Stanisław Kot, Rzeczpospolita Polska w literaturze politycznej Zachodu

Tym razem nietypowa lektura, bo opracowanie prof. Stanisława Kota Rzeczpospolita Polska w literaturze politycznej Zachodu (Kraków 1919 r.). Rzecz pożyteczna, bo pokazuje nieco bardziej zobiektywizowane widzenie naszych dziejów, bowiem wydaje się, że autorzy polscy zawsze byli uwikłani w jakieś „polityki historyczne”, bądź nie mogli wyzbyć się w swoim widzeniu spraw polskich gorsetu mitologii narodowej. Pisarze zachodni z reguły również przyjmowali punkt widzenia jakichś teorii, ideologii, bądź służebności politycznych, ale z natury rzeczy nie byli tak uwikłani emocjonalnie. Z biegiem lat i wieków okazywało się, że pisarze ci posiedli całkiem sporo informacji o Rzeczpospolitej, tak że uprawniona może zostać opinia, iż Polacy ze zdziwieniem stwierdzali, że za granicą wiedzą o nich, i to więcej niżby sobie w interesie swej dobrej sławy życzyli (s. 159). Tym bardziej warto zaznajomić się z zewnętrznym punktem widzenia na sprawy polskie.

Profesor Kot sięgnął po sądy o Polsce zawarte przede wszystkim we włoskich, francuskich, niemieckich i angielskich pismach z dziedziny filozofii politycznej, nauki o państwie, prawa politycznego i publicystyki, a także w innych tekstach, w których pojawiały się dokładniejsze uwagi opisujące, charakteryzujące i wyjaśniające urządzenia Polski, np. w utworach o charakterze podróżniczym, geograficznym lub historycznym. Źródłem części tych sądów były, poddane szerszym ciągom logicznych przemyśleń (nierzadko polemicznych) uwagi cytowane z dzieł autorów polskich, innych zaś własne obserwacje i rozważania cudzoziemców. Opinie te zostały uporządkowane przez S. Kota chronologicznie, od XVI do XVIII wieku oraz częściowo według narodowości ich autorów. Najciekawsze rozważania o Polsce dotyczą charakteru narodowego Polaków, ustroju politycznego i społecznego Rzeczypospolitej oraz kwestii socjalnych, przede wszystkim chłopskiej.

Najwcześniej o Polakach zaczęli pisać Włosi i Francuzi, zaliczając ich do grupy narodów północnych i przyznając im charakter odmienny od mieszkańców Południa: nadzwyczaj silne przywiązanie do wolności a nieprzezwyciężony wstręt do służalstwa i niewoli, wielkie męstwo i wojowniczość, wytrzymałość fizyczną obok słabszej pobudliwości płciowej (s.48). Owo umiłowanie wolności było dostrzegane przez wszystkich, ale nie brak było opinii, że nie koresponduje ono jednak z ich stanem umysłu i woli. Polacy często byli postrzegani jako ludzie bez bystrego pojęcia, którzy z powodu ignorancji i woli nie umieją wykorzystać zdobytej wolności na swą korzyść. Jeden z autorów włoskich już w XVI w. wręcz twierdził, że łatwo wyzyskać charakter Polaków: „Mają tę zaletę, że chociaż są natrętni, nieznośni i zarozumiali, mimo to lubią być prowadzonymi, a nawet sami w tym pomagają, jeśli im się powie, że chodzi o powagę ich króla, z wyjątkiem w sprawie ukrócenia wolności”. Ale i na ten wyjątek jest sposób: „Potrzebuje król tylko raz zdobyć sobie dobra opinię u tego narodu, a uznają wszystkie jego rozporządzenia za dobre i sprawiedliwe. Trzeba tylko, aby nie wzbudził ich nieufności, że dąży do powiększenia władzy, a mówił, że celem jego jest dobro Rzeczypospolitej, bo to jest wyrażenie, mające tutaj kurs”. Ten sam autor dodaje: gdyby zaś ([ich] umysły rozbudziły się, mogliby zamącić wiele rzeczy (s. 27).

Warto zauważyć, że tego typu słowa padały za potęgi Rzeczpospolitej, później bywało bardziej dobitnie, by przytoczyć tylko dwie opinie z okresu rozstroju i upadku Polski: Polacy o wiele chętniej zrobią wszystko dla przeszkodzenia wzrostowi władzy królewskiej na wewnątrz aniżeli co konieczne dla zapewnienia sobie spokojnego życia w domu, a ojczyźnie powagi na zewnątrz (s. 199); Nawet gdyby konstytucja tego królestwa dobra była, kraj ani naród nie mogliby z niej korzystać, można to już było widzieć, a zobaczy się jeszcze lepiej w przyszłości, do czego te piękne prawa mogą posłużyć Polakom (s. 180).

Oczywiście większość takich opinii była związana z negatywną oceną ustroju politycznego i społecznego Rzeczpospolitej, co przecież nie jest żadną nowością i żadnym odkryciem. Obcokrajowcy zrazu dostrzegali odmienność polskich rozwiązań ustrojowych, oceniając je w różny sposób, w większości przypadków zależny od ich poglądów politycznych. Oddajmy głos autorowi książki: Jak wynika z analizy literatury politycznej XVI wieku, pogląd jej na ustrój Polski i ocena tegoż nie były jednolite. Zarysowały się przede wszystkim dwie grupy opinii. Podług jednej, wytworzonej w znacznym stopniu pod wpływem polskich kół monarchicznych, – była Polska monarchią, ograniczoną wprawdzie, zdaniem jednych mniej, drugich więcej, ale bądź co bądź zapewniającą wielki zakres władzy królewskiej, dzięki czemu mogło być państwo polskie rządzone w sposób zbliżony do metod monarchicznych, stosowanych na Zachodzie. Podług drugiej – nie była Polska monarchią ale raczej arystokracją, z utrzymaniem zewnętrznych pozorów władzy królewskiej, podobna zatem częściowo do państw skandynawskich, chociaż przewyższająca je w kierunku republikańskim przez wolną elekcję i pacta conventa. W tej zaś literaturze, która Polski nie uważała za monarchię, dwojako jej ustrój oceniano: pisarze opozycyjni, przeciwnicy absolutyzmu, pochwalali jej ustrój i stawiali go za wzór innym państwom Europy, gdy na odwrót teoretycy absolutyzmu, zwolennicy nieograniczonej władzy królewskiej, potępiali go i podnosili ujemne strony, aby inne narody odstraszyć od naśladownictwa polskich urządzeń politycznych. W oczach jednych Polska była państwem szczęśliwym, o pięknej przyszłości, dla drugich – organizmem niefortunnym, kryjącym w sobie zarodki wielkich niebezpieczeństw.

Stojąc wobec tak skomplikowanego ustroju, nie mającego zupełnie analogii w owej dobie, literatura polityczna wieku XVI nie mogła ustalić jednolitego o nim sądu, zadaniu swemu jednakże odpowiedziała, oceniając go wszechstronnie, z różnych punktów widzenia, i wyczerpawszy cały materiał porównawczy, którym w stosunku do urządzeń polskich podówczas rozporządzała. Uwzględnić też trzeba, że urządzenia polskie w wieku XVI znajdowały się w stanie rozwojowym, niełatwo było z jednej strony ściśle obserwować ich ewolucję, a z drugiej – przemyśleć następstwa z niuch wynikające. Potęga Polski w stosunkach międzynarodowych, jej wojny zwycięskie i dobrobyt wewnętrzny, nie ułatwiały zadania poglądowi krytycznemu, zwłaszcza gdy równocześnie państwa zachodnie ociekały krwią wojen wewnętrznych (s. 71-72).

Wiek XVII przyniósł z jednej strony wykrystalizowanie się fundamentów ustroju Rzeczpospolitej, który w wysokim stopniu ograniczył władzę królów, z drugiej – zapanowanie w Europie, zarówno w teorii, jak i praktyce, tendencji absolutystycznych, stąd też ustrój Polski wydawał się w porównaniu ze stosunkami Zachodu czymś anormalnym, sprzecznym z ogólnym stanem Europy, i spotykał się z coraz częstszym potępieniem (…). Toteż w przeciwieństwie do wieku XVI, który przez swych najbardziej kulturalnych przedstawicieli (…) stwierdzał wysoki wzrost cywilizacji w Polsce, w wieku XVII, i to już w pierwszej połowie, która jest okresem najwyższego rozkwitu ogólno-cywilizacyjnego Polski, poczęły się coraz liczniej mnożyć zarzuty o polskim barbarzyństwie (s. 101).

Niestety dalsza ewolucja sytemu politycznego Rzeczpospolitej, osłabiającego władzę monarszą na rzecz wszechwładzy szlachty, rozstrój, a w końcu upadek Polski w XVIII stuleciu, musiały zaowocować w końcu zwycięstwem negatywnych ocen: Bezpowrotnie minęły te czasy, kiedy to można było stawiać urządzenia polityczne Rzeczpospolitej na wzór narodom Zachodu, – obecnie służyć one mogły li tylko jako odstraszający przykład. Zdawałoby się pozornie, że urządzenia polskie, ignorowane albo zwalczane w XVII w. przez kierunek absolutystyczny, powinny teraz właśnie, w okresie ruiny doktryn absolutyzmu, ponownie nabrać rozgłosu i spotkać się z rehabilitacją. Stało się oczywiście inaczej. Nowe teorie polityczne zarówno niechętnie traktowały zachodni absolutyzm, jak polską wolność (s. 177).

Już w wieku XVII zaczęły pojawiać się w Europie utwory ośmieszające Polskę, w których charakteryzowano ją np. jako „otchłań dla królów – niebo dla szlachty – czyścieć dla duchownych – piekło dla chłopów – raj dla żydów – kopalnie złota dla kupców” lub w których ironicznie zalecano wolność polską, dzięki której Polacy „żyją bezprawnie, stroją się jak anieli, biesiadują jak królowie, mieszkają jak świnie, śpią jak psy, giną jak chcą i kiedy chcą – na wolności (s. 118-119).

Warto przytoczyć kilka charakterystycznych osiemnastowiecznych wypowiedzi o Polsce i Polakach:

De Tende [wieloletni dworzanin Jana Kazimierza, ponownie zamieszkały w Polsce za Sobieskiego] nie był umysłem głębokim, ale posiadał wiele daru spostrzegawczego, przedstawienie jego opiera się prawie wyłącznie na własnej obserwacji i doświadczeniach, nie jak dotąd bywało na rozmaitych elaboratach starszej daty. W oświetleniu całości autor starał się być przedmiotowym, ale z tej właśnie przyczyny wiele, niestety, znajdujemy uwag niezbyt pochlebnych dla charakteru polskiego.

Podług jego opisu Polska jest w istocie republiką, tak też ją Polacy nazywają, uważając króla jedynie za prezydenta. Pomimo istnienia trzech stanów wszystkim jest szlachta. Zdawałoby się, że prawo rozdawnictwa godności zjedna królowi posłuszeństwo szlachty, jest ono bowiem czynnikiem nader potężnym – „niewielu jest w Europie władców, którzy by mieli więcej łask do rozdania niż król polski i mogli w krótkim czasie z ubogiego szlachcica zrobić bardzo wielkiego pana” – tymczasem w Polsce efekt jest inny: nie tylko bowiem, że Polacy z natury są niewdzięczni, ale ponadto wiedzą, że król musi im rozdać wszystkie urzędy i starostwa, że nie może ich oddać cudzoziemcom, ani znieść, ani przy sobie zatrzymać.

O systemie elekcyjnym sądu swego De Tende nie wypowiada, zaznacza tylko sceptycznie, że „Polacy wierzą, iż szczęście ich zasadza się na możności wybierania takiego władcy, jakiego zachcą”. Przywileje szlachty opisuje szczegółowo, tu i ówdzie zaznaczając ich szkodliwość. „Szlachta polska sądzi, że leży w jej interesie nie prowadzić żadnej wojny z nikim i zostawiać zawsze w spokoju z sąsiadami, że przez to będzie mogła zachować w całości wszystkie ziemie. Ale myli się, jak to rzeczywistość wykazuje. Ponieważ bowiem Polska otworem stoi z wszystkich stron, nie ma się co dziwić, jeśli każdy z jej wrogów, którzy na nią czyhają, od czasu do czasu urywa z niej po cząstce, zanim Rzeczpospolita zdąży się zabrać do obrony… Tymczasem żaden z sąsiadów nie mógłby dotrzymać oporu szlachcie polskiej, gdyby dobrze znała swe siły i gdyby zdolna była poddać się dyscyplinie i rozkazom jednego generała”. Z ostrą krytyką spotyka się też przywilej „neminem captivabimus” jako zapewniający bezkarność szlacheckim zbrodniarzom” (…).

Zrywanie sejmów nie budzi u francuskiego obserwatora szacunku, wie on bowiem, że zbyt wielu posłów korzysta z tej źrenicy wolności li tylko dla własnego interesu i że wielu z nich używa liberum veto jedynie do wymuszenia darowizn. „Mało jest bowiem posłów, którzy naprawdę pilnują interesów państwa, z trudem znalazłbyś takiego, który by wytrzymał próbę 2 tysięcy dukatów. Toteż nie tylko dwór może za pieniądze osiągnąć, do czego zmierza, lub też zerwać sejm, gdy przybiera obrót nieprzyjazny, ale także sąsiedzi i nieprzyjaciele w ten sam sposób mogą mieć te same korzyści i zerwać sejm, gdy widzą, że może powziąć decyzje przeciwne ich zamysłom”. Obrazem sejmów walnych był De Tende zgorszony: „Powiem tylko tyle, że Polacy więcej czasu obracają na pijatykę niż na obrady o swych sprawach, nie zaczynają bowiem pracy, aż poczyna im brakować pieniędzy na dobre wino węgierskie”.

Poza opisem wojska, sądownictwa, gospodarstwa, położenia chłopów itp. zwraca uwagę szkic charakteru Polaków, w którym autor podkreśla zwłaszcza chciwość szlachty. „Polacy bardzo kochają pieniądze, niema takiego upokorzenia, na które by się nie zdobyli wobec tych, których o nie proszą, ale kto ich dobrze zna, nie da im pieniędzy, chyba że chce je stracić” (…) (s. 160-163).

„Nikt tego nie zauważa – oburza się Connor [uczony lekarz irlandzki przebywający na dworze króla Sobieskiego], – że z powodu zrywania sejmów administracja Rzeczpospolitej w najgorszym stanie, prawa i przywileje zagrożone, a wobec absolutnej , niczym nieograniczonej władzy każdego posła, całe państwo podane w niewolę albo głupich poglądów, albo upartego zuchwalstwa jednostek. Czyż można wymyślić coś bardziej niesprawiedliwego i niedorzecznego nad to, że skoro już wszyscy senatorowie i posłowie zjechali się z tak odległych krain, z tylu kosztami, i omówili z królem tyle doniosłych spraw Rzeczpospolitej, po tym wszystkim jeden człowiek, będący w złym humorze albo może przekupiony, ubezwładnia decyzje reszty, burzy jedność wszystkich stanów, a nawet może sejm zerwać i to bez żadnej przyczyny, jak tylko, że mu się nie podoba. Widać stąd, że najważniejsze sprawy zależą nie tylko od pracowitych obrad mężów rozumnych, ale także od niedorzecznych i lekkomyślnych opinii szaleńców. Wynika z tego, iż raczej każdej prywatnej jednostce pozostawia się tak nieumiarkowaną i rozkiełznaną swobodę, gdy całemu narodowi polskiemu, a zwłaszcza sejmowi zupełnie brak wolności”.

Rozważywszy to wszystko – powiada Connor bardzo trafnie – dziwić się tylko trzeba, jak z tak niesprawiedliwymi i zgubnymi prawami naród polski mógł przez tysiąc lat kwitnąć i nie tylko tak wielkie królestwo spokojnie i zgodliwie posiąść, ale jeszcze stare prawa i przywileje do dziś całkowicie obronić. Polacy sami uważając stopień władzy swych królów, nieskrępowaną swobodę każdego szlachcica, burzliwość i zamieszanie sejmów oraz niedbalstwo urzędników w wykonywaniu swych obowiązków, zmuszeni są przyznać, iż to cud prawie, że tak długo zdołali się utrzymać i przypisują to Bogu, który chce ocalić przedmurze chrześcijaństwa (s. 169-170).

Męstwo Polaków, które mogło im być przydatne przed stu laty, dziś jest zdaniem autora [markiza D’Argenson, ministra spraw zagranicznych Francji] bez pożytku wobec tego, że inne narody wyuczyły się nowożytnych sposobów wojowania i uregulowały swe rządy stosownie do nowych wymagań, a Polakom brak środków i kierownictwa. „Żaden głos nie ma posłuchu na sejmach, naturalna ich wymowa. Która posiadają, idzie na marne, przywileje przeciwstawiają się wszystkiemu, a nie pobudzają do niczego. Kraj ubogi w pieniądz, a nawet w produkty. Każdy szlachcic ma prawo wyżej stawiać swoje prywatne gospodarstwo nad dobro publiczne, które go bardzo niewiele obchodzi. Konieczność jednomyślności w głosowaniu istotnie stanowi pewny środek dla utrzymania ich cennej wolności i zmuszenia królów do przestrzegania pacta conventa, ale zarazem – wielką przeszkodę dla każdego dobrego kroku, bo często zdarza się, że jeden protestujący szaleniec przeważa głosy 40 tysięcy rozumnych. Stąd państwo bez obrony i bezpieczeństwa. Polska otworem stoi z wszystkich stron i jest do wzięcia temu, kto pierwszy ja zajmie; wkrótce nie będzie mieć żadnej innej siły, jak chyba w własnej słabości” (s. 180-181).

Wybitny filozof, historyk i ekonomista, Dawid Hume, dopuścił się aż jaskrawej przesady w charakterystyce Polski. „Z wszystkich królestw Europy – wyraził się w swym „Szkicu o zbytku” (1752) – Polska wydaje się najbardziej podupadłą tak w sztuce wojennej, jak w zajęciach pokojowych, tak w rękodzielnictwie, jak nauce i sztuce, a tymczasem w kraju tym przekupstwo i sprzedajność najbardziej się panoszą. Zdaje się, jak gdyby szlachta jedynie po to utrzymała obieralność korony, aby ją regularnie sprzedawać temu, który najwięcej za nią daje – jest to bodaj jedyny rodzaj handlu, znany temu narodowi” (s. 189).

Sąd o gospodarstwie społecznym Polski wielkiego twórcy nauki ekonomii politycznej Adama Smitha wypadł równie bardzo czarno. Jak widać z uwag rozrzuconych w jego klasycznym „Bogactwie narodów” (1776), uważał on Polskę za kraj najbardziej zacofany pod względem ekonomicznym i za jedyny w Europie kraj obok Węgier, który nie prowadzi handlu zamorskiego żadnym artykułem. „Polska, – twierdził – która nie została oswobodzona od systemu feudalnego, jest dziś jeszcze krajem tak nędznym, jak była przed odkryciem Ameryki. Tymczasem cena zboża w Polsce wzrosła a wartość rzeczywista szlachetnych metali spadła tam jak w reszcie krajów europejskich. Ilość zatem owych metali winna tam była zwiększyć się tak samo jak gdzie indziej i prawie w tej samej proporcji, stosownie do rocznej produkcji ziemi i pracy w Polsce. A mimo to ów wzrost ilości tych metali nie powiększył się jak się zdaje tejże rocznej produkcji, ani nie rozszerzył rolnictwa i manufaktury kraju, ani nie polepszył losu mieszkańców” (s. 190).

Opis Polski zamyka Coyer [francuski ksiądz z otoczenia Leszczyńskiego, autor księgi o Sobieskim] zwięzłą charakterystyką jej kontrastów. „Polska taka, jaka dziś jest w zakresie moralnym i fizycznym, przedstawia bardzo uderzające kontrasty: godność królewska z mianem republiki, prawa z feudalną anarchią, zniekształcone rysy republiki rzymskiej z gotyckim barbarzyństwem, bogactwo i nędza. Przyroda uposażyła to państwo we wszystko, co potrzebne do wzbogacenia – Europa nie zna biedniejszego ludu… Ziemia i woda, wszystko woła o wielki handel, a handel się nie tworzy… Państwo to większe od Francji, liczy zaledwie 6 milionów mieszkańców i odłogiem zostawia czwartą część swej przewybornej ziemi… Rozciągając się na 200 mil wszerz a 400 wzdłuż, potrzebuje licznych wojsk dla straży rozległych granic a zaledwie 40 tysięcy żołnierza może opłacić!” (s. 198).

Osobną kategorią opinii o Polsce są opisy i komentarze ukazujące niedolę stanu chłopskiego, które pojawiają się już w najstarszych zapisach o Rzeczpospolitej. Oto niektóre z nich:

Co do układu społecznego Polski – wszystkich obserwatorów włoskich [w XVI w.] uderza pokrzywdzenie nie szlachty, a w szczególności chłopów, których uważają za niewolników szlachty. Giovannini, opisawszy ciężkie położenie poddanych szlacheckich i ograniczenia wprowadzone względem mieszczan, zauważa, że skutkiem tego królestwu polskiemu brak jedności wewnętrznej, „wieśniacy i mieszczanie nienawidzą szlachtę, szlachta zaś nienawidzi, pogardza i uciska jednych i drugich”. „Biedni kmiecie – pisze Lipomano – wyjęci spod opieki prawa i zdani na dowolność swych panów, znajdują się w prawdziwie opłakanym stanie, bo panowie mogą rozporządzać ich życiem i majątkiem podług swego upodobania, a kmieć od ich wyroku nie może odwołać się do żadnego sądu”. Zwłaszcza raziło go upośledzenie chłopów w ustawodawstwie karnym: szlachcic–morderca częstokroć unika kary, a w ogóle lekko jest karany, przeciwnie zaś „jeżeli chłop lub mieszczanin zabije szlachcica, co się rzadko zdarza, nie tylko zabójca śmiercią karany bywa, chociażby popełnił zabójstwo w przypadku naturalnej obrony, ale z nim razem burmistrz lub wójci skazani są na śmierć, chociażby nic nie wiedzieli o popełnionym zabójstwie”. Na dowód, ze to nie dopiero obcy dostrzegali tę krwawą ranę społecznych stosunków polskich, ale że użalała się z jej powodu przed nimi szlachetniejsza choć niestety zbyt słaba część opinii polskiej, wypada przytoczyć smutne uwagi tzw. relacji Fulwjusza Ruggieri’ego (prawdopodobnie pióra Kromerowego) o położeniu chłopów: „Często panowie każą ich za lada co niemiłosiernie ćwiczyć, czasem nawet powiesić, a choć bez przyczyny zabiją, wolni są od wszelkiej kary za opłatą dziesięciu szkudów, gdy tymczasem za psa zabitego płaci się więcej. Tak ciężka niewola upodliła ich do tego stopnia, że gdy dostaną baty, co się im często zdarza, przychodzą podziękować za to panu; śmiało powiedzieć można, że nie masz na całym świecie podlejszego niewolnika od kmiecia polskiego”. Tenże autor nie przeocza groźnych niebezpieczeństw, płynących z takiego upośledzenia chłopów przez państwo; zastanawiając się mianowicie, dlaczego nie pomnaża się polskich sił zbrojnych przez użycie masy chłopskiej, wyraża przypuszczenie, iż dzieje się tak „może dlatego, że są uważani za niewolników i ze lęka się szlachta, aby nabrawszy ducha wolności nie pomyśleli o zrzuceniu jarzma niewoli, przez co by odmienił się rząd Polski, w której szlachta samowładnie panuje (s. 10-11).

Z niejakim zdziwieniem stwierdza Le Laboureur [szlachcic-dworzanin francuski, który odwoził do Polski królową Marię Leszczyńską] brak w Polsce trzeciego stanu; jedynie tylko obywatele wielkich miast mają pewne przywileje w porównaniu z wieśniakami i stanowią rodzaj pośredni między szlachtą a prostym ludem, mają prawo własności nie są przywiązani do ziemi. Najbardziej politowania godny jest los zagrodników i służby: „Życie ich jak i mienie zależy od kaprysu pana, jest on absolutnym sędzią ich krzywd, a dom jego więzieniem, z którego nie wychodzą aż z życiem; najniewinniejszy jest winnym i podług zachcenia można go stracić na mękach – jest to kara za ten ich grzech pierworodny, na która prawa krajowe pozwalają. W języku polskim nazywają się chłopami, przez co imię to stało się tak obelżywym, że szlachcic tak nazwany nie uspokoiłby się aż chyba śmiercią tego, kto by go tak obraził” (s. 100).

I jeszcze wspominany już uprzednio De Tende: Gdy przywilej niearesztowania szlachcica przed wyrokiem uwłacza tylko sprawiedliwości, to przywilej pozwalający zabijać ludzi jest bez wątpienia przeciwny ewangelii. A tymczasem prawda jest, ze szlachta polska ma prawo życia i śmierci nad każdym poddanym chłopem. Cudzoziemcy zaskoczeni tym przywilejem, który trąci pogaństwem, pytają ich nieraz: jak prawo, które winno być sprawiedliwym, mogło przyznać chrześcijanom władzę tak sprzeczną z zasadami chrześcijaństwa? jak prawo, darem bożym będące, mogło udzielić przywileju tak przeciwnego prawom Boga samego? Na to oni odpowiadają, iż mają naprawdę taką władzę, ale jej nie używają, podobnie jak inne narody nie korzystają z swej władzy zabijania swoich wołów i koni, a że ich chłopi zajmują u nich to miejsce, co gdzie indziej owe zwierzęta. Pomijając już, że porównanie to nie bardzo jest ludzkie, a jeszcze mniej chrześcijańskie, trzeba stwierdzić nadto – wywodzi oburzony De Tende – że nieraz szlachta dopuściła się zabójstwa swych chłopów już to po pijanemu, już to pod wpływem innej zwierzęcej namiętności, którym zwłaszcza młodzi łatwo dają się porywać, odbierając chłopom żony i córki bez najmniejszego oporu” (s. 162-163).

Na koniec omówienia dzieła Stanisława Kota mała refleksja: Czy z tej często niechlubnej przeszłości wszystko już przeminęło? Czy nic nie pozostało w stosunkach współczesnych? Na te pytania każdy już musi sam sobie odpowiedzieć…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s