więcej, metafora ta pozwala postawić śmiałą tezę, że począwszy od śmierci Zygmunta Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fantomem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Była osobliwą jak na ówczesną Europę federacją magnackich dominiów, działającą zgodnie z ultrademokratycznymi zasadami demokracji uczestniczącej (w rzeczywistości parodii demokracji w nowoczesnym sensie tego słowa, bo wykluczającą z zasady z udziału w rządzeniu zdecydowaną większość społeczeństwa: chłopów i mieszczaństwo), pozwalającą szlachcie i magnatom na gospodarczą eksploatację ziem rdzenie polskich i skolonizowanych na Kresach. Słuszność tej tezy autor książki uzasadnia poprzez analizę zachowania politycznego magnatów (obrady sejmików i użycie liberum veto), zbadanie struktury i modelu polskiej produkcji gospodarczej, geopolitycznej orientacji I Rzeczpospolitej oraz dekonstrukcji jej ideologii – sarmatyzmu. Wymienione braki I Rzeczpospolitej doprowadziły do utraty państwowości, znanej w polskiej historiografii pod nazwą rozbiorów, będących w interpretacji Jana Sowy jedynie ujawnieniem w rejestrze realnym nieistnienia państwa jako takiego już od 200 lat. Owo nieistnienie położyło się na losach Polski od wczesnej nowoczesności w XVI i XVII wieku, przez rozbiory, aż po czasy współczesne. Zaowocowało traumą konstytutywną również dla współczesnej polskości. To klucz – twierdzi autor książki – do zrozumienia zarówno losów Polski w XX wieku, jak i współczesnej kondycji polskiego społeczeństwa i kultury, które nadal determinuje dialektyczny węzeł konstytuującej nas pustki oraz prób pozytywnego określenia się wobec obcych wpływów i wzorów (s. 39). Stąd też praca Jana Sowy nie jest typowym dziełem historycznym, mówi przede wszystkim o współczesnej Polsce i jej problemach z nowoczesnością.

Dla posmakowania lektury książki Jana Sowy przytoczmy jej fragment: Tak wyglądałaby więc nowożytna historia Polaki opisana kategoriami psychoanalitycznymi. Rzeczpospolita nigdy nie istniała, czy też – mówiąc precyzyjniej – „Rzeczpospolita” nie jest nazwą Realnie istniejącej pozytywności, ale fundamentalnego braku. Sarmackie egzaltacje potęgą i wielkością szlacheckiego państwa były próbą ideologicznego (Wyobrażeniowego) zanegowania czegoś, co na poziomie Realnym rozgrywało się od momentu śmierci ostatniego Jagiellona: postępującej dezintegracji kraju, który bardzo szybko przeistoczył się w luźną federację magnackich dominiów. W tym punkcie widzimy najpoważniejsze konsekwencje mordu, jakiego dokonała polska szlachta na politycznym ciele króla. Lefort, rozwijając koncepcję Kantorowicza, pokazuje, że polityczne ciało króla pełniło funkcję samoreprezentacji społeczeństwa. Odegrało w ten sposób istotną rolę w procesie modernizacji, ponieważ stanowiło zwornik, który gwarantował jedność społeczną, ponieważ stanowiło zwornik, który gwarantował jedność społeczną w obliczu fragmentaryzujących procesów modernizacyjnych. Polityczne ciało króla stało się w ten sposób spójną przestrzenią, w obrębie której mogły rozgrywać się społeczne konflikty bez rozdzierania wspólnoty na kawałki. Symptomy jego rozkładu w I Rzeczypospolitej to właśnie momenty, w których Realne dawało o sobie znać. Przez pewien czas jeszcze pozwalała się tłumić. Gdy jednak szlachta wraz z kurczeniem się jej gospodarczej bazy osłabła – a jak wiemy z psychoanalizy, właśnie w momentach słabości podmiotu, kiedy brakuje energii na utrzymanie procesów obronnych ego, treści wyparte najskuteczniej przebijają się na powierzchnie – Realne ostatecznie powróciło na swoje miejsce: Rzeczpospolita przestała istnieć (s. 382).

 

I może jeszcze jeden dłuższy, ale bardzo interesujący fragment, dotyczący genezy następnych wcieleń Polski: Dotarliśmy do punktu, w którym opis dziwnego fantomowo-kolonialnego tworu, jakim była I Rzeczpospolita, może się w końcu domknąć. Końca dobiega również jego żywot. Dna 24 października 1995 roku Rosja, Prusy i Imperium Habsburgów podpisały traktat, w którym ostatecznie podzieliły między siebie to, co zostało z potężnej niegdyś Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Fantomowe ciało króla po dwóch wiekach zombicznej egzystencji ostatecznie wyzionęło ducha. Realne nieistnienie Rzeczypospolitej znalazło w końcu wyraz w Wyobrażeniowym świecie map i Symbolicznym świecie traktatów międzynarodowych.

 

Ten koniec oznaczał jednak nowy początek. Rzeczpospolita zniknęła, ale zamiast niej zaczął kształtować się inny podmiot. Pustka, którą pozostawiła po sobie Rzecz(pospolita), nazwana została narodem, a na jej bazie formował się w XIX wieku nowy podmiot, który jednak tak jak jego prekursorka naznaczony był piętnem nie-istnienia, dlatego jego nazwę zapiszemy z przekreśleniem: Polska [wyraz przekreślony]. A nawet więcej: ten nowy podmiot ucieleśniał brak jako taki. Ego geneza to seria braków, których kulminację stanowią rozbiory – ostateczna ekspozycja Realnego. Jego wyłonienie się opisuje „elementarna matryca podmiotowości”, którą Žižek definiuje w następujący sposób: <Stajesz się „czymś” (jesteś brany pod uwagę jako podmiot) tylko po przejściu przez punkt zero, po byciu pozbawionym wszystkich „patologicznych” (w sensie Kantowskim, czyli empirycznych, przygodnych) właściwości, na których wspiera się twoja tożsamość, a więc po zredukowaniu do „niczego”. „Nicość potraktowana jako Coś” – oto najbardziej zwięzła formuła Lacanowskiego „przekreślonego” podmiotu>.

 

Taka też jest geneza i sytuacja Polski jako podmiotu. Nie może odwołać się do żadnej materialnej pozytywności. Nie ma ani państwa takiego jak „Polska”, ani też polskiego narodu, bo pojęcie to było, o czym już mówiłem, ściśle związane ze stanem szlacheckim, a on sam nie potrafi ł stworzyć ani państwa, ani narodu w nowoczesnym, uniwersalistycznym znaczeniu. Nie ma również polskiego społeczeństwa, bo na terytorium Rzeczypospolitej podzielonym przez rozbiory istniały społeczne struktury zaborczych państw, ale nie Polski. Nie ma nic oprócz… języka – systemu znaczących. Dlatego ten nowy podmiot pojawia się jako samo tylko znaczące, niewypełnione jakąkolwiek pojęciową treścią. Jest pustką nazwaną narodem.

 

 

Odwołując się znów do ontologii Alaina Badiou, którą wykorzystywałem już wcześniej, mamy prawo nazwać rozbiory Wydarzeniem. Jak pisze Žižek, komentując teorię Badiou, jest ono „traumatycznym spotkaniem z Realnym”, po którym następuje nazywanie, czyli „inskrypcja wydarzenia w języku”. Polska jest podmiotem powołanym do życia przez wydarzenie rozbiorów i dochowującym wierności jego prawdzie – nieistnieniu Rzeczypospolitej. To nieistnienie stanie się główną motywacją działania dla wielu pokoleń patriotów wieku XIX i początku XX, którzy przy pomocy różnych metod – od pracy organicznej przez powstania aż po współpracę z zaborcą – będą starali się zdjąć z Polski piętno przekreślenia. Rozbiory są pierwszym Wydarzeniem – w rozumieniu Badiou – po śmierci Zygmunta Augusta i pierwszym wielkim bezkrólewiu. Następnym stanie się dopiero powołanie do życia II Rzeczypospolitej.

 

 

To właśnie na skutek traumatycznego spotkania z Realnym rozbiorów, wraz z pojawieniem się Polski [wyraz przekreślony] jako nowego podmiotu, Rzeczpospolita Obojga Narodów retrospektywnie konstytuuje się jako Rzecz. Te dwa elementy wchodzą w cyrkularną relację, w której wzajemnie się determinują, stanowiąc zarazem swoje warunki możliwości i niemożliwości: Rzecz(pospolita) staje się Polską [wyraz przekreślony] na skutek straty, Polska [wyraz przekreślony] powołuje do życia Rzecz(pospolitą) w geście nostalgicznego powrotu. To oczywiście gest czysto fantazmatyczny: utraconą pełnię symbolizuje coś, czego nigdy nie było, nie mogło więc być odczuwane jako pełnia dana w jakimkolwiek doświadczeniu (s. 410-412).

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s