Wincenty Lutosławski, Posłannictwo narodu polskiego (część druga)

 

Polityczne posłannictwo Polski widział Lutosławski w unii narodów, społeczne – w unii społecznej klas, religijne – w unii religijnej wyznań.

 

Hasłem społecznym Polski – twierdzi Lutosławski – jest unia społeczna klas, która się wyrażała w ideale stopniowego uszlachcenia całego narodu. Walka polityczna i wojenna między plemionami, trwająca przez tysiąclecia, zyskała w 19-m wieku równoważnik społeczny w walce klas, która wybuchła ostatecznie w niesłychanie krwiożerczy sposób na dwóch krańcach Europy, w Rosji i Hiszpanii. Ale ta klasyfikacja, na którą powołują się stronnictwa radykalne, jest fałszywa.

 

Podział ludzi na kapitalistów i robotników nie odpowiada rzeczywistości, gdyż nieraz robotnicy posiadają jakieś oszczędności, stanowiące kapitał, a kapitaliści bywają zmuszani do pewnej pracy, aby zapewnić sobie zysk z kapitału (…). Więc zawzięta walka klas, wszczęta między kapitalistami a robotnikami za inicjatywą Marksa w 19-m wieku, jest oparta na fałszywej klasyfikacji, i sprowadza się do walki odwiecznej między uboższymi a bogatszymi (…). Mienie jest najzmienniejszą cechą, i na różnicach mienia nie należy opierać klasyfikacji społecznej (…). W miarę, jak ogólne mienie społeczeństwa wzrasta, różnice mienia indywidualne stają się mniej dotkliwe, bo coraz więcej osób osiąga pewną niezależność. Proces narastania zamożności społeczeństw cywilizowanych odbywa się stopniowo i powoli, i nie jest wcale prawdą, co twierdził Marks, że bogactwa muszą się skupiać w coraz to mniej licznych rękach. Nierówność mienia wzrasta, lecz zarazem wzrasta też ilość tych, co jakieś mienie posiadają. Więc walka między uboższymi a bogatszymi ma swój naturalny kres, gdy zamożność powszechna zapewni najuboższym dobre warunki bytu, jak to już w niektórych krajach się dzieje. Robotnik dziś ma znacznie większe potrzeby, niż kilkaset lat temu i coraz lepiej je zaspokaja (…). Te klasy, którym socjalizm zaleca walkę, nie są prawdziwymi klasami. Robotnicy i kapitaliści stanowią jedną klasę pracowników przemysłu, i mają wspólny interes wytwórczości.

 

O ile wytwórczość rośnie, zarówno zyski kapitalistów, jak zarobki robotników się wzmagają. Wzniecenie walki między kapitalistami a robotnikami niszczy przemysł i za jednym zamachem pozbawia kapitalistów zysku, a robotników zarobku. Przy tym socjalizm uznaje tylko dwa czynniki produkcji: kapitał i pracę, gdy w każdej produkcji tkwią jeszcze dwa inne decydujące czynniki, bez których ani kapitał nie miałby zysku, ani praca zarobków, mianowicie zdolność organizacyjna i wynalazczość. Bez tych duchowych czynników wytwórczość jest niemożliwa. Sama praca bez umiejętnego kierunku i bez narzędzi nic nie wytworzy.

 

Więc pretensje socjalistów, żeby pracy samej zapewnić cały owoc wytwórczości, jest niesprawiedliwa i niedorzeczna, gdyż praca bez kapitału, organizacji i wynalazczości mało co wytworzy. Ale nakaz walki klas łatwo staje się przedmiotem ślepej wiary, bo wiele obiecuje, choć obietnic dotrzymać nie  może. Drugi naczelny dogmat socjalizmu, mianowicie upaństwowienie produkcji jest także fałszywy, bo nie uwzględnia nieuchronnych nadużyć, jakie wszelki wzrost władzy państwowej za sobą pociąga.

 

Państwo może służyć skutecznie tylko dla celów niezbędnych, jak obrona niepodległości i wymiar sprawiedliwości. Ale państwo bywa złym gospodarzem i przeważnie nieudolnym nauczycielem. Więc powierzenie produkcji państwu skupia nadmierne środki w rękach nieodpowiedzialnych, które tych środków nie użyją dla dobra powszechnego (s. 133-138).

 

Polskim posłannictwem – podkreśla filozof – jest unia klas, współpracownictwo kapitału z pracą, organizacją i wynalazczością, dla wspólnej korzyści wszystkich czynników, To może być wykazanym na przykładzie wzorowych przedsiębiorstw, w których zarobki robotników będą wzrastać równolegle z zyskami właścicieli i ze sprawiedliwym wynagrodzeniem dla organizatorów i wynalazców. Ale to jest możliwe jedynie przy najdalej idącym ograniczeniu interwencji państwa w przemyśle. Zadaniem państwa jest przestrzeganie sprawiedliwości i zapobieganie krzywdzie. Więc państwowe władze mogą do produkcji przemysłowej wkraczać, gdy kapitalista krzywdzi robotników lub, gdy robotnicy krzywdzą kapitalistę, co także się zdarza. Lecz zarówno robotnicy, jak kapitaliści powinni mieć swobodę umowy o pracę takiej, jaka dla obu stron będzie dogodna. Robotnicy powinni mieć prawo do łączenia się w związki, i te związki robotników mogą się układać z kapitalistami o najkorzystniejsze dla siebie warunki, jakie są możliwe, bez rujnowania przemysłu. Związki te, opierając się na prawie, lepiej zabezpieczą pomoc lekarską i higienę mieszkań dla robotników, niż mogą to uczynić ubezpieczalnie państwowe.

 

            Ale głównym warunkiem poprawy bytu robotników będzie – postuluje Lutosławski w imię ideałów chrześcijaństwa – wewnętrzna przemiana, zarówno u robotników, jak i właścicieli fabryk, akcjonariuszy i dyrektorów. Chodzi o to, żeby nie zysk lub zarobek był głównym celem, lecz doskonałość życia, umożliwienie wszystkim duchowego rozwoju. Więc gorączka współzawodnictwa, łaknąca coraz to większych zysków i zarobków, powinna być zastąpiona przez ideał życia w warunkach umożliwiających rosnące zainteresowania umysłowe i artystyczne. Pomysłowość zarówno robotników, jak i dyrektorów, oraz właścicieli, powinna być wytężona w kierunku doskonałości urządzeń, co się nie da pogodzić z potwornymi rozmiarami warsztatów produkcji, do których wiedzie zachłanna chciwość przedsiębiorców  (s. 138-139).

Obok zmniejszania nadmiernych różnic między uboższymi a bogatszymi, wynikającymi z chciwości jednych i niezaradności drugich, autor Posłannictwa polskiego narodu widzi powołanie Polski w łagodzeniu przeciwieństw między, walczącymi z sobą, tępymi a zdolnymi: Na to, żeby uzdolnienie zyskało przeważający wpływ na życie ludzkie, musi ono być powszechnie uznane jako czynnik dobrobytu powszechnego. Ale z drugiej strony trzeba wymagać od zdolnych, aby oni uznali błogosławiony wpływ tępoty ludzkiej jako hamulca chroniącego ludzkość od ryzykownych eksperymentów, do których uzdolnienie bywa skłonne.

 

Uzdolnienie w walce z tępotą sili się na coraz to jaśniejsze i więcej przekonywujące wyrażenie swych odkryć, aby najwięcej tępe umysły mogły je pojąć i uznać. Więc tępota ma pewną zasługę, wyzywając uzdolnienie do wysiłków. W miarę jak nowe pomysły dają pożądane rezultaty, opór tępoty słabnie i przygotowuje się podporządkowanie tępych zdolnym, co stanowi więcej uzasadnioną hierarchię społeczną, niż zależność ubogich od bogatych, lub ludzi bez znakomitych przodków od dobrze urodzonych (s. 141-142).

 

Innym zadaniem postulowanym przez Lutosławskiego jest wspomaganie ludzi uczciwych w ich walce ze złodziejami i oszustami, demaskowanie oraz unieszkodliwianie lub nawracanie nieuczciwych. Filozof podkreśla rolę prawodawstwa, ale pisze także o tym, że żadne prawodawstwo nie przewidziało dotąd opanowania przez złodziei całego aparatu państwowego, stworzonego przez uczciwych obywateli (…). Ma na myśli m.in. Rosję i Hiszpanię: Pod pretekstem liberalizmu złodzieje i mordercy, oszuści i kłamcy potworzyli rządy w tych krajach, zostali ministrami i dyktatorami, wysyłają poselstwa zagraniczne do innych narodów, i mieli przedstawicielstwo w Lidze Narodów. I ostrzega: Niezdolność odróżnienia prawdziwego rządu, mającego prawo do przestrzegania sprawiedliwości w swoim kraju i do przedstawicielstwa na zewnątrz, od bandy opryszków, udających rząd, wynika z obojętności moralnej, z braku sumienia publicznego, z lęku przed wojną, i gotuje na przyszłość daleko gorsze konsekwencje (s. 142-143).

 

Na koniec swoich rozważań o sprzecznościach społecznych i ich rozwiązywaniu Lutosławski porusza jeszcze jedna kwestię: Prócz walki uboższych z bogatymi, tępych ze zdolnymi, uczciwych ze złodziejami, istnieje jeszcze jedna wielka walka społeczna dwóch klas wzajemnie się wyłączających, mianowicie walka płci – miedzy kobietą i mężczyzną. Nie chodzi tu bynajmniej głównie o prawa polityczne, ani o dostęp do wszelkich stanowisk dla kobiet, gdyż człowieczeństwo kobiety jest powszechnie uznane, i pod względem praw politycznych i społecznych kobiety w zasadzie są już równouprawnione, albo szybko się do równouprawnienia zbliżają.

 

            Ale na wszystkich polach pracy ludzkiej, i nawet wewnątrz poszczególnych ludzi, toczy się walka między kobiecością a męskością, i czasem jedna, czasem druga przeważa. Cały urok jednej płci dla drugiej jest siłą wyrównującą przeciwności i wiodącą ku temu, aby mężczyźni stawali się więcej podobni wewnętrznie do kobiet, kobiety zaś do mężczyzn, więc aby jednostki obu płci były przede wszystkim ludźmi. Trudno fazy tej walki ująć w ścisłe terminy, gdyż różnica płci nie da się określić przez inne cechy, skoro płeć jest jedną z zasadniczych cech człowieka.

 

            Uświadamiamy sobie różnice płci, kochając osobę płci innej, i ta miłość jest pierwszym wyzwoleniem z elementarnego, żywiołowego samolubstwa. Miłość między kobietą a mężczyzną stwarza rodzinę, w której pierwotne, wyłączne uczucie dwojga ludzi rozlewa się na najmniejszą grupę społeczną i przygotowuje nas do coraz to szerszego zakresu uczuć.

 

            Ale doskonała harmonia, czyli pokój między małżonkami, między rodzicami a dziećmi, należą dotąd do najrzadszych przywilejów, co w znacznej mierze z tego wynika, że dzieci w ogromnej większości związków rodzą się jakby przypadkiem, i nie bywają od początku głównym celem połączenia rodziców. Na gatunek potomstwa, na jego uzdolnienie i charakter świadoma wola rodziców może wywrzeć wpływ decydujący, i gdy taki stosunek zachodzi, że rodzice z całej duszy pragną zdolnych i zacnych dzieci, to osiągnięcie tego celu staje się źródłem tak ogromnego zadowolenia, że ono najlepiej zapewnia harmonię rodzinną. Walka płci kończy się w ścisłym zjednoczeniu dla współdziałania i wzajemnej pomocy. Tutaj najdobitniej działa prawo unii klas, bo różnica między kobietą a mężczyzną należy do największych i najgłębszych różnic klasowych.

 

            Pojednanie i połączenie płci jest wzorem i przykładem rozwiązania innych konfliktów społecznych. Następuje ono przez miłość, i zarazem miłość jest główną siłą, która jest w stanie pokonać przeciwieństwo między uboższymi a bogatszymi, tępymi a zdolnymi, a w końcu nawet między uczciwymi a złodziejami, co się wyraża w zdaniu, że można nienawidzić zbrodnię, a kochać zbrodniarza (s. 150-152).

 

Unia polityczna ludów i unia społeczna klas były uzupełnione w dziejach Polski – podkreśla Lutosławski – przez unię wyznań. Ta unia wyznań, która trwa i daje nam trzech arcybiskupów różnych obrządków, rezydujących we Lwowie, jest zewnętrznym symbolem powołania religijnego, wyrażonego przez Skargę, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i Cieszkowskiego. Aby to powołanie zrozumieć, trzeba sięgnąć w przeszłość do początków Chrześcijaństwa.

           

Kościół Katolicki to nie jest jedno wyznanie wśród wielu innych, ale bezprzykładne dotąd usiłowanie zjednoczenia wszystkich ludzi dobrej woli na całej ziemi w jednej wierze, w jednym kulcie i obrządku. Na tej drodze Kościół postępował przez tysiąc lat bez poważniejszych przeszkód, choć ustawicznie odpadali różni heretycy.

 

            Dopiero schizmatycy bizantyjscy wytworzyli groźny rozłam, który jeszcze trwa. Lecz w Polsce unia pogodziła zwaśnione kościoły i przetrwała nawet rozbiory. Teraz zadaniem Polski jest rozszerzyć i pogłębić unię, aby zapewnić jedność religijną narodu. Będzie to wymagało ustępstw wzajemnych, do których zresztą Kościół okazał się skłonnym.

 

            Zadaniem Polski jest przeprowadzić konsekwentnie Chrześcijaństwo w stosunkach społecznych i politycznych, które pozostają pogańskie. Dotąd tylko jednostki bywają przeniknięte wiarą, ale jeszcze żadne państwo nie spełniło wymagań etyki chrześcijańskiej. Do urządzeń państwowych zawsze zakradają się niekonsekwencje, wynikające z nieliczenia się ze wskazaniami prawa Bożego.

 

            W stosunkach politycznych wszystko tak się odbywa, jakby nad wolą ludzką nie było woli Bożej, jakby wola ludzka była sama przez się decydująca. Stąd płynie też rozmaitość wyznań. Każdy chciałby swoje rozumienie rzeczy narzucić innym, zamiast wspólnie z innymi szukać prawidłowej woli Bożej, dla poddania jej swoich planów i postanowień.

 

            Pod względem religii ludy Europy podzieliły się w ten sposób, że ludy łacińskie pozostały przy Kościele, a ludy germańskie ciągle usiłują dokonać reformacji. Każda sekta, która z Kościoła wyjdzie, rozpada się na inne sekty, i w ten sposób pożądana jedność ginie. W Polsce uczyniono usiłowania, żeby przynajmniej sekty protestanckie połączyć, co by wiele ułatwiło ich powrót do Kościoła.

 

            Lecz łatwiejszy jest powrót indywidualny niż gremialny. Aby go ułatwić trzeba obcować po chrześcijańsku z innowiercami i dopuszczać ich na prawach równości do wszystkich prac społecznych, lecz nigdy nie dyskutować z nimi o religii. Im więcej katolicy będą konsekwentnymi i szczerymi Chrześcijanami, tym większy wpływ wywrą na heretyków.

 

            Trzeba, żeby prawdziwa wiara w czynach się odbiła tak, aby się narzucało świadkom tych czynów pytanie, co stanowi siłę tych ludzi, wolnych od fałszu i nienawiści, nie skłonnych do ujemnych podejrzeń i obmowy. Jeśli pod tym względem katolicy będą świecili przykładem, to zdziałają więcej dla naturalnego wzrostu Kościoła, niż mogliby zdziałać przez najtrafniejsze polemiki. Strzeżmy się, by nie czuć pogardy ani nienawiści względem tych, co inaczej niż my swój stosunek do Boga wyrażają. Gdy jaki protestant co złego uczyni, nie głośmy, że to jego herezja temu winna, bo zawsze można wielu katolików wskazać, którzy równie złe czyny popełniają.

 

            Trzeba pamiętać, że ci, których ojcowie odpadli od Kościoła, nie są temu winni, i że ich wierność wierze ojców, choćby nawet w części fałszywej, jest jeszcze zaletą. A szczególniej trzeba pamiętać, że różnice między wyznaniami chrześcijańskimi bledną i znikają wobec przepaści, która wszystkie te wyznania dzieli od niedowiarków, ateistów i bluźnierców.

 

            Uszanujmy w heretyku jego wiarę w Boga, w jego sprawiedliwość pozagrobową, w skuteczność modlitwy, w żywot wieczny każdej jednostki, w ciągłą opiekę nad nami Opatrzności, a uznamy w nim brata i sojusznika w walce ze złem istotnym, które w obecnej dobie przyjęło postać komunizmu.

 

            Walka toczy się głownie między katolicyzmem a komunizmem, i w tej walce protestanci są po stronie Kościoła, nawet razem z prawowiernymi Żydami i muzułmanami (…).

 

Decydująca cechą, która stanowi o wartości religijnej człowieka, nie jest ilość Mszy wysłuchanych, nie odbytych spowiedzi, ani uczestnictwo w obchodach, procesjach i pielgrzymkach, Lepszym katolikiem i chrześcijaninem jest ten, który rzadziej źle myśli o bliźnim, jeszcze rzadziej źle o nim  mówi, a najrzadziej wyrządza mu krzywdę czynem.

 

            Udział w obrządkach jest widzialny, a życie wewnętrzne decydujące o wartości moralnej człowieka jest niewidzialne. Jednak to życie wewnętrzne jest najważniejszą cechą, odróżniającą ludzi dobrych od złych. Kto się wyzwolił od gniewu, zazdrości, nienawiści, pychy, kto stale obcując z bogiem, nie boi się diabła, kto pragnie dobra bliźnich i każdego, komu może usłużyć, przyjmuje, jakby to był sam Chrystus lub wielki Święty, ten jest prawdziwym katolikiem, choćby formalnie do innego wyznania należał (…). Zastanówmy się, który z naszych znajomych nie obmawia bliźniego, nie kłamie, nie zdradza w spojrzeniu i słowie nieczystych pożądań, chętnie bliźnim służy, ile może, nigdy nie rozpacza, nie wpada w gniew, nie zapowiada wątpliwych klęsk, nie rości do Boga i ludzi fałszywych pretensji, nie pała nienawiścią do nikogo – ten będzie najlepszym Katolikiem, choćby zewnętrznie się nie wydawał pobożnym i gorliwym uczestnikiem obrządków. Daleko trudniej tę wewnętrzną czystość zdobyć, niż zadośćuczynić zewnętrznym formom. A jednak bez tej wewnętrznej czystości nie możemy się przyczynić do większej zgody miedzy ludźmi dobrej woli (s. 159-164).

 

Bardzo interesujące są słowa filozofa-mesjanisty o polskim mesjanizmie. Lutosławski uważa, że jeśli do powołania Polski należy takie pogłębienie religijne, które by mogło wszystkich ludzi dobrej woli na całej ziemi zjednoczyć w myśli i w czynie, to każdy Polak powinien tę myśl narodową badać, rozważać, dyskutować, aż stanie się ona istotną treścią jego świadomości, nie tylko zapamiętaną, ale zupełnie przyswojoną. Jednocześnie przestrzega: Jednym z najpospolitszych błędów w naszej literaturze mesjanistycznej bywa porównanie Polski z Chrystusem, i czynienie z niej Chrystusa narodów, umęczonego za zbawienie ludzkości. Takiej wyjątkowej roli Polska mieć nie może; na to żeby ludzkość mogła się zjednoczyć, każdy naród, a nie tylko Polska, powinien mieć swoje powołanie.

 

            Są narody, które nas wyprzedziły i więcej dla ludzkości zrobiły, np. Francja i Anglia. Megalomania narodowa nie przystoi nam, gdyż Chrystus nas pouczył, że ten największy, co najpokorniej innym służy. Więc i my nie szukajmy panowania nad innymi narodami, ani górowania nad nimi, lecz bądźmy pokornymi sługami, strażą u wrót tej Europy, w której ma się dokonać pełne zrozumienie i zastosowanie prawdziwej nauki Chrystusa, poprzez krwawe doświadczenie. Zlekceważono u nas i ośmieszano psychologię przedmurza. Jednak Polska jest niewątpliwie tym przedmurzem, ale na to, żeby być silnym przedmurzem, nie może na tym jedynie poprzestać, lecz musi w sobie mieć tę rzeczywistość, której broni (s. 167-168).

 

Autor Posłannictwa polskiego narodu wzywa do studiowania, obok tekstów religijnych, dzieł polskiej myśli narodowej. Pragnie przy tym zachowania prawa do swobody zrozumienia dogmatu powszechnego przy jednoczesnej wierności Kościołowi: Interpretacja prawd i tajemnic wiary nie da się zawsze ująć w karby pewnych formułek. Katolicyzm Mickiewicza i Słowackiego jest w równej mierze prawdziwym katolicyzmem, jak katolicyzm Danta, lecz nie są pod wszelkim względem identyczne.

 

            Każdy katolik myślący bywa chwilami heretykiem i błądzi, lecz starczy łagodna perswazja, aby go do wiekuistej prawdy nawrócić. Kościół nie jest martwym zgromadzeniem trupów, ani automatów, lecz żyjącym i rosnącym Kościołem Ducha Świętego. Różnice indywidualnych interpretacji nie powinny prowadzić do wojen religijnych.

 

            Trzeba wyznać, że znacznie więcej jest tajemnic, niż prawd wiary, i nie robić nieomylnego dogmatu z indywidualnej interpretacji tajemnicy nawet najmędrszego teologa.

 

            W pokorze uznajemy, że wielu rzeczy w tym życiu wiedzieć nie możemy, lecz te, które naprawdę wiemy i które wspólny dogmat katolicyzmu stanowią, wystarczają, aby nas zjednoczyć przeciw niedowiarstwu i ateizmowi.

 

            Na szczęście Kościół nie wymaga od każdego ze swoich wyznawców zrozumienia wszystkich dogmatów i wystarczy mu ogólne wyznanie wiary w to, że Kościół prawdę posiada i że ta prawda jest nieomylna. Nawet najkrótsze i najprostsze sformułowanie tego credo wywoływało na soborach wielkie spory, i to, które się ustaliło, jest jednym z wielu, które proponowano. Możemy je bez wahania przyjąć, jeśli tylko zachowamy prawo interpretacji, która wobec każdego tekstu jest przywilejem człowieka.

 

To, że ogromne foliały teologii dogmatycznej są zredukowane do tak treściwego wyrazu, świadczy o proporcji między prawdą a tajemnicą w wierze katolickiej.

 

            Zadaniem polskiego ducha jest prawdę przyjąć, a tajemnice w pokorze badać i rozważać. Ale ta strona umysłowa stanowi tylko jedną część naszego udziału w życiu Kościoła. Zrozumienie dogmatu zależy od jakości umysłu i bywa różne. Natomiast stosowanie przykazań w życiu praktycznym nie nastręcza takich trudności, jak teoretyczne rozważania. Przeważnie wiemy z zupełną jasnością, czego czynić nie należy, a to nam ułatwia wybór tego, co czynić powinniśmy. Mniej wątpliwości przedstawiają ostrzeżenia przed złem, niż pozytywna budowa dobra.

 

            Jednak człowiek unikający grzechu, łatwiej może odróżnić drogę cnoty w każdym powikłaniu życiowym. Życie zgodne z przykazaniami jest daleko ważniejszą sprawą, niż trafna interpretacja dogmatu. O tę interpretację staczać bojów w doczesności nie warto, gdyż prawdy się dowiemy w wieczności (…). Zgodność czynów z myślami, z uznanymi przekonaniami, jest daleko ważniejszą dla nas, niż rozstrzyganie teologicznych subtelności. Zaciekawienie, z jakim w Bizancji, w Rzymie lub w Heidelbergu broniono pewnych interpretacji, jest obcym polskiemu duchowi. Polak znosi cierpliwie i wyrozumiale cudze interpretacje, byle miał własną swobodę snucia swoich myśli na temat objawienia (…). Posłannictwem Polski jest rozpowszechnienie widzącej wiary i prawa do indywidualnej interpretacji tekstów zawierających objawienie. Dopiero ta indywidualna interpretacja ożywia tradycję, która bez tego kostnieje i staje się martwą literą.

 

            Wszelka interpretacja tekstów jest indywidualna, a nawet jeśliby jakaś interpretacja była uznana przez Kościół za autorytatywną, to zawsze każdy czytelnik będzie musiał ją interpretować. Ale Kościół jest zbyt mądry, aby jakiekolwiek dzieło jednostki kanonizować (…). Kościół pozostawia interpretację ekspertom, pozwala drukować ich pisma, lecz nie wynosi jednych nad drugich i żadnego nie ogłasza jako wyraziciela nieomylnej prawdy. Z tej wyrozumiałości Kościoła Polacy są skłonni korzystać jak najszerzej, nie zaprzeczając jego powagi i nie tworząc sekt, nie ścigając karami heretyków i innowierców.

 

            Taka postawa cechuje tolerancję polskiego ducha, wielce różniącą Polaków od inkwizytorów rzymskich i od sekciarzy niemieckich. Polak szuka Boga, usiłując Go poznać, ale nie narzuca swego poznania nikomu, ufając, że Bóg się każdemu objawi wedle jego uzdolnień i dobrej woli.

 

            Gdyby wszyscy Chrześcijanie zajęli takie stanowisko, nie byłoby wojen religijnych ani krwawych wyroków za indywidualne interpretacje. Rozpowszechnienie i uprzystępnienie polskiej postawy wobec Kościoła i wiary katolickiej prowadzi do jedności religijnej i do uznania chrześcijańskich zasług także poza katolickim Kościołem (s. 172-177).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s