Stefan Buszczyński, Rękopis z przyszłego wieku (część druga)

Wracamy jeszcze do Rękopisu z przyszłego wieku Stefana Buszczyńskiego. Obok wielu przykładów fałszywego postępu i wręcz upadku cywilizacyjnego w XIX stuleciu pisarz stawia diagnozę takiego stanu rzeczy i kreśli wizję odrodzenia ludzkości w przyszłości. Dla Buszczyńskiego wiek dziewiętnasty zdumiewający uczynił postęp w wynalazkach, w urządzeniu maszyn, w udoskonaleniu materii. Ale to właśnie – twierdzi poprzez swoje alter ego, filozofa XX wieku – oderwało całą myśl jego i działalność od ducha. (…) Wszystkie nędze dziewiętnastego stulecia pochodzą stąd, iż nie uznano ducha i nie poznano olbrzymiej jego potęgi (s. 91).

Buszczyński jedyną szansę na naprawę stosunków społecznych i prawdziwy rozwój cywilizacji europejskiej widzi w przestrzeganiu odwiecznych praw człowieczej natury i uniwersalnych wskazówek moralnych: „Żyj według praw wskazanych przez naturę i moralność. Słuchaj głosu sumienia twego. Nie czyń tego drugiemu, do tobie nie miłe. Pracuj, ażebyś był pożytecznym członkiem społeczeństwa, od którego nawzajem pomocy potrzebujesz. Staraj się kształcić umysł i doskonalić się we wszystkim. Szukaj dobra i piękna w każdej rzeczy i w każdej czynności. Unikaj wszystkiego, co jest złem lub szpetnym. Czuwaj nad powierzonymi twej pieczy istotami. Prowadź podwładnych swoich drogą cnoty i powinności. Pamiętaj w każdej chwili o wysokiej godności i wielkim posłannictwie człowieka” (s.59).

Przepisy te – podkreśla filozof – znajdujemy we wszystkich księgach od niepamiętnych czasów. Na ten temat grają i śpiewają mędrcy i prostaczkowie wszystkich wieków. Tymczasem cóż uczyniono – pyta – ażeby przepisy te zastosować do życia, zamienić je w czyn? Jakie podano dla urzeczywistnienia ich środki? I odpowiada, oskarżając współczesną mentalność: Ludzie zwani „praktycznymi” zrobili wszystko, co tylko dało się dotąd zrobić, ażeby tę teorię uczynić niepraktyczną, niewykonalną. Zrobili wszystko, nawet, ażeby te zasadnicze przepisy zniszczyć ze szczętem. Natomiast powstały nowe przepisy utylitarnego pozytywizmu, którymi chlubi się wiek dziewiętnasty. Dadzą się one streścić w następujący sposób: „Życie to użycie. Sumienie jest wymysłem zacofanych fanatyków, kierującym głosem powinien być racjonalizm. Nie troszcz się o nikogo, a postępuj tak, aby tobie było dobrze. Pracuj na to, abyś sam ze swej pracy otrzymał pożytek. Kształć umysł w tym celu, abyś wiedział, co największą może ci przynieść korzyść. Dobro i piękno są to wyrazy konwencjonalne; albowiem to, co dla jednego jest dobrem i pięknem, dla drugiego jest złem i szpetnym. W naturze nie ma bezwzględnego dobra ani bezwzględnego zła; nie ma też nic szpetnego; zatem szukanie jednego a unikanie drugiego jest tylko mrzonką utopii, gdyż natura nigdy nie schodzi z wieczystych swoich torów. Myśląc o sobie samym tylko, każdemu zostaw swobodę działania; nie masz prawa bowiem naginać do twych osobistych pojęć znajdujących się przypadkiem pod twoją opieką istot. Cnota i powinność są to wyrazy nominalne, nie mające wyraźnych kształtów ani granic; prowadzą do poświęceń, które praktyczny rozum odrzuca, jako śmieszne zabytki obskurantyzmu: jedyną przeto racjonalna drogą dla społeczności jest droga natury, czyli fatalne posłuszeństwo sile. Godność człowieka jest szumnie brzmiącym wyrazem bez znaczenia, a posłannictwo jego mrzonką, gdyż człowiek jest tylko biernym narzędziem w ogólnym mechanizmie natury” (s. 59-60).

Wewnętrzny głos, popęd duszy, idący od środka, ze rdzeni jestestwa człowieczego ku kształtom cielesnym (s. 36) określany przez Buszczyńskiego mianem siły odśrodkowej winien współbrzmieć z siłą dośrodkową, dobiegającą za pośrednictwem wrażeń cielesnych od świata zewnętrznego. Człowiek może żyć w pełni jedynie wtedy, gdy żyje w zjednoczeniu duszy z ciałem, uwzględniając w swoim postępowaniu wskazania moralne stanowiące o jego człowieczeństwie. Dwoisty wpływ siły odśrodkowej i dośrodkowej wywiera stanowczy nacisk na naturę jednostki, jak i całego społeczeństwa, więcej – kieruje losami człowieka i narodów, stąd też los cywilizacji zależy od uwzględnienia w jej rozwoju siły ducha.

Całe dzieło Buszczyńskiego jest jednym wielkim wołaniem o oparcie rozwoju jednostki i cywilizacji o wartości duchowe, moralne, najdobitniej wyrażone w dekalogu, który powinien być podstawą praw i w nauce Jezusa, która jest najdoskonalszym prawodawstwem, najpraktyczniejszym kodeksem (s. 92). Autor Rękopisu nie pojmuje jednak dekalogu ortodoksyjnie, o czym świadczy poniższy wywód: Chrześcijaństwo wypłynęło ze Starego Zakonu, którego „dopełnieniem” jest Nowy Testament. Całe jednak społeczeństwo europejskie i w ogólności chrześcijańskie oparło się pozornie tylko na prawodawstwie Mojżesza, zatwierdzonym i objaśnionym przez Chrystusa, tudzież przez jego apostołów. (…) Największym zaś błędem przewodników społeczeństwa jest to, iż nie zrozumieli ducha tych praw, nie zastosowali kardynalnych zasad w najrozleglejszym znaczeniu do wszystkich bez wyjątku ustaw i społecznych stosunków. Błąd ten sięga początkiem swoim czasów przedchrześcijańskich i pierwszych wieków chrześcijaństwa; istnieje dotąd, a owoce jego zbiera ludzkość. Ale nadeszła pora zniszczenia tego błędu, sprostowania mylnych pojęć i zasiania ziarn zdrowych prawdy. Nie w martwym wyrazie sprawiedliwość; lecz w jego duchu! (s. 91-92).

Filozof, zgodnie z tym kategorycznym stwierdzeniem, wyjaśnia ducha Przykazań Bożych. Przytaczamy objaśnienia do dwu pierwszych:

  1. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Cóż to znaczy? Nie to, co mniemali Hebrajczycy, a później chrześcijanie, zacząwszy od ikonoklastów aż do Lutra, Kalwina i Zwingliusza, iż nie wolno czcić Boga pod jakąkolwiek materialną postacią. W oczach człowieka wznoszącego myśl i uczucie do Bóstwa, kamień czy metal, posąg, obraz czy krzyż, jest dla jego zmysłów symbolem, materialnym uosobieniem Boga. On wie, choć może sobie z tego sprawy zdać nie umie, że w tym kamieniu, w tym drzewie lub płótnie nie ma Boga. Tylko jego zmysły potrzebują widzieć coś, dotknąć się czegoś, co by mu niewidzialne, niepojęte Bóstwo przypominało. To jest przyrodzone pragnienie fizycznej natury człowieka. Ale jego myśl wznosi się wyżej; jego duch wzlatuje do Ducha. Nie jest więc bałwochwalcą ten, co czci zewnętrznymi objawami Boga, w tej lub owej zewnętrznej przedstawionej formie, gdy razem i jednocześnie czci wewnętrznymi władzami ducha swego najwyższą Istotę.

Ale bałwochwalcą jest, kto zewnętrznie tylko czci Boga, kto w materialnej wyłącznie formie sobie Boga wyobraża; a jeszcze większym kto na tej czci poprzestaje. Największym zaś bałwochwalcą jest kto mniema, iż oprócz jałowej czci Boga nic więcej nie pozostaje mu do czynienia. Nie dość bowiem czcić Bóstwo zewnętrznymi objawami; nie dość nawet czcić Boga obrzędami i podniesieniem ducha zarazem; lecz czcić trzeba Go życia całego czynami. „Czcij Boga nad wszystko; a kochaj bliźniego swego, jako siebie samego. Wiara bez uczynków martwą jest”. Oto jest treść wszystkich powinności człowieka względem nieba i względem ziemi. Część Bogu powinniśmy wyrażać nie tylko materialnym słowem, nie tylko duchowym podniesieniem myśli, lecz miłością bliźniego, zatem miłością tych, których nasz bliźni kocha, miłością jego rodziny, bez wyjątku; zaczynając od najbliższego bliźniego aż do najdalszego (…). Miłość najbliższych bliźnich, to jest rodziny i Ojczyzny, tudzież, w dalszym jej rozwoju, miłość najdalszych bliźnich czyli ludzkości, powinniśmy objawiać nie tylko słowem lub uczuciem, lecz czynami. Tym sposobem dopiero wypełniamy pierwsze przykazanie, zostawione nam w Starym Testamencie, a objaśnione przez Jezusa Chrystusa. „Nie ten, który woła wciąż: Panie! Panie! Wnijdzie do Królestwa Bożego; ale ten, który czyni wolę Ojca mojego w niebiesiech”. Jeżeli Mojżesz obalił złotego cielca i zgromił Hebreów za cześć mu oddawaną, to nie dlatego tylko, iż czcili Boga wyłącznie z zewnętrznej postaci, lecz za to, że ukochali złoto więcej niż Jehowę, za to, że złoto stało się dla nich „cudzym bogiem”. W karze, wymierzonej na Hebreach, jest alegoryczna przestroga po wszystkie czasy. Człowiek chciwy, miłujący bogactwo wypływające z niego rozkosze, więcej niż Boga, to jest więcej niż powinności, dowodzące czci ku najwyższej Istocie, równym jest bałwochwalcą, jak Hebrajczyk, kłaniający się złotemu cielcowi. Dla tego człowieka bowiem bogactwo i rozkosze są „cudzymi bogami”. Ponieważ zaś Hebreowie nie tylko czcili złoto czyli bogactwo, lecz bydlęca siłę, której uosobieniem jest cielec, zatem dlatego jeszcze ukarani zostali przez prawodawcę, jako czciciele materialnej siły. Przeto człowiek, szanujący siłę bydlęcą i wynikające z niej następstwa, więcej niż Boga i więcej niż godne wielkości najwyższej Istoty urządzenia, równym jest bałwochwalcą, jak Hebrajczyk, kłaniający się cielcowi. Dla tego człowieka bowiem siła materialna i jej owoce są „cudzymi bogami”. Kto więc nie uznaje jednego Boga myślą i czynem, a więc, kto nie wypełnia całego szeregu powinności, wyrażających cześć Boga, nie wykonywa pierwszego przykazania.

  1. „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. Mniemają, iż krzywoprzysięstwo, to jest wykonanie materialne przysięgi fałszywej jest głównym, a według niektórych jedynym naruszeniem tego przykazania. W tym błąd! Krzywoprzysięstwo jest wprawdzie zbrodnią; bo sprzeciwia się drugiemu przykazaniu; ale jest wiele innych zbrodni, naruszających drugie, a tym samym pierwsze przykazanie. Największa siła drugiego przykazania leży na wyrazie „nadaremno”. Kto lekkomyślnie wymawia imię Boga, kto wzywa Boga, aby się nagiął ku jego czynnościom, sprzeciwiającym się najwyższemu prawu i sprawiedliwości, kto żąda dla osobistych widoków, aby bóg wykonywał rzeczy nadzwyczajne, czyli przeciwne wieczystym prawom, a więc woli Bożej, kto w imię Boga przedsiębierze lub popełnia czynności przeciwne Bogu, jego prawom i sprawiedliwości, kto pod pokrywką czci Boga przeprowadza zamiary ziemskie np. polityczne, kto działa w imię materii i siły, jak gdyby działał w imię Boga, kto na cześć materii i siły przysięga lub innym przysięgać każe, każdy z tych bluźniercą jest; wzywa imienia Pana Boga nadaremno (…).

Takim, a nie innym jest znaczenie dekalogu w pojmowaniu dosłownym czyli materialnym i wewnętrznym czyli duchowym. To dwoiste pojmowanie dziesięciorga Bożych przykazań nadaje im dopiero rzeczywistą siłę. Na takim też pojmowaniu opierać się powinno każde prawodawstwo świeckie (s. 92-98).

Zdaniem Buszczyńskiego, wyrażonym słowami „filozofa dwudziestego wieku”, ludzie skutkiem nawykłości do uzmysławiania duszy (postrzegania zmysłowego; widzenia tylko tego, co pod ich zmysły podpada, szukania tylko tego, co mogą zobaczyć, usłyszeć, dotknąć własnymi rękami) stracili zdolność widzenia ducha wzrokiem (…) duchowym, umysłowym. Nie widziano ducha ani w naturze ustroju, ani w prawodawstwie. W dziesięciorgu przykazaniach Bożych, zarówno jak w nauce, w rozkazach i przepisach Założyciela chrześcijaństwa, przyzwyczajono się tylko wykonywać mniej więcej literę praw, a nie zgłębiano wewnętrznego ich znaczenia. Doszło nareszcie do tego, iż w zastosowaniu tych praw, poprzestano tylko na materialnym, formalnym, a więc nominalnym wykonaniu. W każdym stosunku społecznym na miejscu ducha zjawiła się materia, zamiast treści forma, zamiast rzeczywistości jej imię tylko. W dziewiętnastym wieku, i ci, którzy uznają wyłącznie istność materii, i ci, którzy się głoszą za ich przeciwników, nie spostrzegają się, że wszyscy idą po jednej drodze i jednych używają środków; nie spostrzegają, że wszyscy są materialistami, że opierają działalność na formie zmysłowej, nie na treści, na pozorach, nie na rzeczywistości (s. 99). 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s